Jeszcze raz o kampanii Polacy solidarni z suwerenną Białorusią

Jeszcze raz o kampanii Polacy solidarni z suwerenną Białorusią

Paweł Ziemiński 13.2.2011

Umieszczenie na stronie  www.wiernipolsce.wordpress.com  deklaracji zachęcającej do udziału w kampanii społecznej Polacy solidarni z suwerenną Białorusią wywołało żywą reakcję wśród adresatów. Zacznę najpierw od podziękowania  tym wszystkim, którzy poparli ideę kampanii, uznając nie tylko jej celowość, ale podzielając pogląd, że może ona odegrać istotną rolę w kształtowaniu nowego wymiaru stosunków polsko-białoruskich, a także wpłynąć na opinię publiczną w Europie. Chcę  szczególnie podziękować tym, którzy obok poparcia sformułowali także uwagi krytyczne wobec treści deklaracji (panom R.Kaflowi i M.Głogoczowskiemu), które zrozumiałem, jak sądzę zgodnie z intencjami wymienionych autorów, jako życzliwe uwagi mające na celu zwiększenie zasięgu zwolenników kampanii, jak i podnoszące jej skuteczność. Aktualizując tekst deklaracji uwzględniłem uwagi obu panów, a nawet pozwoliłem sobie wykorzystać pewne sformułowania Marka Głogoczowskiego.

Uwagom dr Marka Głogoczowskiego muszę jednak poświęcić specjalne miejsce, bowiem mój kolega zawarł w swojej opinii nie tylko uwagi formalne, ale także zaproponował własne ujęcie kilku kwestii merytorycznych. Pierwotny tekst zmodyfikowany przez Marka został umieszczony na kilku portalach i zaczął żyć własnym życiem, co mogłoby oznaczać, że autor pierwotnego tekstu w pełni zgadza się z treścią zmodyfikowanej deklaracji . Tak jednak nie jest. Przychylam się do uwag, że pierwotny tekst wymaga pewnych skrótów, co dotyczy przede wszystkim zawartej w tekście  preambuły, szczególnie na okoliczność, gdyby  deklaracja miałby być tłumaczona na języki obce (rosyjski i angielski), co jest konieczne, aby zwiększyć krąg adresatów i oczekiwać  na oddźwięk  ze strony środowisk zagranicznych. Z tą intencją, preambuła została zasadniczo skrócona. Nie uważam jednak za uzasadnione rezygnowanie w nagłówku oraz w dalszej części tekstu z używania określenia naród białoruski, jako nieodpowiadającego rzeczywistości białoruskiej, a tym bardziej zastępowanie tego określenia  zwrotem mieszkańcy Białorusi.

Naród, w moim rozumieniu, nie jest kategorią wyłącznie polityczną, a tym bardziej ideologiczną, ale przede wszystkim kategorią cywilizacyjną, kulturową, socjologiczną. Naród może  być zbudowany na fundamencie narodowościowej jednolitości( etniczności)- i tak jest najlepiej, ale nie mniej ważnymi czynnikami narodowotwórczymi są: wspólny fundament kultury materialnej i duchowej, podzielany i realizowany system etyczno-moralny (głównie na podstawie dominującej religii), ciągłość losów historycznych, w ramach których kształtuje się symboliczna sfera wartości cementujących wspólnotę narodową pomimo  zróżnicowania w materialnym poziomie życia poszczególnych jej grup, czy warstw. Naród jest wspólnotą szczególnego rodzaju, tzn. posiadającą swoją pamięć historyczną i zarazem wspólnotą o określonych ambicjach rozwojowych, których  prawa realizacji gotowa jest  bronić i to nawet kosztem solidarnych  ofiar członków tej wspólnoty. Dlatego naród może być wieloetniczny (chociaż podkreślam- „zdrowsze” są narody zwarte etnicznie), ale nie może być luźnym konglomeratem nieidentyfikujących się ze sobą grup społecznych, czy mieszkańców danego terytorium, jedynie administrowanego przez władzę państwową. W tym sensie jest w pełni uzasadnione używanie wobec społeczeństwa białoruskiego określenia naród, choć mamy w tym wypadku do czynienia z narodem w mniejszym  nawet stopniu wieloetnicznym (bo zdecydowana większość, to Słowianie), co z narodem  stosunkowo „młodym” wobec sąsiedzkich dużych i „starych” narodów- rosyjskiego i polskiego. Przy tej okazji z dużą ostrożnością podchodziłbym do wyeksponowanego przez Marka Głogoczowskiego „ekspansjonizmu rosyjskiego” i braku solidarności z Białorusią pomimo etnicznej, słowiańskiej bliskości, czego rzekomo dowodem były wydarzenia z 2007 r. wokół kwestii paliwowej (głównie cen i warunków dostaw gazu). Myślę, że mieliśmy wówczas -i także później, nawet bezpośrednio przed wyborami prezydenckimi na  Białorusi- do czynienia ze zwykłą taktyką polityczną (czytaj: jeśli atakujemy prezydenta Łukaszenkę, to ostatecznie wzmacniamy zwartość Jego zwolenników i umożliwiamy przekonywujące Jego zwycięstwo), a także z próbą zakłócenia dobrych  wzajemnych kontaktów między władzami Rosji i Białorusi przez  ośrodki medialne, stosunkowo autonomiczne wobec kierowniczych władz Rosji. Jaki jest prawdziwy wymiar tych stosunków, o tym świadczy oficjalny tegoroczny komunikat MSZ Federacji Rosyjskiej (patrz: Komentarz rzecznika Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rosji A.K.Łukaszewicza w związku z sankcjami wobec Białorusi, www.wiernipolsce.wordpress.com z 2.02.2011 r.).

Drugim z określeń nieco relatywizowanych przez Marka Głogoczowskiego jest pojęcie suwerenności, którą tenże uważa za powszechnie ograniczoną wobec rzeczywistych suwerenów kapitałowych i surowcowych. Sadzę, przeciwnie niż uważa Marek Głogoczowski, że właśnie suwerenność wyraża się m.in. w zdolności do samodzielnego i nieskrępowanego podejmowania decyzji przez władze suwerennego państwa także w warunkach naturalnego niedoboru zasobów właśnie w taki sposób, aby uwzględniając własne ograniczenie, mimo wszystko gwarantować pomyślność, bezpieczeństwo i perspektywy rozwoju suwerennego narodu. Poza tym często  bywa, że wspomniany „niedobór” jest nie tyle naturalny, co wynika z politycznej podległości rzeczywistej, bądź sztucznie wywołanej przez skorumpowane, kompradorskie pseudo-elity polityczne, bądź zwykłych zainstalowanych agentów lub reprezentantów innych nacji „rzeczywiście suwerennych” lub „wybranych przez Boga lub tajne związki do tej rzeczywistej suwerenności”. Ten wyżej określony „niedobór” sprowadza się do nie wykorzystywania rodzimych zasobów naturalnych i ludzkich, deprecjonowania innowacyjności własnych społeczeństw, podporządkowywania własnego terytorium i  niewykorzystywaniu własnego położenia geograficzno-geopolitycznego. Współczesna Polska jest negatywnym tego przykładem, natomiast Białoruś radzi sobie z naturalnym niedoborem zasobów, właśnie przez suwerenną politykę gospodarczą oraz władze tego państwa póki co nie dopuszczają do zaistnienia sztucznego „niedoboru”.

Ostanie niezbyt fortunne określenie użyte przez  Marka Głogoczowskiego  w jego wersji deklaracji zapowiadającej kampanię Polacy solidarni z suwerenną Białorusią, to określenie autonomia jako  pożądany stan państw w ramach Unii Europejskiej, któremu zagraża  globalny system bankowo -korporacyjno-komercyjny. Autonomia nie może być postulatem oczekiwanego statusu krajów europejskich, gdyż zakładałoby to akceptację nie tylko  instytucjonalnego EuroLandu  usankcjonowanego dyrektywami  samozwańczej Komisji Europejskiej, ale oznaczałoby faktyczne istnienie MegaPaństwa  europejskiego, z autonomicznymi regionami, bądź atrapami suwerennych państw. Takiej wizji stosunków polityczno-gospodarczych w Europie jesteśmy nie tylko absolutnie przeciwni, ale zdecydowani jesteśmy z nią walczyć, czemu m.in. służy kampania Polacy solidarni z suwerenna Białorusią.

Biorąc powyższe pod uwagę proszę dr Marka Głogoczowskiego o sprostowanie sytuacji, która sugerowałaby, że pod Jego wersją deklaracji  Polacy solidarni z Białorusią podpisują się władze stowarzyszenia Wierni Polsce Suwerennej. Tak zdecydowanie nie jest.

Zaktualizowany tekst deklaracji zapowiadającej kampanię Polacy solidarni z suwerenną Białorusią, autorstwa naszego Stowarzyszenia

 

By piotrbein

https://piotrbein.net/about-me-o-mnie/