Lobby Izraela – groźby, Dershowitz i ukryci lobbyści

Lobby Izraela – groźby, Dershowitz i ukryci lobbyści

James Abourezk 27.2.2012, przekład-skrót Piotr Bein

James Abourezk był senatorem Płd. Dakoty w l. 1971 – 1979. Jest w zarządzie Rady Interesu Narodowego USA (CNI), napisał książki i pisze artykuły dla CounterPunch i Washington Report on Middle East Affairs. Najnowszy artykuł na prośbę CNI, o spisku izraelskim zamordowania Abourezka. Poniższe omawia zagrożenia dla jego rodziny oraz krytykuje judeocentryka Alana Dershowitza i lobbystów Izraela w departamencie stanu USA.

Gdy przewodziłem Amerykańsko-Arabskiemu Komitetowi Przeciw Dyskryminacji (ADC), mieliśmy 2 zamachy bombowe. Zgadywałem, kto za nimi stoi. W drzwiach bostońskiej siedziby ADC ktoś podłożył bombę rurową; ale w trakcie rozbrajania jej  został ranny w twarz jeden policjant. Wkrótce podłożono bombę zapalającą w siedzie ADC w Waszyngtonie.
Wzmocniłem wtedy bezpieczeństwo mego domu: rottweiler, inpekcja przez eksperta z bezpieki, całodobowa ochrona… ale bezpieczeństwo 100% jest niemożliwe. Pierwszej nocy ochroniarz przybiegł do naszych sypialni, krzycząc że ktoś jest na zewn. Zasugerowałem żeby wyszedł, skoro jest ubrojony, ale on chciał, bym i ja wyszedł. Ubrałem się, wziąłem psa na smyczy i przeszukaliśmy wokół domu, nic nieznjadując. Następnego dnia wypowiedziałem umowę firmie ochroniarskiej. Po bombie w ADC w Waszyngtonie, miałem konferencję prasową, oświadczyłem nie damy się zastraszyć i tylko zintensyfikujemy prace nad sprawiedliwością dla Palestyńczyków i in. ofiar Izraela na Bliskim Wsch. Nie byłem jdnak spokojny i nie czułem się bezpiecznie nawet na tej sali z dziennikarzami.
Przygody z Dershowitzem
Pamiętam go nie jako profesora prawa na Harwardzie, tylko autora słów felietonu w jednej z głównych gazet USA: Palestyńczycy nie muszą martwić się o sprawiedliwość na okupowanych terenach, bo sąd najwyższy Izraela zawsze zapewni im ją. Codzień czytałem wtedy wykaz Palestyńczyków, którzy stracili domy pod buldożerami made in USA i ziemię ukradzioną przez osadników żydowskich w większośc przybyłych na Zach. Brzeg z USA.
Kilka lat temu w Damaszku powiedziałem w wywiadzie w TV Al Manar, kanale Hizbollah w Libanie, że Dershowitz to wąż. Proizraelska grupa w USA, MEMRI nagrywa programy bliskowsch. i nagrała mój wywiad. Wtedy Dershowitz nazwał mnie antysemita w Jerusalem Post. Ta nalepka często wycisza krytyków  polityki Izraela. Później w przemowie w ADC w Waszyngtonie na cześć Helen Thomas, przedmiotu takiegoż oszczerstwa, mówiłem o próbie Dershowitza wyciszenia mnie: antysemita oznacza nie to, że nielubię wszystkich Żydów za to że są Żydami, tylko Alana Dershowitza i szefa Ligii Przeciw Zniesławieniu (B’nai B’rith ADL), a moje niechęć do nich wynika z ich działań, a nie z antysemityzmu.
Mowę moją opublikował portal Counterpunch, na co Dershowitza stanowczo zaprzeczył, jakoby nazwał mnie antysemitą. Z-ca redaktora Counterpunch, Alex Cockburn odnalazł felieton Dershowitza w Jerusalem Post na dowód, że judeocentrycy zmieniają się jak kameleon do sytuacji. W swej bezczelności Dershowitz powołał się na sfałszowany jego tekst w Huffington Post, z którego usunięto kompromitujące słowa profesora. Znając przewrotność judeocentryków, Cockburn wygooglił jednak tekst niezmieniony, na portalu United Jewish Foundation!
Napisałem wtedy do Cockburna: Dershowitz nie jest dobrym prawnikiem ani dobrym kłamcą. Próbuje wyśliznąć się ze swego już niemal pełnoetatowego zajęcia: oczernianie jakiejkolwiek krytyki Izraela jako pochodzącej od nienawistnika Żydów. To mnie nie boli, bo jestem pewien swych antyrasistowskich uczuć. Wielu syjonistów rzucało na mnie obelgę antysemita bez żadnej podstawy – to na mnie nie działa. Żeby nie wiem jak się wysilał, Dershowitz nie ma dość sprytu, żeby osmarować mnie na zawołanie. Czy on myśli, że może przytoczyć niekompletny artykuł z Huffington Post? Widocznie tak, co pogarsza jego kłamstwo. Tego niepróbowałby nawet student prawa na 1-ym roku. Złapano go na łgarstwie i żadne młócenie niepomoże.
Nie słyszałem od tego czasu od Dershowitza, lecz on wciąż gdzieś tam agituje za Izrael.
Listy od 76 senatorów
Prezydent Ford i sekretarz stanu Kissinger zdecydowali podczas rozmów pokojowych, by wpłynąć na Izrael poprzez wstrzymanie pomocy USA dla Izraela. Szybko to się skończyło, gdy 76 senatorów podpisało list AIPAC do Forda z subtelną groźbą prezydentowi, jeśli wstrzymałby pomoc wojskową Izraelowi.
Pewien zaprzyjaźniony senator powiedział mi w przeddzień publikacji listu, że go nie podpisze, ale następnego dnia jego nazwisko figurowało pod listem w Washington Post. Okazało się, że senator otrzymał telefony od prawników, lekarzy, profesjonslistów i biznesmanów, którzy przerwali swe kariery, by pomagać mi w mej kampanii. Nie mogłem im odmówić.
Następnie w szatni Senatu kilku z nas rozmawiało o liście AIPAC. Ted Kennedy: Wiedziałem, że tak będzie, gdy przyszli do mnie po podpis; wcale nie podobało mi się to. Następnym razem powinniśmy naradzić się przed podpisaniem i wspólnie odmówić. Kennedy miał na myśli praktykę Lobby Izraela nacisku na senatorów po otrzymaniu podpisu od jednego z nich; w końcu wszyscy wiodący senatorzy, zwłaszcza ci z ambicjami kandydowania na prezydenta, podpisują dany list. Potem na spotkaniu w waszyngtońskim stowarzyszeniu prawników, gdzie z Hymanem Bookbinderem reklamowaliśmy wspólną książkę nt. Bliskiego Wsch., wspomniałem, że senatorzy popierają Izrael publicznie, a prywatnie krytykują Izrael i jego lobby. Jeden z mecenasów zapytał, kto tak robi. Odpowiedziałem Ted Kennedy, licząc na jego przebicie polityczne w razie ataku przez Lobby. Kennedy dzwoni do mnie: Abourezk, coś ty mi narobił?! Pomoc z Lobby
Zaciągnęłem sie do Marynarki USA w 1948 r. w wieku 17 lat zaraz po skończenu gimnazjum. Po szkoleniu w San Diego, poslano mnie do okupacji Japoni, gdzie stacjonowałem na staku mieszkalnym dla pracowników Admiralicji USA w środmieściu Tokio na rzece Sumida. Miejscowy uniwersytet przysłał nam instruktorów judo do werbunku uczniów do ich szkoły. W delegacji był ówczesny mistrz świata w judo, Iszikawa-san, oraz drobny mężczyzna po 80-ce. Przerobiliśmy dużą kabinę statku na pokój szkoleniowy judo. Nauczyłem się tam wykorzystywać siłę i impet przeciwnika. Potem pomogło mi to uzyskać pożądane przewodnictwo komitetu w Senacie.
Kiedy senator Ervin z Płn. Karoliny mistrzowsko odszedł, pokierowawszy komitetem ws. Watergate, postanowiłem dostać po nim pozycję w senackim komitecie prawnym. Starszy ode mnie senator Allen z Alabamy też chciał tej pozycji. Pamiętając lekcje judo, spotkałem się z Davidem Brody z Lobby Izraela, że chciałbym objąć pozycję po Ervinie, a jeśli nie, to komitet stosunków międzynarodowych. Choć nie znałem żadnych dowodów działań Lobby, niespodzianie dostałem najwięcej głosów z komitetu sterującego Senatu. Podziękowałem Brody za pomoc, lecz on nigdy nie przyznał się do niej.
Ukryci lobbyści Izraela
Trudno opisać, jak głęboko sięga Lobby w rząd USA, ale czasem ukazują się znaki tej głębi. Kiedyś zadzwonił do mnie dyplomata z departamentu stanu, który w jednej z podróży na Bliski Wschód był moim oficerem kontrolnym w Egipcie, tj. dyplomatą towarzyszącym mi. Dzwoniąc niespodzianie 2-3 lata po spotkaniu w Kairze, brzmiał zdesperowany i chaotycznie, że musi prayjść do mnie coś opowiedzieć. Zjawił się zupełnie inny niż go pamiętałem z Kairu. Nerwowo i gorączkowo mówił, że trzeba coś zrobić z Lobby, bo są wszędzie w departamencie stan, naciskając na każdego zaangażowanego ws. bliskowschodnie. Widział ludzi Lobby i oficjeli Izraela, jak pracują nad dyplomatami USA w każdej sytuacji: restauracje, biura departamentu – praktycznie wszędzie. Chciał do przerwać, ale nie wiedział jak. Ja też nie wiedziałem.
Chyba nikt w Waszyngtonie nie zna łącznej sumy pieniędzy i przywilejów dawanych Izraelowi przez rząd USA, głównie dzięki Lobby. Poza kilkoma mld $ pomocy ze skarbca USA, jest duża ilość ściśle tajnych kontraktów z rządem Izraela, które niewytrzymałyby kontroli, jeśli by je ujawnić. Pamiętam, że podatnik USA zafundował Izraelowi system obrony Arrow przed pociskami i rakietami. Przemysł lotniczy Izraela miał biura na lotnisku w Wilmington (Delaware), przypuszczalnie do obróbki kontraktów z rządem USA.
Po opusczeniu Senatu i otwarciu praktyki prawnej w Waszyngtonie, zgłosił się do mnie b. zamożny Palestyńczyk, który miał doktorat z Columbia University w Nowym Jorku i zarabiał na inwestycjach w Ameryce i Europie. Miał żonę Palestynkę i 2 dzieci ur. w USA. Budował zadowalające życie, jeździł za interesami po USA i do Europy, aż niewpuszczono go kiedyś do USA, oskarżonego o członkowstwo w Organizacji Wyzwolenia Palestyny (PLO). Wszyscy Palestyńczycy uważają się za bojowników o wolność Palestyny. On nigdy nie działał jako terrorysta. Podejrzewał, że ktoś wrogi celowo doniósł nań reaganowskim władzom USA.
Najpierw zwerbowałem więc republikańską firmę prawną do pomocy z wizą dla mego klienta. Miał w USA interesy i 2 synów w szkole. Kosztowało to krocie, ale firma nigdy nie uzyskała wizy. W końcu republikański mecenas-lobbysta powiedział mi, że mój klient miał u siebie w firmie żydowskiego partnera z konekcjami w Izraelu, więc powinien być w stanie wybrać się do Izraela i przekonać tamtejsze władze, by zezwoliły na wizę mego klienta do USA. Moj klient rozsądnie odparł, że woli nie wjechać do USA, jeśli zależy to od władz Izraela.

By piotrbein

https://piotrbein.net/about-me-o-mnie/