Prawda o śmiertelnym wypadku samolotowym w Smoleńsku

Prawda o śmiertelnym wypadku samolotowym w Smoleńsku

http://www.rebelnews.org/opinion/europe/210178-the-truth-about-the-fatal-plane-crash-in-smolensk

James Buchanan 13.4.2010, tłumaczyła Ola Gordon

Wciąż napływają informacje na temat katastrofy polskiego Tu-154 w Smoleńsku z prezydentem Kaczyńskim i dobrą częścią polskich przywódców na pokładzie. Widoczne są zorganizowane wysiłki w celu zrzucenia winy za katastrofę na pilota twierdząc, że prezydent Kaczyński naciskał go do lądowania w niemożliwych warunkach.

Pierwszą dziwną porcją informacji, którą się ukazała było to, że lotnisko w Smoleńsku podobno nie ma oprzyrządowania do lądowania (ILS). Biorąc pod uwagę fakt, jak przerażająca może być pogoda w Rosji w zimie, wiosną i jesienią, to niedorzeczne by usłyszeć, że ważne europejskie miasto z populacją 330 tys. nie ma lotniska z ILS. Jedynym usprawiedliwieniem jest to, że lotnisko mieści się w b. wojskowej bazie lotniczej. Teraz nasuwa się pytanie: “Czy Rosjanie pozwalali na to by ich warte 30 mln USD myśliwce Su-27 lądowały bez ILS?”

Zakładając, że Rosjanie zgodzili się by tak duże miasto miało lotnisko z “przepisami lotów wizualnych” (VFR) pojawia się pytanie: Dlaczego ktokolwiek mógłby chcieć tam lądować? Gdybym to ja planował ważne wydarzenie, na które mieliby przylecieć tacy ludzie, ja bym polecił tylko lotnisko, które jest wyposażone w ILS. W tym przypadku było lotnisko w Witebsku na Białorusi mające ILS, odległe od lasu katyńskiego tylko o 100 km.

Aby samolot bezpiecznie lądował w warunkach przepisów lotów wizualnych, minimalna bezpieczna odległość do lądowania waha się od 1.5 do 7.5 km w zależności od przestrzeni powietrznej. W bazie lotniczej takiej jak Płn. Smoleńsk, która może służyć radzieckim myśliwcom, konieczna jest widoczność 7.5 km by zauważyć wszystkich bezpańskich bojowników na czas by ich uniknąć. Inne źródło zauważa, że nawet przy instrumentalnym systemie lądowania, potrzebna jest widoczność na 750 m, zanim pilot dostanie pozwolenie na lądowanie.

Jedno ze źródeł donosi, że w dniu katastrofy na lotnisku Płn. Smoleńsk była widoczność 400 m. Inne w wieczornych wiadomościach i radio wspominają już o widoczności tak niskiej, jak 50 lub 80 metrów. Każdy rozsądny pilot nie próbowałby lądowania VFR przy tak małej widoczności. Pilot prawdopodobnie zrobił jedno okrążenie lotniska by uspokoić prezydenta Kaczyńskiego i pokazać, że widoczność nie była wystarczająca na lądowanie. Oczywiście pilot świadomie nie leciałby na niższym poziomie niż wysokość otaczających wzgórz plus dodana wysokość drzew i linii energetycznych. Jeśli wysokościomierz był sabotowany, byłby to przypadek gdy samolot leciał zbyt nisko i wszyscy zginęli.

W Internecie krąży wiele fałszywych lub nieuzasadnionych historii i dobrze byłoby je omówić:

1) Przekierowanie samolotu spowodowałoby duże spóźnienie polskiego prezydenta na uroczystości katyńskie. Nieprawda. Było tam lotnisko z systemem ILS w Witebsku, tylko 100 km od lasu katyńskiego. Uroczystość upamiętniająca Katyń była raczej symboliczna i prawdopodobnie było tam tylko kilkaset osób. Polski kontyngent byłby najważniejszą grupą ponieważ był w nim polski prezydent, a prasa czekała na nich.

2) Polski prezydent zmuszał pilota do lądowania wbrew jego woli. Dyskusyjne. Ogłoszono to jako fakt, nawet pomimo tego, że wszyscy w samolocie zginęli i kontroler ruchu lotniczego w Smoleńsku nie usłyszał niczego, co by to potwierdzało. Mam nadzieję, że czarne skrzynki rzucą nieco światła na ten temat. Artykuł stwierdza: “W sierpniu 2008 roku, Kaczyński naciskał pilota do lądowania w Tbilisi, Gruzja, mimo że warunki były niebezpieczne, podczas krótkiej wojny Rosji z Gruzją. Kiedy pilot odmówił, Kaczyński udał się do jego kabiny, ale później powiedział: “Jeśli ktoś decyduje się być oficerem, nie powinien być tchórzem”. Pilot, który poleciał do pobliskiego Azerbejdżanu, później otrzymał medal za to, że odmówił prezydentowi. Andrzej Seremet, szef polskiej prokuratury, powiedział na konferencji prasowej w poniedziałek, że na tym etapie dochodzenia, nic nie wskazuje by wywierano nacisk na pilotów. Jednak czarne skrzynki Tu-154 są nadal analizowane, aby zobaczyć “czy były sugestie wobec pilotów”. Sądząc po wcześniejszych przypadkach, pilot musiałby upierać się by dostać medal, gdyby pominął presję Kaczyńskiego i poleciał na inne lotnisko. Również prezydent Kaczyński skompromitowałby się i wyrobił sobie złą opinię, gdyby próbował zmuszać następnego pilota.

3) Pilot wykonał cztery lub pięć podejść. Dyskusyjne. Jeden artykuł zauważa, że “pilot powiedział panu Pljusninowi (rosyjski kontroler lotów w Smoleńsku), że miał zrobić jedno podejście do lądowania przed zmianą alternatywnego celu, jeśli się nie uda”. Inne źródło informacji cytuje naocznych świadków opisujących wypadek. Żaden z nich nie wspomina o wielokrotnych próbach lądowania. Kolejny artykuł mówi, że “kontroler lotów w bazie lotniczej powiedział, że samolot próbował tylko raz zanim przerwała się  łączność radiowa”.

4) Lech Wałęsa powiedział, że pilot był zmuszony do lądowania. Nieprawda. Jedno źródło zauważa: “Lech Wałęsa, były prezydent Polski powiedział, że od kpt. Protasiuka oczekiwano by się skonsultował. Jednakże piloci są szkoleni, aby przeciwstawiać się naciskom podejmowania błędnych decyzji”.

5) Tu-154 był latającą trumną ze straszną historią bezpieczeństwa. Nieprawda. Lista wypadków Tu-154 od 1994 roku podawana przez Foxnews, pokazuje tylko dwa w Europie. Wszystkie inne awarie były na Syberii lub w Trzecim Świecie, w tym dwa samoloty były zestrzelone a jeden wysadzony w powietrze nad Europą przez terrorystów czeczeńskich. Inne źródło stwierdza, że “W notatce o tym typie samolotów, Paul Duffy, ekspert w dziedzinie lotnictwa rosyjskiego, powiedział: … proporcja utraty kadłuba (katastrofa) była prawidłowa do ich liczby w użyciu, liczby lat używania i technologii samolotu … zbudowano 1015 Tu-154, 214 z nich jest nadal używane, według danych z 14.12.2009 r.”. Samolot, który wiózł prezydenta Kaczyńskiego ma dopiero 20 lat i przeszedł szczegółową kontrolę i remont w grudniu 2009 roku.

Wszystko to rodzi pytanie: Kto chciałby wyeliminować polski rząd? Artykuł w Jewish Currents zatytułowany “Powrót radykalnej prawicy w Polsce” donosi, że “coś poszło bardzo, bardzo źle w Polsce. Po wyborach we wrześniu ubiegłego roku, grupa o nazwie “Prawo i Sprawiedliwość”, pod przywództwem wieloletniego działacza “Solidarności” i prawicowego polityka o nazwisku Jarosław Kaczyński, pojawiła się jako największa partia w sejmie. Zwycięstwo w następnym miesiącu w wyborach prezydenckich poszło do identycznego bliźniaka Kaczyńskiego, Lecha … Kaczyńscy utworzyli koalicję z agrarną grupą populistyczną o nazwie “Samoobrona” i radykalną partią prawicową o niewinnej nazwie “Liga Polskich Rodzin”. Uprzejmi dziennikarze zachodni określili ten rząd “centroprawicowym” lub “konserwatywnym”, ale trudno jest znaleźć coś centrowego w będących dzisiaj u władzy w Warszawie. Nawet europejskie partie głównego nurtu konserwatywnego publicznie wypierały się jakichkolwiek związków z Prawem i Sprawiedliwością (nie wspominając o dwóch innych członkach koalicji). Mówiąc prościej, teraz Polską rządzi skrajna prawica, a ludzie powszechnie uznawani za marginalnych i niebezpiecznych nawet rok temu, są teraz w korytarzach władzy”.

Wszystkim co byłoby potrzebne do spowodowania wypadku w Smoleńsku był sabotaż wysokościomierza samolotu tak, żeby pilot pomyślał, że był wyżej niż w rzeczywistości. Tysiące samolotów przy złej pogodzie lądują w Europie i USA, a tylko minimalna ich liczba ulega katastrofom. Arcy-przestępca Franklin Delano Roosevelt powiedział kiedyś: “W polityce nic się nie dzieje przez przypadek. Jeśli to się dzieje, to można założyć się, że było to zaplanowane właśnie w ten sposób”.

By piotrbein

https://piotrbein.net/about-me-o-mnie/