Fukuszima-Daiiczi: lokalne pogłoski, globalna prawda

Fukuszima-Daiiczi: lokalne pogłoski, globalna prawda

Piotr Bein 13.12.2011
Władze i mendia milczą lub sciemniają, co się dzieje w Daiiczi. Ruchy mas atmosferycznych z zachodu na wschód przemieszczają w ok. tydzień do Ameryki Płn. (od Alaski po Meksyk) każde znaczniejsze emisje z Japonii do atmosfery. Parę tygodni później — do Europy i Polski. W Ameryce Płn. daleko na wschód od wybrzeża Pacyfiku (Toronto, St. Louis…) notuje się wysokie odczyty licznikiem Geigera w wodzie deszczowej, tzn. radioaktywne emisje z Japonii przybywają w niebezpiecznych stężeniach nawet na wschód Kanady i USA! Emisje z Daiiczi do Pacyfiku przybywają na wybrzeża Ameryki Płn w postaci bio-akumulowanego skażenia radioaktywnego owoców morza. Ponadto nadciągają do wybrzeży Kanady i USA “ławice” szmelcu po tsunami z 11.3.2011 r., skażone opadami radioaktywnymi u wybrzeży Japonii i na Pacyfiku.
Wg niesprawdzonej notki z Natural News (12.12.2011), ściana ruin reaktora 4 zawaliła się.  Podstawą są nieoficjalne wideo przed i po, więc może chodzi o część ruin usuniętą wg planu sprzed kilku miesięcy. Czy plotka czy nie, nie ma ona wpływu na tragiczny fakt  emisji radioaktywnych z Daiiczi. Baseny składowe zużytego paliwa nuklearnego w uszkodzonych blokach są otwarte do atmosfery, nawet jeśli wybuduje się jakieś “osłony”, a woda deszczowa i spływy z terenu siłowni  idą do Pacyfiku. A jak naprawdę wygląda chłodzenie uszkodzonych basenów i reaktorów wodą i czy po  “oczyszczeniu” nie ląduje ona w oceanie? Władze obiecywały chłodzenie w obiegu zamkniętym, z odfiltrowywaniem substancji radioaktywnych. Co zrobią z setkami tys. ton skażonej wody po zakończeniu “wyłączania na zimno”, które może ciągnąć się latami?
W październiku br. rząd Japonii przyznał, że usuwanie skażenia wyemitowanego z reaktorów Daiiczi potrwa do 30 lat. Trzeba usunąć tyle gleby, że wypełniłaby 23 stadiony. A kto oczyści globalną atmosferę i wody Pacyfiku?  Tereny wewnątrz strefy ewakuacji pozostaną niezamieszkałe. Brudy nuklearne z “odkażania” pójdą na “tymczasowe składowisko” w prefekturze Fukuszima, pojemność 28 mln m3.  Magazyn naukowy Atmospheric Chemistry and Physics ujawnił, że emisje Daiiczi do atmosfery poważnie zaniżono. Ponoć tylko ok. 20% cezu-137 spadło na Japonię, reszta do Pacyfiku. Cez-137 to ok. 36 tys. tera-bekereli z Daiiczi (co stanowi ok. 42% łącznych emisji z katastrofy Czarnobyla). A co z całą gamą pozostałych izotopów?
Na terenie Daiiczi jest tak “cacy”, że niedawna, pierwsza w historii wizyta dla reporterów po 11.3.2011 r., odbyła się autobusami, w pełnym rynsztunku antyradiacyjnym. Nieustały wycieki z wraka siłowni Daiiczi. Np. 3-4.12.2011 r. mogło dostać się do Pacyfiku 45 t radioaktywnej wody. Trwa usuwanie radioaktywnych gruzów i ruin. Niewiele więcej można zrobić, bo do wewnątrz zniszczonych budynków reaktorów człowiek nie jest w stanie wejść — są tak skażone. Zniszczony budynek reaktora 4 od początku jest pod lupą. Pierwsze akcje ratunkowe skupiły się na chłodzeniu basenu zużytych prętów w tym budynku, gdyż zawierał w momencie katastrofy aż 3-krotny normalny ładunek, a eksplozje (“powolne” reakcje łańcuchowe wypalonych prętów w basenie) osłabiły konstrukcję, grożąc zawaleniem podczas trzęsienia ziemi czy tajfunu. Wypalone pręty paliwowe w basenach zawierają najbardziej śmiercionośny ze wszystkich izotopów — pluton, o którym ciągle cicho. Ponadto, wg wcześniejszych analiz ekspertów jak Arnie Gundersen, rdzenie co najmniej 3 reaktorów zostały uszkodzone w reakcjach łańcuchowych w wyniku katastrofy 11.3.2011 r. i uległy stopieniu, przepalając osłonę reaktora.
Od czasu do czasu słyszymy o wykryciu w Daiiczi maleńkich ilości względnie nieszkodliwych dla zdrowia izotopów gazu szlachetnego,  ksenon-133 i -135. Wg  Atmospheric Chemistry and Physics katastrofa Daiiczi wyemitowała 16,7 mln tera-bekereli ksenonu-133, największej emisji tego izotopu w historii, nie licząc prób broni nuklearnej. Emisje izotopów ksenonu towarzyszą niekontrolowanemu rozszczepianiu. Operator siłowni, TEPCO pompuje wtedy w zniszczone czeluście kwas borowy, który zapobiega reakcji, chłodząc material rozszczepialny. Następnie TEPCO i władze zapewniają, że nie zanotowano wzrostu temperatury, ciśnienia ani radioaktywności w “reaktorze”. Wg niektórych ekspertów, w specyficznych przypadkach możliwe są reakcje rozszczepialne w stopionym materiale nuklearnym. Ponieważ reaktor jest dziurawy, można nie zauważyć zwyżki ww. parametrów.
Jak ugasić czy ochłodzić radioaktywną lawę nie do poskromienia, utworzoną ze stopionych prętów i konstrukcji reaktora — tzw. corium? Pierwszy pisał o tym niezależny ekspert kanadyjski Tedd Weyman, przetłumaczony na moich blogach. Ostatnio, w zw. z propagandą dla uspokojenia publiki o wygaszaniu na zimno, przypomniał o tym dla Rusia Today dr Robert Jacobs z Instytutu Pokoju w Hiroszimie (Hiroshima Peace Institute): Mamy do czynienia z corium – stopionym paliwem nuklearnym, zalegającym na dnie reaktora. Więc naprawdę nie można nazwać tego wyłączeniem kontrolowanym. Mogą tylko spróbować obniżyć temperaturę do poziomu bezpiecznego przeciw przetopieniu osłony reaktora. A od tego daleko do wygaszenia na zimno.  Paliwo pozostanie gorące przez dość długi czas  i będą musieli postarać się o zatrzymanie go w obrębie konstrukcji osłony reaktora. Doprowadzenie corium do stanu bezpiecznego dla środowiska może potrwać dziesiątki lat. Nie wiadomo, czy corium już dawno nie przepaliło osłon reaktorów i czy nie ulokowało się w podłożu, skażając wodę gruntową.
W całej Japonii nie jest lepiej. Ciągle rośnie  promieniowanie tła w Japonii do niezwykle wysokich poziomów, podczas gdy rządy, nie tylko Japonii (np. USA) podwyższają próg promieniowania dopuszczalnego i nie podają żadnych informacji, niezbędnych dla samoochrony ludności. W sierpniu br. niezależny brytyjski badacz skutków radioaktywności o niskim natężeniu i przewodniczący europejskiego komitetu ds. zagrożeń radiologicznych (ECRR), dr Chris Busby mówił, że świat nie zna prawdziwego wymiaru szkód w Japonii: Byłem tam z dość zaawansowaną aparaturą pomiarową radiacji.  Stężenie radionuklidów na powierzchni ziemi – nawet 100 km i więcej od siłowni – bardzo znacznie przekracza oficjalnie podane. […] Np. w przeliczeniu na stężenie w atmosferze, cez-137 w filtrach samochodowych przekracza ponad 100 tys. razy stężenia mierzone w opadach radioaktywnych po nuklearnych próbach atmosferycznych w 1963 r. […] władze skutecznie ignorują ten fakt, koncentrując się na dawkach zewnętrznych. […] W jednej próbce z Tokio znaleźliśmy wyższe poziomy skażenia niż w strefie zakazanej Czarnobyla.
Lobby A nadaje zmyłkową informację o dawkach zewnętrznych, podczas gdy w przypadku Daiiczi czy Czarnobyla chodzi o dawki wewnętrzne z pobranych do organizmu pyłów radioaktywnych o tzw. niskim natężeniu. Dewastują one komórki i tkanki rozmaitych organów. Mogą wywołać nowotwory po latach, a białaczkę już nawet po roku. Pyłki przenosi atmosfera po całej półkuli płn., zaś owoce morza akumulują skażenie i pobieramy je jedząc niesprawdzone pożywienie. W Ameryce Płn. doszedł problem skażenia wody pitnej. Np. w Vancouverze pochodzi ona z jeziora otwartego na opady radioaktywne z Japonii. W in. miejscach wody deszczowe także  w końcu do systemu zaopatrzenia w wodę pitną — ze zbiorników powierzchniowych, rzek, czy z wody podskórnej. Władze nic o tym nie mówią, w Polsce też nie.
Napływają coraz bardziej niepokojące raporty o skażeniu ludzi, środowiska i żywności w Japonii (patrz podsumowania pod tekstem). Deszcze osadzają radioaktywne substancje na odkażonych terenach i obiektach. Rzeki niosą radioaktywne spływy opadowe. Już latem stwierdzono w prefekturze Fukuszima skażenie tarczycy u ok. połowy badanych dzieci poniżej 15 lat. Od tego czasu wyrywkowe informacje  coraz bardziej alarmują. Ocenie skutków na zdrowie stoją na przeszkodzie niedorozwinięte metody pomiarowe radiacji w środowisku i napromieniowania organizmu, zwłaszcza pyłkami pobranymi do wewnątrz. Nie można określić dokładnie liczby poszkodowanych niebezpieczną dawką ani przewidzieć, ilu z nich dostanie raka czy innych fatalnych następstw napromieniowania.
Wg Russia Today (10.12.2011), uczeni japońscy próbują ocenić skażenie otoczenia z pomocą dzikich małp. Pomogą one porównać poziom radiacji na ziemi i w powietrzu, gdyż spędzają większość czasu wysoko na drzewach. Wiosną 2012 r. dostaną obroże z licznikiem radiologicznym i GPS. Po 1-2 miesiącach, zdalny impuls odczepi obroże i badacze odczytają z nich dane. Obecnie mierzy się radiację (niezbyt dokładnie) ze śmigłowców. Richard Bramhall, współpracownik dra Busby w niezależnej Low-Level Radiation Campaign (Kampania Przeciw Radiacji o Niskim Natężeniu), komentuje (11.12.2011): Liczniki to zapewne dozymetry, które mierzą ZEWNETRZNE napromienowanie gamma, w tym przypadku najprawdopodobniej z cezu. Większe zagrożenie stanowi radiacja WEWNETRZNA od emiterów alfa i beta takich jak stront, uran i pluton, których nie pokaże dozymetr. […] Cez najprawdopodobniej uszkadza mięsień sercowy małp. Może badacze zaprojektowaliby obroże tak, by wykrywały śmierć nosiciela. Wtedy mogliby zbadać tkanki zwłok, jak wystawienie na zewnętrzny cez i pobrany do organizmu cez wpływają na uszkodzenie tkanki i feler sercowy. Profesor Juri Bandażewski wykonał badania na ludziach i stwierdził silną korelację liniową. Badania z wykorzystaniem małp mogłyby rozszerzyć tę wiedzę.
Dodałem: Jest nieprawdopodobne, że uczeni japońscy nie wiedzą o najważniejszych skutkach katastrof jak Daiiczi: napomieniowaniu wewnętrznym. Trudno wierzyć, że nie można opracować metody, która wyjaśni  podstawowe kwestie takiego zagrożenia dla zdrowia ludzkiego, zagrożenia jakże namiętnie ignorowanego i zaprzeczanego przez nuklearny establiszment  i jego “naukę”. Widzieliśmy, jak omijają rzeczywiste kwestie badawcze w oficjalnych “dochodzeniach” na Bałkanach, w Afganistanie, Iraku i na Blisksim Wschodzie po zastosowaniu radioaktywnej broni uranowej: nieodpowiednie metody i instrumenty, zatajanie inkryminujących danych, kłamastwa, prześladowanie szukających prawdy, manipulacje raportami naukowymi i mendialne… Przeczytaj tylko, jak tuszują skutki broni uranowej. Wyobraź sobie tę samą zmyłkową strategię w całokształcie zagrożeń od napromieniowania. Od początku ery atomowej, establiszment ma receptę  na oszukiwanie nas i wymiganie się od odpowiedzialności.

Podporządkowane lobby A i żydomasonerii, władze  nie robią adekwatnych testów lub zatajają wyniki. Niezależne pomiary wskazują, że skażone są powietrze, gleba, budynki, nawierzchnie, woda, lasy, akweny rybołówcze, pola, bydło i płody rolne w Japonii. Mniej niż 1% żywności testuje się tam radiologicznie i to tylko na parę izotopów z całego koktajlu nuklearnych emisji z ruin Daiiczi. Nie robi się testów na radioaktywny stront ani pluton — b. niebezpieczne radionuklidy. Jak tylko wejdą w żywność i pobierzemy je do organizmu, może wyniknąć rak kości powiedział (Russia Today 6.12.2011) David Wagner z tokijskiej grupy Country Risk Solutions. Na początku lata,  radio CBC podało, że gdy w Tokio było ok. 10 radioaktywnych pyłków na objętość powietrza przeciętnie wdychaną na dobę, w Vancouverze było ich ok. 5. Podano też, że po Daiiczi w Vancouverze zanotowano promieniowanie ok. 60 razy wyższe od dopuszczalnego, które jest kilka razy wyższe od promieniowania tła)! Problem jest więc globalny, a nie ograniczony do Japonii, jakby chciały mendia.
Bez wątpienia:

  • Katastrofa Fukuszima-Daiczi od 11.3.2011 r. była i jest największą katastrofą nuklearną w historii, znacznie przewyższającą skalę tragedii Czarnobyla. Tylko w następnych 20 latach można spodziewać się co najmniej kilku mln zgonów na raka na półkuli płn.
  • Daiiczi pozostaje obiektem wysoce nieustabilizowanym i może dołożyć emisji lokalnie i globalnie  z każdym trzęsieniem ziemi, tajfunem, zawaleniem się zniszczonych konstrukcji, czy in. nieprzewidywalną sytuacją. Czarnobyl jest w podobnej sytuacji, mimo merdialnych czarowań o betonowym sarkofagu, który jest zdezelowaną osłoną z płyt betonowych z lufcikami i pęknięciami, przez które fruwają ptaki oraz pyły i gazy radioaktywne.
  • Mendialna odmóżdżanie o wyłączeniu na zimno reaktorów w Daiiczi, jest bujdą i manipulacją słowną. Wyłączyć na zimno można tylko reaktor sprawny, z nieuszkodzonym rdzeniem i systemem chłodzenia. Wszystko to uległo zniszczeniu w Daiiczi w blokach 1-4.
  • Operator siłowni Daiiczi (TEPCO), władze i mendia od początku bagatelizują, umniejszają, zakłamują i zatajają problem skażania Japonii i globu izotopami z Daiiczi od 11.3.2011 r.
  • Ponieważ strategia zmylania publiki o  skutkach radioaktywności na zdrowie jest tak długa jak historia lobby A, prawdopodobnie chodzi o odludnianie jako cel światowego nuklearnego interesu, nad którym banksteria i kompleks jot w ogóle mają udowodnioną kontrolę.

Zydomasoneria od dawna niszczy nas też chemią w produktach spożywczych, “lekami”, scypionkami, GMO, chemośladami, promieniowaniem mikrofalowym z telefonii komórkowej i skanerów na lotniskach, skanami RTG przeciw rakowi,  fluorem w wodzie pitnej, aspartamem w napojach… Co nam w takim razie zaszkodzi trochę radioaktywności! — pisze z sarkazmem redaktor Natural News.

……………….
Podsumowania

By piotrbein

https://piotrbein.net/about-me-o-mnie/