Od Redakcji PRP: islamofobia a polski katolik

Zapraszamy Państwa do czytania naszego najnowszego Biuletynu PRP nr 298 oraz ponizszych uwag na tematy aktualne.
Tak zwane żydowskie lobby, reprezentujące interesy Izraela w polityce światowej, usilnie dąży do wywołania konfliktu na szeroką skalę pomiędzy Zachodem lub szerzej chrześcijaństwem a światem islamu. W tym celu posługuje się nie tylko antymuzułmańską propagandą w zdominowanych przez siebie mediach głównego nurtu, ale rownież prowokacją. Ostatnio, na stacjach metra w Nowym Jorku rozklejono afisze o następującej treści: W każdej wojnie pomiędzy człowiekiem cywilizowanym a dzikusem popieraj człowieka cywilizowanego. Wspieraj Izrael, zwalczaj Jihad.
Niedawno  byliśmy świadkami gwałtownych rozruchów w krajach muzułmańskich, gdzie w odróżnieniu od chrześcijan w krajach zachodnich, wierni ciągle ostro protestują przeciwko bezczeszczeniu symboli religijnych i ośmieszaniu ich religii.  Szczególnie niebezpieczne w takich prowokacjach jest posługiwanie się chrześcijanami, na których można zwalić calą winę za zaistniałą sytuację, równocześnie samemu pozostawając w cieniu.
Warto przypomnieć, że we wrześniu minęla tragiczna 30-a rocznica masakry uchodźców palestyńkich w Libanie przez oddziały chrześcijańskiej Falangi, które zachęcone przez stronę izraelską wymordowały kilkuset Palestyńczykow (głównie kobiety, starców i dzieci).  Taki byl rezultat współpracy chrześcijan z Zydami.
Tym bardziej szokujący może być fakt, że w Polsce przedstawiciel wspomnianej opcji mógł głosić swoje poglądy w katolickich mediach ojca Rydzyka. Mowa tutaj o niedawno tragicznie zmarłym prof. Szaniawskim, ktory odgrywał dużą rolę w narzucaniu antyrosyjskich i antymuzulmańskich pogladow polskim odbiorcom. Propagowaniem ideologii prof. Szaniawskiego wśrod Polonii amerykanskiej zajmowała się m.in. witryna internetowa
www.wirtualnapolonia.com.
Dlatego, naszym zdaniem, należy przypomnieć amerykańskiej Polonii, że przez wiele lat do imigrantów z krajów katolickich odnoszono się równie podejrzliwie i nieufnie jak obecnie do amerykańskich muzułmanów, o czym napisano w poniższym artykule.
REDAKCJA
………………

KIEDYS KATOLICY, DZISIAJ MUZULMANIE

Doug Saunders
Krótki, prymitywnie zrobiony anytymuzułmański filmik video, który
wywołał falę brutalnych protestów w krajach arabskich nie pojawił się
nagle z ciemnych zakamarków ekstremizmu, ale był jedynie jednym z
wielu wydarzeń w całej serii antymuzułmańskich działań z jakimi mamy
ostatnio do czynienia w Stanach Zjednoczonych. W sierpniu br.
podpalono meczet w stanie Missouri a w stanie Illinois wrzucono bombę
ze żrącym kwasem do islamskiej szkoły.  Ludzie ukrywający się za tym
filmem należą do ruchu, który wykorzystuje poczucie zagrożenia jakie
pojawiło się po ataku terrorystycznym na WTC, aby lansować
nieuzasadnioną tezę, jakoby istniał jakiś tajny muzułmański spisek
przeciwko Zachodowi.
Przekonanie to ma szeroki zasięg: od list dyskusyjnych na Internecie
poprzez  prawicowych ekstremistów aż do popularnych mediów i członków
Kongresu. Po raz pierwszy od wielu dziesięcioleci w niektórych kręgach
uznaje się pewne mniejszości religijne za podejrzane.
W czasie ostatnich spotkań przedwyborczych Partii Republikańskiej
oficjalnie oskarżano muzułmanów, że chcą wprowadzić szariat.  Grupa
pięciu kongresmenów na czele z Michele Bachmann bezpodstawnie
oskarżała dwóch prominentnych islamskich urzędników federalnych, że
sympatyzują z egipskim Bractwem Muzułmańskim. Inny republikański
kongresmen Joe Walsh z Illinois wykorzystywał zgromadzenia
przedwyborcze do sugerowania, że muzułmanie z dzielnic podmiejskich
Chicago przygotowują ataki trerrorystyczne.  Z kolei w Nowym Jorku
policja szpiegowała od sześciu lat tysiące muzułmanów bez
przedstawienia im jakichkolwiek podstaw, które by to uzasadniały.
Poglądy mowiące o tym, że nie można ufać niektórym mniejszościom
religijnym, gdyż rzekomo mają szczególne predyspozycje do ekstremizmu,
przemocy, braku lojalnosci oraz  że są oporne na asymilację,  mają
alarmujące tempo przyrostu naturalnego lub że będą narzucać swoje
prawa religijne w swojej nowej ojczyźnie, nie są niczym  nowym. W
wieku XIX i  na poczatku XX taki brak zaufania, przemoc oraz różne
restrykcje stosowano w stosunku do fali imigrantów z krajów
katolickich.
W końcu lat 1950-ych 240 tys. Amerykanów kupiło książkę pt. American
Freedom and Catholic Power, która była bestsellerem na liście New York
Times’a.  Autor tej książki, Paul Blanshard, były dyplomata, postawił
w niej tezę, że katolicyzm był ideologią podboju oraz że tworzy on
formę średniowiecznego despotyzmu, dla którego nie ma miejsca w
amerykańskich warunkach.  Wysoki przyrost naturalny i edukacyjna
segregacja skłaniały Blansharda oraz wielu innych, włączając w to
ludzi nauki, prawników oraz dziennikarzy, do postawienia tezy, że
istnieje jakiś katolicki spisek w stosunku do Ameryki.
Większość Amerykanów odrzucała takie podejrzenia, ale wśród liberałów
byly one popularne. Warto pzrypomnieć, że książkę wysoko ocenili tak
słynni ludzie jak John Dewey i Bertrand Russel a tak znani akademicy
jak Seymour Martin Lipset, Reinhold Niebuhr i Sidney Hook debatowali o
skonnościach katolików do despotyzmu.
Podobnie jak dzisiaj, mogło się wówczas wydawać, że są podstawy do
takich oskarżeń.  Wiele katolickich krajów, takich jak Hiszpania,
Włochy, Portugalia, Austria wybrały dyktatorskie systemy polityczne.
Z kolei, w USA w środowiskach katolickich imigrantów występowały takie
zjawiska jak wysoka przestępczość lub słabe wyniki uczniów w szkołach.
Po I wojnie światowej katoliccy radykałowie przeprowadzili szereg
terrorystycznych ataków w Stanach Zjednoczonych.
Dzisiaj podobne oskarżenia kierowane są w stosunku do amerykańskich
muzułmanów, z których wielu  to aktualni imigranci.  Wielu z innej
strony rozsądnych Amerykanów podchodzi dzisiaj do muzułmanów
podejrzliwie a nawet z lękiem, częściowo rownież dlatego, że przybyli
do USA w złym czasie.  Tak sie zlozylo, że podobnie jak kiedyś
przypadku katolików, w ich ojczystych krajach miały miejsce niepokoje
i przemoc.
Po ataku terrorystycznym na WTC wzrosły nastroje antymuzułmańskie, co
znalazło swój wyraz w retoryce na blogach, YouTube oraz w
podburzających bestsellerach.  Jednakże, aż do czasu prezydentury
Obamy nie miały one dostępu do głównych nurtów politycznych.  Trzeba
przyznać, że Mitt Romney unikał jak dotąd oskarżania amerykańskich
muzułmanów o brak lojalności, jednakże niektórzy republikańscy
politycy oraz media tolerują lub nawet popierają te nienawistne mity.
W rzeczywistości muzułmańscy imigranci odnoszą tutaj sukcesy.  Wielu z
nich kończy studia. Ich przyrost naturalny szybko osiąga poziom
zbliżony do średniego dla całej populacji.  Ich udział w amerykańskiej
populacji nie przekracza 2%, podobnie jak Zydow.
Grupka ekstremistów islamskich nie jest w większym stopniu produktem
wartości wyznawanych przez ogół muzułmanów niż w latach 1920-ych
anarchiści byli produktem wartości katolickich. Ekstremizm wśród
amerykańskich muzułmanów jest rzadkim zjawiskiem i przywiązanie do
świeckich instytucji państwowych jest wysokie a idea narzucenia
wartości islamskich jest iluzoryczna.  Bardziej prawdopodobne jest
uznanie
istnienia niezasymilowanej grupy obcej “cywilizacji” wśród
społeczeństwa amerykańskiego.
Muzułmanie są ofiarami tego samego niezrozumienia oraz uprzedzeń,
które uderzały wcześniej w fale nie-protestanckich imigrantów.
Starając się wtopić w społeczeństwo amerykańskie, ostatnią rzeczą jaką
potrzebują muzułmanie jest ruch polityczny, który przedstawia ich jako
zagrożenie. W obecnym elekcyjnym roku kiedy to obydwie główne partie
mają w swoich szeregach rzymskich katolików, musimy postarać się, aby
historia się nie powtórzyla.
(Z angielskiego tlumaczyl Stan Sas)

By piotrbein

https://piotrbein.net/about-me-o-mnie/