Klawiaturowo-kanapowym putinologom ws. interwencji zbrojnej Rosji na Ukrainie

PB: Donbas nie miał wyboru, musiał chwycić za broń. Inaczej doznałby rzezi zapowiedzianych masakrami Odessa i Mariupol. Srulo-junta zrobiłaby wszystko, żeby wywołać wojnę domową. Oświadczenia Rosji o nieuznaniu republik itp. mogły służyć  do kamuflażu zainteresowania Rosji w utrzymaniu Donbasu w swej orbicie, jeśli nie przywrócenia Ukrainy do normalki, od której zależy harmonijna ko-egzystencja z Rosją. Oficjalne uznanie republik mogło NATO wykorzystać jako “agresję”. Bardziej niewinne rzeczy srule próbują tak oczerniać, np. Biały Konwój.

Poza prawdopodobną pomocą “lekką” wojskową, Rosja na pewno pomaga republikom dyplomatycznie i info-wojną. To nie bagatela.

Czy czekanie na rzekomo bardziej sprzyjający moment zmieniłoby coś? Junta miałaby czas wzmocnić armię, bez demoralizujących skutków ekspozycji wojsk na frontową rzeczywistość (co dodatkowo wzmocniłoby siły junty). Liczba ofiar cywilnych byłaby podobna, bo prawosieki itp. mordowaliby ludność bez oporu.

Natomiast przyłączanie się in. regionów do buntu byłoby spowolnione przez brak czynnika uświadamiającego tak wojska jak i ogólną ludność Ukrainy o strasznych realiach bratobójczej wojny dla srulowych interesow. Myślę, że tak jak się stało, daje lapsze i szybsze szanse osiągnięcia celu: obalenia junty i normalizacji państwa Ukraina.

Ostatnie dni pokazują, że powstańcy czynnie i zbrojnie rozszerzają zasięg na następne republiki. Trafiają na częściowo już przygotowany grunt społecznego niezadowolenia, które tylko będzie rosnąć z porażkami sił junty i nadchodzącą matuszką zimą.

……………………

Klawiaturowo-kanapowym putinologom ws. interwencji zbrojnej Rosji na Ukrainie

Przemex 24.8.2014, drobne edycje Piotr Bein

Klawiaturowo-kanapowi specjaliści i eksperci nie potrafią zrozumieć, że Rosja nie może prowadzić imperialnej polityki, takiej jaką prowadziła za czasów carskich czy Stalina. Jest nieco słabsza niż za carów czy ZSRR, wiele strategicznie położonych i zasobnych terytoriów, które wcześniej wchodziło w skład Rosji carskiej, a potem ZSRR, jest obecnie poza jej granicami. Rosja je pomału odzyskuje, ale głównie pokojowo i na zasadzie dobrowolnej, np. Krym, czy poprzez tworzenie na obszarze b. ZSRR Unii Euroazjatyckiej, będącej konkurencją wobec systemu Unii tworzonych przez banksterów. Ewentualnie odzyskuje je w sposób militarny ale tylko w ostateczności i w sytuacji, kiedy jest pewna, że nie obróci się to przeciw niej, jak w przypadku wojny gruzińskiej, kiedy przyszła na pomoc atakowanej przez marionetkę banksterów Saakaszwilego Osetii Południowej.

Rosja nie może prowadzić imperialnej polityki, ponieważ wielu jej sojuszników z czasów ZSRR już nie istnieje, blok wschodni się rozpadł, niektóre kraje wchodzące w skład ZSRR i b. bloku socjalistycznego są obecnie wrogo do niej nastawione i zarządzają nimi marionetkowe wobec banksterów rządy, prowadząc antyrosyjską politykę (np. Polska, Rumunia czy kraje bałtyckie). Pomału w tych krajach w społeczeństwie i częściowo we władzach następuje otrzeźwienie.

Część sojuszników Rosji spoza bloku socjalistycznego już padła (jak Libia) albo dogorywa. Trwają w nich wojny domowe, rebelie czy kolorowe rewolucje sterowane z zachodu, jak w Wenezueli, Syrii czy na Ukrainie, lub są osłabieni kryzysem gospodarczym powstałym w wyniku upadku ZSRR i bloku socjalistycznego który je wspomagał gospodarczo oraz w wyniku reform narzuconych siłą przez banksterskie międzynarodowe instytucje finansowe i korporacje. Oczywiście Rosja stara się pozyskać nowych sojuszników, a dotychczasowych podnieść z upadku i kryzysu. Trwa to powoli, bo Rosja sama jeszcze się nie uporała ze skutkami upadku ZSRR ani skutkami rządów marionetkowego wobec zachodu Gorbaczowa, Jelcyna i familii oraz z uwagi na opór zachodu, który nie pozwala jej osiągnąć przewagi.

Jak w takiej sytuacji, kiedy trwa jeszcze dobijanie i zwalczanie agentury zachodu wewnątrz Rosji w postaci m. in. oligarchów, Rosja ma prowadzić politykę przy pomocy czołgów? Nie da się.

Rosja nie może sobie pozwolić na bieganie po świecie z bronią i grożenie każdemu, kto ma inne od niej zdanie, bo wtedy czym będzie się różnić polityka Rosji od polityki banksterskiego jedynego żandarma na świat, USA/NATO/Izrael i spółka – kastetu do bicia niepokornych narodów świata? Niczym. Rosja będzie takim samym agresorem, jak oni i za takiego będzie postrzegana i nic więcej. Oczywiście Rosja musi bronić swoich interesów również przy pomocy wojska ale tylko w ostateczności, kiedy nie będzie już innego wyboru i w taki sposób, aby nie spowodować swoimi działaniami zbyt dużej liczby ofiar w ludziach, sprzęcie i infrastrukturze i tym samym nie wpędzić się w koszty i nie spowodować buntu społeczeństwa oburzonego przeciągającą się kosztowną operacją wojskową.

Tak więc Rosja nie może wejść wojskowo na Ukrainę, przynajmniej na razie. Przejęcie Krymu było łatwe, bo wojska rosyjskie już tam legalnie były na podstawie umowy, więc zorganizowanie przejęcia przez zakamuflowane wojska rosyjskie pn. samoobrona Krymu było łatwe. W przypadku Donbasu jest już problem, bo Rosjanie żadnych baz tam nie posiadają (może to i dobrze, bo banderowski reżim też by je bombardował prowokacyjnie), więc zorganizowanie “samoobrony” na bazie tych wojsk jest niemożliwe. Poza tym Rosjanie nie mogą wkroczyć oficjalnie do Donbasu, bo zachód wykorzystałby to jako pretekst do przerzucenia dziesiątek tys. wyszkolonych najemników na Ukrainę z różnych części świata. Są do tego zdolni i są w tym doświadczeni jak widać. Mieliby pretekst do masowych dostaw broni, amunicji, zaopatrzenia dla najemników. Dozbroiliby również rodzime bandy banderowskie oraz Tatarów krymskich, rzuciliby odmóżdżonych ochotników z Polski, krajów bałtyckich, Rumunii czy nawet Węgier, podsycając i wykorzystując nacjonalizm, rusofobię i roszczenia terytorialne wobec Ukrainy.

Mogliby mieć w ten sposób pretekst do wciągnięcia NATO do wojny oficjalnie. Mogliby zaangażować wojskowo kraje członkowskie NATO z Europy Śr.-wsch., powodując konflikt regionalny na skalę podobną do bliskowschodniego. Uległyby zniszczeniu bardzo duży obszar, dziesiątki miast i wsi, rolnictwo i przemysł, ruruciągi dostarczające gaz i ropę na Zachód. Zabitych liczonoby nie w tysiącach a w milionach. Wojna toczyłaby się na obszarze wielu państw, podobnie jak kiedyś w Indochinach. Przez kraje sąsiadujące z Ukrainą musiałyby przebiegać szlaki zaopatrzenia dla najemników oraz wojsk walczących na Ukrainie przeciwko Rosjanom. Rosja musiałaby zakłócać dostawy sprzętu i najemników na Ukrainę bombardowaniami i ostrzałami rakietowymi szlaków dostaw oraz baz najemników i wojsk NATO. To zamieniłoby w ruinę sporą część Europy wsch. i samej Rosji, jako że NATO nie pozostałoby dłużne i spore obszary Ukrainy, Białorusi czy nawet Rosji byłyby bombardowane. Rosja pewnie podjęłaby działania odciążające front ukraiński, np. poprzez atak na państwa bałtyckie.

Nie wiadomo dokładnie, co interwencja mogłaby pociągnąć. Byłyby setki tys. uchodźców, bezdomnych, głodnych, zdesperowanych… rabusie, mafie i gangi wykorzystujące sytuację.

I tak już ledwo zipiące gospodarki państw Unii zdechłyby ostatecznie, powodując masowy wzrost bezrobocia, obniżenie poziomu życia, może nawet i głód i chłód przez wstrzymanie dostaw gazu czy ropy na Zachód z powodu zniszczonych rurociągów. Tutaj skorzystałoby banksterskie USA i jego sojusznicy na Bliskim Wsch., którzy mogliby przesyłać ropę i gaz po zawyżonych cenach do Europy, potężnie się wzbogacając, podnosząc swe gospodarki z upadku i zdobywając pieniądze do dalszego finansowania wojny. Bankierzy zachodni jak zwykle wzbogaciliby się na udzielaniu kredytów, produkcji i sprzedaży broni obu stronom.

Mało prawdopodobne, aby Rosja wyszła z tej wojny zwycięsko. Mogłaby przestać istnieć, a jeżeli już to musiałaby zainwestować ogromne pieniądze w odbudowę zniszczeń.

Rosja poszła po najmniejszej linii oporu. Nie wchodzi wojskowo na Ukrainę, nie reaguje na krwawe prowokacje junty kijowskiej w postaci np. regularnego ostrzeliwania jej terytorium przez artylerię ukraińską czy bombardowania obiektów cywilnych w Donbasie. Prowadzi wojnę rękami powstańców, ponieważ wie, że armia ukraińska jest zdemoralizowana, słabo uzbrojona, dowodzona i wyszkolona, niechętna do prowadzenia wojny z własnym narodem, a ochotnicze bojówki banderowskie nie mogą stawić czoła powstańcom, znającym teren, na którym walczą i mającym ludność miejscową za sojusznika. Część żołnierzy armii ukraińskiej dezerteruje, część przechodzi na stronę powstańców. Jeszcze inni uciekają do Rosji i tam zostają, albo powracają do domów i wolą iść do paki niż na front.

Powstańcom dodatkowo sprzyja katastrofalna sytuacja gospodarcza kraju, systematyczne obniżanie się poziomu życia, rosnące koszty i zbliżające się widmo katastrofy humanitarnej związanej z nadchodzącą zimą i brakiem dostaw gazu i ropy z Rosji oraz brakiem węgla oraz i tak drogiej żywności w sklepach.

Oliwy do ognia dolewa pełna mobilizacja ogłoszona przez zagrożoną wyginięciem juntę. To już powoduje masowe protesty, zamieszki, bunt, w perspektywie spowoduje wypowiedzenie posłuszeństwa przez kolejne regiony wchodzące w skład Ukrainy i rozszerzenia się powstania na nie (Zakarpacie) i tym samym otwarcia wielu frontów, z którymi junta będzie się musiała zmierzyć. A na to nie ma już środków wojskowych ani pieniężnych. Czas junty jest policzony tym bardziej, że NATO się oficjalnie nie angażuje wojskowo z braku wystarczającego pretekstu, potrzebnego na zgodę społeczeństwa i instytucji międzynarodowych dla dostarczania pomocy wojskowej dla junty kijowskiej i interwencji wojskowej NATO na Ukrainie.

NATO/USA dostarczają pomoc po cichu ale jest ona za mała, by zmienić przebieg wojny. Część tej pomocy wpada w ręce powstańców, którzy systematycznie przejmują konwoje z zaopatrzeniem dla armii albo je niszczą. Aby zmienić sytuację militarną na froncie na korzyść junty, trzeba masowych dostaw nowoczesnej broni, czołgów i wozów opancerzonych, amunicji, żywności, broni przeciwpancernej, wyrzutni rakietowych i wszelkiego innego zaopatrzenia. Potrzeba też całkowitej reorganizacji armii, jej ponownego szkolenia oraz podniesienia morale, co jest już chyba niemożliwe. Potrzeba pomocy finansowej dla dalszego prowadzenia operacji zbrojnej, reorganizacji armii i podtrzymywania ukraińskiej gospodarki, aby nie zdechła.

Ale na to Zachód na razie nie pójdzie, bo nie ma pretekstu. Poza tym taka operacja jest zbyt kosztowna i zbyt widoczna. Niewiadomo jak zareagowałaby Rosja, czy nie uznałaby niepodległości republik donieckiej i ługańskiej i nie rozpatrzyła ponownie wniosków o ich przyłączenie do Rosji i czy nie wkroczyłaby wojskowo na ich terytorium, co równałoby się z utratą Donbasu przez juntę. Albo Rosja rozpoczęłaby masowe dostarczanie powstańcom nowoczesnej broni i wyszkolonych ochotników.

I kolejna sprawa to samo powstanie. Wielu oskarża Rosję o zdradę powstańców i nie udzielanie im pomocy wojskowej. Na ile powstanie było skonsultowane/skoordynowane z władzami na Kremlu, a na ile to była samowolka przywódców buntu przeciw uzurpatorskiej juncie w Kijowie? Jeżeli była to samowolka, to jest to w pewnym sensie zdrada interesów narodowych Rosji i niepotrzebne wciąganie Rosji w wojnę i koszty i narażanie życia cywilnej ludności Donbasu. Więc powstańcy w pewnym sensie byliby sami sobie winni, że rozpoczęli powstanie w niewłaściwym dla siebie momencie, kiedy junta była jeszcze zbyt silna. Powinni powstanie rozpocząć później, w sytuacji nieuchronnego upadku gospodarczego kraju i związanej z tym katastrofy humanitarnej. Tym razem byłoby to powstanie ogólnokrajowe, nie ograniczone do terytorium Donbasu jak obecnie. Miałoby większe szanse powodzenia, być może nawet byłoby dużo mniej ofiar i zniszczeń a struktury siłowe być może częściowo przeszłyby na stronę narodu przepędzając juntę, zagranicznych najemników i banderowskie bojówki jej służące.

Niemniej powstanie się rozpoczęło. Nie sądzę, że pomimo niechęci Moskwy do powstania i nawoływała do deeskalacji konfliktu oraz opuszczenia ukupowanych budynków po obu stronach i rozbrojenia uzbrojonych band po obu stronach konfliktu, Rosja opuściła powstańców i im nie pomaga, Rosja nie może opuścić swoich ludzi bo będzie to dla niej groźne, po za tym gdyby powstańcom Rosja nie pomagała to powstanie dawno by padło.

Rosja nie musi a nawet nie może dostarczać masowo nowoczesnych czołgów, wozów opancerzonych czy wyrzutni rakiet bo mógłby to wykryć wróg i krzyczeć, że Rosja wspomaga powstańców. Powstańcy mają dość ciężkiej broni na Ukrainie którą zdobyli i wciąż zdobywają na armii ukraińskiej i gwardii narodowej oraz w zajętych przez powstańców bazach ukrów. Rosja może się ograniczać do dostaw broni lekkiej, amunicji, zaopatrzenia, żywności, leków, części do czołgów czy innego uzbrojenia, danych wywiadowczych, wszelkich informacji o aktualnym położeniu wojsk ukrów, zdjęć satelitarnych a także okazjonalnych przerzutów wyszkolonych ochotników przez granicę i czasami ciężkiej broni, ale identycznej jak broń ukrów.

Powstańcy tej rosyjskiej pomocy muszą oczywiście taktycznie zaprzeczać. Zresztą nie po to powstańcy prowadzą od początku powstania ciężkie walki o kontrolę na rosyjsko-ukraińską granicą i to o jak najdłuższy jej odcinek, aby móc ludność ewakuować do Rosji i w ten sposób oczyścić strefę działań wojennych i ograniczyć straty cywilne i aby dobrze zamaskować pomoc dostarczaną powstańcom.

Przecież powstańcy nie wszystko mogą wyprodukować u siebie, nie zawsze udaje im się zdobyć odpowiednią ilość sprzętu, amunicji czy żywności a chałupnicza produkcja amunicji czy broni np. rakiet do systemów grad czy huragan czy pocisków artyleryjskich jest w warunkach domowych raczej niemożliwa z powodu braku środków czy odpowiednich części.

Tak samo z naprawą uzbrojenia, części nie biorą się z nieba, chałupnicza produkcja nie zawsze się sprawdza i nie zawsze jest możliwa z powodu braku odpowiednich maszyn produkcyjnych i odpowiednich surowców czy wykwalifikowanej ekipy. Istnieją oczywiście fabryki przejęte przez powstańców, ale nie ma ich na tyle, aby zaspokoić potrzeby powstańców. Poza tym cały przemysł Donbasu stoi, włącznie z kopalniami, z powodu bezustannych bombardowań i ostrzałów rakietowych, artyleryjskich, lotniczych, czy walk prowadzonych na głównych drogach, które są w ten sposób blokowane. To skutecznie niszczy infrastrukturę przemysłową, transportową, energetyczną czy wodną Donbasu uniemożliwiając dostarczanie czegokolwiek do zakładów. Jak więc w takich warunkach przemysł zbrojeniowy Donbasu ma działać? Chałupnicza produkcja z tych samych względów również jest zakłócona.

Logiczne jest więc, że Rosja musi dostarczać przynajmniej ograniczoną pomoc powstańcom tak, aby nie padli. Tylko się z tym nie eksponuje (jak chcieliby niektórzy analitycy kanapowo-klawiaturowi) aby nie dostarczać powodów do agresji NATO na Ukrainę.

By piotrbein

https://piotrbein.net/about-me-o-mnie/