Kradzieżniki scyropolskie

Do gazetapolska: zapraszam do zerżnięcia i tego tekstu :<)))
………………

Kradzieżniki scyropolskie

Piotr Bein 1.10.2012
Zżynają własność intelektualną, tj. „pożyczają na zawsze“ całe teksty i urywki, bez uznania autora, tłumacza ani nawet podania linku czy nazwy źródła. Nieraz gromią do niebios lichwę i żydo-złodziejstwo, a sami zbierają żniwa z czyjejś pracy.
Taka gazetapolska.com.pl, śmietnisko nachalnych reklam, deklaruje cynicznie w swym logo: najwięcej info o Polsce i narodzie polskim .”Gdy Polacy będa umieć siebie samych cenić w domu, będą ich cenić i za granicą.” — Stanisław Staszic. Jasne, cwaniaki Giepe nie cenią Polaków w Polsce, więc tym bardziej bycząc się na Cyprze. Dranie żyją z automatu i klinkięć. Automat wyczesuje początki tekstów (nawet angielskich na moim blogu PiotrBein.wordpress.com!). Internauci góglują temat lub tytuł – wyskakuje Giepe. Klikają, zmagają się z reklamami, wychodzą rozczarowani – nie ma większości tekstu ani linka… Ale kliknięcie było i ciaćki łajdakom lecą.
Żeby nie było wątpliwości u czytelnika co do ciężkiej pracy Sz. Redakcji, Giepe przypieczętowuje skradziony towar: Copyright © 2012 Gazeta Polska All Rights Reserved. O ironio!-  wśród skradzionych jest list od osoby prywatnej, która zezwoliła mi na publikacje z zaufania i poparcia poglądów. Czy zezwoliła złodziejskiej gazecie?
Cwaniaki namnożyli domen z tą samą złodziejską procedurą: Gazetapolska.com.pl
polska-gazeta.com
polishgazette.com
gazeta-polska.pl
gazetapolska.mpl550.milion-za-darmo.pl/
polskagazeta.co.uk
GazetaPolska.com
GazetaPolska.net.
Zawartość wszystkich podobna: okaleczone początki tekstów i reklamy, reklamy, reklamy… Znajomy haker podpowiada, jak można sprawdzać, kto jest właścicielem i gdzie urzęduje:  wpisuje się domenę i voila – wyskakuje Michał na Cyprze albo Mirek w Londynie…
Tfurca Giepe cynicznie zapowiada w „O Nas“: obiecuję włączyć do współpracy co lepsze pióra blogosfery, żeby się dowartościowali widząc swoje podpisy w profesjonalnych mediach. Srasznie się dowartościowałem: moje nazwisko jako tłumacza usunęli. Po interwencji (artykulik i zajawki na początku paru tekstów), wstawili nazwisko do jednego z tłumaczeń, ale nie linka do mego bloga! Żaden tekst zrżnięty z moich blogów nie ma odnośnika do moich blogów ani do portali, do których linkuję w moich tytułach. Widać automat za głupi, żeby analizować, kto opublikował pierwotnie a kto wtórnie i kto jest autorem, tłumaczem…
„Dobro“-dzieje czują się bezkarni. Bo czym jest czyjeś słowo, myśl czy praca, zawieszona w necie… można zagrabić kopiuj-wklej lub botem, jak u „zaawansowanych“ cwaniaczków warszawskich na obcych serwerach. To są chyba niedołęgi życiowe, które niesprawdziły się w reperacji kompów, wypieku chleba czy wychowie młodzieży. Z braku szlachetniejszych zdolności zrobiły geszeft na oglądalności urywków czyichś prac. Dochód z reklam (także z korporacji, które zwalczamy), jest głównym motywem ich oszustnych deklarowanych usług dla internauty.
Nie tylko Giepe
Jako zawodowiec, naukowiec i autor, także tekstów polityczno-społecznych, borykam się z tym od dawna. W Kanadzie z szokiem odkryłem, że magik z pewnej firmy doradczej w USA, zerżnął mój tekst wraz z oryginalnymi ideami nt. oceny wpływów projektów transportu na środowisko naturalne i otoczenie człowieka. Powstawiał w mój tekst synonimy w miejsce niektórych nietechnicznych słów. Plagiat był oczywisty. Firmy konkurują ze sobą m.in. wykazami publikacji swych ludzi, oryginalnością i innowacyjnością ofert w przetargach… Ile przetargów tak zagarnęli i jakie inne plagiaty popełnili?
Deklarowana (i spodziewana społecznie) profesjonalność firmy czy osobnika (w tym uczciwość wobec in. profesjonalistów) nie przeszkadza im kraść. Mój przyjaciel w Polsce, inżynier drogownictwa, któremu załatwiłem kontrakt za granicą przez firmę doradczą gdzie kierowałem działem badań i rozwoju, „odpłacił mi się“: sporo lat później szukaliśmy pracy międzynarodowej przez jego kompa, gdzie wstawiłem swe cefałki i listy publikacji do pisania podań. Przypadkiem wszedłem w jego plik z podaniem o pracę… z niektórymi szczegółami ściągniętymi z mojej cefałki! To był jednak pikuś wobec Polaka, który szukał podobnej pracy i skopiował moją cefałkę, zmieniając tylko dane osobowe!!!
Plagiaty były nagminne za moich studiów w Polsce. Pamiętam koleżankę z roku, jak ślęczała w bibliotece nad tłumaczeniem zagranicznej publikacji jako swej pracy dyplomowej… Pewnie naśladowała co niektórych swych prosorów…
Podkultura zżynania przez miernotę nie umarła z wejściem Umęczonej na salony społeczności międzynarodowej. Napisawszy sporo o rozpadzie Jugosławii, często gógliłem w dalszych badaniach. Natknąłem się na wyjęty z mej publikacji tekst …w pracy magisterskiej studenta bałkanistyki na U. Poznańskim. Napisałem do rektora, ale chyba robił podobnie w „swoich“ pracach, bo odpowiedzi nigdy nie dostałem.
Zerżnięcia przez przetłumacznie bez podania autora oryginału stosuje wielu Polaków. Zapewne żerują na ograniczonej znajomości jęz. obcych w Polin. Niedawno znalazłem tłumaczenie przez Bogusława Jeznacha bez należytego podania autora, Thierry Meyssana, ani linku do jego tekstu w jęz. angielskim. Więc wyglądało jakby było Jeznacha – szczęka mi opadła, że wreszcie dobry autor polski: do rzeczy, dużo faktów, składny tekst bez lania wody…

By piotrbein

https://piotrbein.net/about-me-o-mnie/