Za kilka tygodni wybory samorządowe – głosuj na naszych nie nasich

Komitet Pamięci Ofiar Stalinizmu w Polsce
Committee for Commemoration of the Victims of Stalinism

 Już za kilka tygodni odbędą się wybory samorządowe.

Trzeba społeczeństwo przekonywać, żeby nie głosowało na kandydatów wysuwanych przez partie i Obóz rządzący rządzące: tj. przez PiS, PO, PSL(dawne ZSL) SLD (dawną PZPR) i osoby będące w przeszłości i obecnie przy władzy ; tylko na kandydatów bezpartyjnych, ale na ludzi o czystych rękach, sumieniach, uczciwych  i mądrych . W naszym najbliższym otoczeniu jest  ich dość by zastąpić  dotychczasowych łajdaków.  Tak. Bo dziś rządzą krajem szubrawcy, miernoty, złodzieje, uszusci. Słusznie Janusz Korwin Mikke publicznie twierdził, że Polską rządzą bandyci, a obecni posłowie  powinni siedzieć w więzieniu, a nie w ławach poselskich.

Te ostre krytyczne oceny dotyczą także  większości członków obecnych partyjnych samorządów.

Od kilkunastu lat udawało się społeczeństwu  bojkotować wybory do Sejmu i 80% nie poszło do urn, a do Parlamentu Europejskiego nie poszło prawie 80 % (20 milionów).

 To był naprawdę sukces myślących Polaków.

Natomiast na kandydatów do samorządów  trzeba glosować ale tylko  na tych spoza   partii rządzących.

 ( Leszek Skonka)
………………………………………………..

Posierpniowa klęska strajkujących ludzi pracy w 1980

Strajki w czerwcu, lipcu i sierpniu 1980 roku organizowali i masowo w nich uczestniczyli ludzie pracy, głównie robotnicy. Oni wysuwali wobec rządzących żądania wyrażone w 21 postulatach. Jednym z najważniejszych postulatów było uwolnienie związków zawodowych od kurateli PZPR. Władze partii najdłużej i najbardziej opierały się wobec tego postulatu. Komunistyczne partie uznawały doktrynę Lenina, że związki zawodowe są tubą partii i dlatego nie można się zgodzić na ich wolność i niezależność. Jednakże stanowczość i silny upór robotników zmusił delegację rządową do ustępstw, ale pod warunkiem, że nowy związek nie będzie zajmował się polityką. Dlatego punkt 2-gi Umowy z Rządem brzmiał: „Nowe związki zawodowe będą bronić społecznych i materialnych interesów pracowników i nie zamierzają pełnić roli partii politycznej. Stają one na gruncie zasady społecznej własności środków produkcji, stanowiącej podstawę istniejącego w Polsce ustroju socjalistycznego” Strajkujący dobrowolnie zgodzili się na ten i inne warunki umowy.
W Polsce przed wybuchem strajków w lecie 1980 roku istniały już zalążki niezależnego ruchu związkowego zainicjowane na Śląsku przez Kazimierza Świtonia, pod nazwą Komitetów Założycielskich Wolnych Związków Zawodowych. KOR, personalnie Jacek Kuroń, był przeciwny powoływaniu Komitetów Wolnych Związków Zawodowych, uważał, że nie mają one racji bytu i sensu w PRL. Ponieważ jednak zaczęły powstawać, KOR zmienił zdanie, przywłaszczył sobie tę nazwę i inicjatywę. Dziś ludzie KOR-u przypisuję sobie tę inicjatywę i usiłują wymazać z pamięci nazwiska rzeczywistych twórców tego ruchu: Kazimierza Świtonia w Katowicach, Zdzisław Mnicha w Zabrzu, Bolesława Cygana w Wodzisławiu Śl. Jana Zapolnika w Gdańsku, Andrzeja Woźnickiego w Łodzi, Leszka Skonki we Wrocławiu i wielu innych działaczy niezależnych od KOR-u , SB i PZPR. Po zakończeniu strajków w sierpniu 1980 roku powstały dwie koncepcje: pracownicza , związkowa, i polityczna KOR-owska. Ludzie pracy, robotnicy, chcieli organizować, tworzyć, umacniać wywalczone strajkami Niezależne Samorządne Związki Zawodowe, egzekwować wynegocjowanych 21 postulatów, bronić zdobytych w przeszłości uprawnień i przywilejów. Koncepcja polityczna KOR polegała na zerwania Umów Sierpniowych, wykorzystaniu instrumentalnie związkowców i pchnięciu ich do walki o władzę w państwie.

W tym celu politycy opanowali kierownictwo Związku, usunęli z jego władz niewygodnych, autentycznych związkowców i nadali NSZZ nową nazwę -”Solidarność”, przekształcając ten ruch w partię polityczną, eufemicznie nazwaną ruchem obywatelskim oraz postawili związkowców wobec alternatywy: albo przynależność do „Solidarności”, albo do PZPR. Tłumaczyli tę alternatywę, tym, że nie można należeć jednocześnie do dwóch partii: do PZPR i do partii (ruchu politycznego) pod nazwą „Solidarność”. Związkowcy musieli wybierać: albo „Solidarność” albo PZPR? Z niewygodnymi, a upartymi działaczami związkowymi, postępowali brutalnie, podobnie, jak najwięksi zbrodniarze stalinowscy. Każdego niewygodnego i potencjalnego przeciwnika pomawiali o agenturalność, o współpracę z SB , PZPR, KGB… Oczywiście, w tym czasie nie mieli już możliwości technicznych i organizacyjnych wiezienia ludzi, zsyłania ich do karnych obozów pracy, torturowania fizycznie, ale stosowali niemniej okrutne i bolesne tortury psychiczne i represje: wyrzucanie z pracy, przerywanie karier zawodowych, naukowych, wojskowych, tworzenie wokół delikwenta społecznej, nieprzyjaznej lub wrogiej atmosfery, prześladowano ich rodziny, bliskich, a wobec szczególnie opornych ferowali nagminnie wyroki śmierci cywilnej, bez prawa inkryminowanych do obrony. Sądzili i wyroki wydawali z reguły zaocznie, ale publicznie, jak czynili to hitlerowcy i stalinowcy, także ku przestrodze dla potencjalnych niezależnie myślących działaczy i obywateli. Zresztą mieli w tym doświadczenie, bo większość z nich lub ich rodziców służyła przez lata Stalinowi i Bierutowi.

Stalin też wysuwał nieprawdziwe zarzuty, inicjował sfingowane oskarżenia i procesy wobec niewygodnych przeciwników, nawet z jego najbliższego otoczenia. Gdy po latach okazało się, że pomówienia, oskarżenia i wyroki były bezpodstawne, krzywdzące, łamiące inkryminowanym życie, a wysuwano je tylko dlatego, by pozbyć się niewygodnych przeciwników lub odmiennie myślących; wśród dawnych oskarżycieli zapanowało ostentacyjnie milczenie. Milczał także Kościół, biernie przyglądając się gangsterskim metodom niszczeniu uczciwych, niewinnych, wspaniałych, odważnych obywateli, a więc w efekcie akceptował zło i nieprawości. Jeśli Kościół nie mógł powstrzymać tych niegodziwości, to przynajmniej powinien stanąć po stronie niewinnie i bezpodstawnie krzywdzonych , choćby z motywów moralnych, ewangelicznych, na które tak często się powołuje, a nie swoją biernością akceptować zło.

Ostatnio zbiera żniwo swojego ówczesnego zachowania, w formie lustracji księży. Ale także obecnie Kościół broni winnych, agentów , donosicieli, a potępia ofiary, pokrzywdzonych, tylko dlatego, że domagają się sprawiedliwości. Dziś wyczuwa się, że Kościół, że winowajcy mają żal do pokrzywdzonych, że okazali się niewinni. Szczególnie okrutna zemsta spotkała robotników za organizowanie strajków w sierpniu 1980 roku. Pozbawieni za to zostali przez antyrobotniczą Solidarność wszystkich zdobyczy pracowniczych, wywalczonych jeszcze podczas zaborów, w II RP i PRL, i zepchnięto ich na dno nędzy, poniżenia i niesprawiedliwości. Natomiast cały Naród pozbawiony został wszelkiej NADZIEI. Przez 123 lata nie udało się tego osiągnąć trzem zaborcom, przez 6 lat hitlerowskim i stalinowskim okupantom, przez 36 lat namiestnikom Stalina w Polsce, ale udało się to KOR-o Solidarności, za amerykańskie dolary. L. Skonka

Bardzo ostry atak na działaczy nowego Związku przypuścił na polecenie rodzącej się nowej partii pn Solidarność, SB  i PZPR tow. Włodzimierz Suleja,  prac. Uniwersytetu Wrocławskiego i aktywista PZPR, o postawie   neofity. W stanie wojennym otrzymał polecenie  zwalczania wszelkich niezależnych postaw związkowych, z czego wywiązywał się on i Leon Kieres bardzo skutecznie o czym świadczy cytat z jego książki wydanej w stanie wojennym oraz następnie otrzymane stanowisko dyrektora oddziału IPN we Wrocławiu

Cyt. “Po przekształceniu się MKS w MKZ /./ Skonka wziął w swoje ręce szkolenie przyszłych działaczy związkowych. On to inaugurował pierwsze spotkanie tego typu 4.09.1980 , kiedy nie tylko budynek, ale i plac przed budynkiem okupowany był przez delegatów zakładów, a samo spotkanie odbywać się musiało w kilku turach. On opracował program pierwszych szkoleń podczas których miano analizować treść Porozumienia Gdańskiego, zapoznać się z międzynarodowymi i krajowymi aktami prawnymi gwarantującymi wolność i niezależność związków zawodowych, przedyskutować założenia programowe nowych związków, zastanowić się nad ich strukturą i wreszcie uczyć się zasad skutecznego działania przez pokazywanie typowych błędów popełnianych przez niedoświadczonego działacza społecznego. Nie ulega więc wątpliwości, że sporo tych pożytecznych skądinąd informacji przekazywał swoim słuchaczom. Nieszczęście polegało na tym, że nikt z prezydium (sam byłem od początku   członkiem Prezydium przyp. Leszek Skonka)  wykładów tych nie kontrolował. Skonka zaś nie poprzestał jedynie na realizowaniu opracowanego przez siebie programu. Niepokoju nie wzbudzały jeszcze zgłaszane przez niego propozycje organizacyjnych rozwiązań, jak choćby pomysł tworzenia wspólnych rad zakładowych z liczbą członków proporcjonalną do liczby członków poszczególnych związków././

Zaniepokojenie wzbudzać natomiast powinny próby formułowania diagnoz o charakterze politycznym w odniesieniu do ruchu związkowego, które zaczęły zajmować wykładowcy znacznie więcej czasu aniżeli sprawy organizacyjno-związkowe. Skonka.  czuł się powołany do składania deklaracji, że związki w żadnym przypadku nie są siłą o charakterze politycznym . (.) Wykładowca twierdził bowiem, że były próby, i być może będą jeszcze w przyszłości – przekształcenia NSZZ w nową siłę o charakterze głównie politycznym. Jest wspólną sprawą robotników – brzmiała konkluzja – dać odpór tym nieodpowiedzialnym i na szczęście nielicznym tendencjom.

( Skonka) (.). „Przekonywał swych słuchaczy, że jedynym wewnętrznym zagrożeniem dla Związku są ludzie nasłani doń przez KOR. Nie oszczędzał też władzy, a zwłaszcza tych jej reprezentantów, którzy przeciwni są zaspokajaniu słusznych robotniczych postulatów”././
Personalnie swój atak Skonka skoncentrował na dziale informacyjno-wydawniczym oraz Karolu Modzelewskim, którego wejściu do MKZ od początku się sprzeciwiał” .

Jak przebiegała ta nierówna ale słuszna walka w obronie NSZZ i ideałów Związku świadczą dobitnie przytoczone niektóre wypowiedzi działaczy związkowych; mówię niektóre bo każde takie wypowiedzi był tłumione w zarodku, a ich autorzy represjonowani przez nowe , polityczne władze Solidarności.

LIST  Do Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego NSZZ „Solidarność”   we Wrocławiu (działaczka NSZZ Magdalena Żaboklicka z Wrocławia)

„ Na początku wyjaśniam ; to co napiszę dotyczyć będzie zebrania , które odbyło się w piątek ( 17.10.1980), w auli Politechniki, a raczej spraw tam poruszanych. Właściwie powinnam zabrać głos na zebraniu , tak nakazywało mi moje sumienie. Jeżeli tego nie zrobiłam to dlatego, że należę do osób nieśmiałych , nie umiem przemawiać publicznie , a ponadto zanim wypowiem swoje zdanie , muszę sobie rzecz najpierw przemyśleć. A więc przemyślałam, ale niesmak i przygnębienie jakie napełniły mnie niektóre fragmenty zebrania, niektóre wypowiedzi, a może jeszcze bardziej reakcja sali na te wypowiedzi nie opuściło mnie dotąd. Wybaczcie , że piszę o swoich osobistych odczuciach. Cóż mogą one obchodzić Was. Którzy macie tyle i tak doniosłych obowiązków na swoich barkach. A jednak wysłuchajcie, bo to jest głos „z dołu” , i to głos – wierzę w to , na pewno nieodosobniony, wyrażający odczucie jakiejś części aktywu związkowego. Chodzi mi tu o sprawę dr Skonki, ale nie o niego” jako takiego”, co się wokół tej osoby dzieje i jak się dzieje. Właśnie jak się dzieje. Z dr Skonką zetknęłam się po raz pierwszy Na szkoleniach prowadzonych w pierwszej połowie września w budynku przy placu Czerwonym, gdy w dusznej, przepełnionej sali po kilka godzin dziennie wykładał takim jak ja „świeżo upieczonym” aktywistom związkowym. Jego widoczne dla wszystkich zaangażowanie i jego trud budziły uznanie słuchaczy. Wybaczcie mi, że pozwolę sobie znów na osobiste wynurzenia: wstępowałam w tym okresie czasu często do Waszej siedziby, nawet już nie koniecznie po komunikaty, czy konkretna informacje ale czasem tylko z zewnętrznej potrzeby , jak do miejsca – wybaczcie patos, z którego bije źródło Odnowy. W tym, że taki kult czułam do tego miejsca była niemała zasługa właśnie dr Skonki. Potem były jakieś, niezbyt jasne dla „szerokiego aktywu” oświadczenia , bodaj  ze w komunikacie nr 4 i jakieś jeszcze mniej jasne  pogłoski, z których wynikało,  że drogi dr Skonki i Prezydium MKZ rozeszły się.. Trochę dziwiliśmy się ( mówię o paru osobach, które również bywały na wykładach i z którymi zdarzało mi się na ten temat rozmawiać/, ale nawet nie tak bardzo bo przecież taki to już teraz burzliwy czas, Że ciągle i chyba wszędzie ścierają się poglądy, opinie, przekonania, wybuchają spory i sprzeczki. Potem było zebranie w dniu 3 października , na którym wasze Prezydium przedstawiło się delegatom z zakładów pracy i na którym omówiono działalność MKZ. Mówiono także o prowadzonym przez MKZ szkoleniu . Wymieniono jako pioniera p. Skowrońskiego( przepraszam jeśli pomyliłam nazwisko)  a Skonce nic. Jakby nigdy nie istniał. Byłam niemile zaskoczona, naturalnie nie tylko ja jedna. Sądziłam bowiem, że niezależnie od tego, czy Skonka się „odłamał”, czy nie  należało przecież wspomnieć  o wkładzie jego pracy, zwłaszcza, że wkład ten był przecież niemały. Ale jeszcze i to przemilczenie można by uznać za gafę , niemiłą ale wybaczalną, w tym gorącym okresie. Jednak to, czego widownią stała się aula Politechniki, gafą już nazwać się nie da. To było gorszące i zasmucające widowisko. Już sposób w jaki niszczył  ( bo chyba tylko tak można to określić ) Skonkę  p. mecenas Kaszubski , nie by ł piękny, ale cóż p. Kaszubski jest prawnikiem , a oni –  wiadomo – przywykli z człowieka , o którym mówią robić anioła lub diabła, w zależności od tego, czy bronią, czy też oskarżają, to już takie ich „ skrzywienie zawodowe”. Trudno, bardzo trudno uwierzy nam, którzyśmy słuchali wykładów dr Skonki aby był on agentem , jak to nader wyraźnie insynuował w swoim krasomówczym  wystąpieniu mec. Kaszubski.
Oczywiście Skonka  mógł nie mieć racji i pewnie jej rzeczywiście nie miał  twierdząc, że powinny powstać związki regionalne , a nie jeden ogólnopolski. Ale przecież taki sam pogląd wyznawali podobno  – jak to nas chyba właśnie  p. Kaszubski uświadamiał  na poprzednim zebraniu  – przedstawiciele gdańskiego MKZ, a mimo to nikt nie poddawał w wątpliwość ich intencji ). Uważam, że wystarczyło w swoim czasie oświadczyć – bo jednak ludziom się jakaś informacja należała- że pan Skonka nie jest już członkiem Prezydium ponieważ obstawał przy swoich poglądach  na niektóre kwestie ruchu związkowego wbrew zdaniu większości  Prezydium  MKZ, wobec czego obecnie w tym co głosi nie rep[prezentuje już MKZ-etu , a jedynie siebie samego. I to byłoby w porządku ),  Mniejsza jednak o wypowiedź p. Kaszubskiego , bo to co było dalej było znacznie gorsze. Wystąpił ten młody człowiek, nazwiskiem chyba Jabłoński (Zenon, przyp. LS)  i zaczął dość nerwowo, ale przecież nie obraźliwie, wygłaszać zarzuty pod adresem Prezydium. Z  sali zaczęły się gwizdy i protesty. I wtedy, prowadzący zebranie zamiast uciszyć salę, kazał mu zejść z mównicy.
.  Nie należało tego robić . I to kimkolwiek mówca by był i cokolwiek chciałby powiedzieć. . To się niestety nazywa tłumienie krytyki, tego Wam , szermierzom demokracji  pod żądnym pozorem robić nie wolno. W naszym Związku przecież ma być lepiej, szczerzej, sprawiedliwiej niż  w tych starych instytucjach przeciwko, którym występujemy. To prawda,    ze teraz jest czas walki i bardzo ważna jest jedność , ale przecież najważniejsza jest Demokracja. Bo to o nią walczymy. A nie można o nią walczyć gwałcąc jej zasady. Nie mówmy sobie , że to tylko teraz , na razie tak musimy. Jeżeli tak zaczniemy, to później będziemy te metody stosować i zawsze znajdziemy na nie jakieś usprawiedliwienie.
Najbardziej przerażające i odrażające było wystąpienie ostatniego mówcy ( tego z Kontroli Dochodów Państwa, nazwiska nie zanotowałam). Typowy demagog w najgorszym tego słowa znaczeniu. Miotał się i rzucał obelgami , a ludzie na sali pobudzeni w swoich najniższych ( zdajmy sobie z tego sprawę )instynktach żywiołowo klaskali., zaś Prezydium … słuchało i akceptowało.

A ja słuchałam i przypominały mi się różne wstrząsające sceny z literatury i filmów, np. nazistowskie wiece, gdy Hitler dochodził do władzy; albo obrazek , jak rozjuszony tłum kamieniuje kobietę , dobrze nie wiedząc za co , to znów gdy linczują Murzyna i jeszcze inne tym podobne.
Powtarzam nie chodzi mi o Skonkę i jego zwolenników, choć oczywiście nie jest dobrze , jeśli ich krzywdzicie, ale nie to jest najważniejsze. Ważniejsze jest to , że historyczny wir wydarzeń wyniósł Was na piedestał. Przypadła Wam ważna i zaszczytna rola . Ku wam wracają się teraz  z nadzieja oczy i serca społeczeństwa. Nie zapominajcie więc co sobą reprezentujecie i jaką stratę poniesie idea, której służycie, jeżeli nie będziecie umieli godnie jej służyć. Powiesiliście na sali , w której odbywało się zebranie Krzyż. Inna sprawa , czy to stosowna okazja aby Go wieszać , ale jeżeli już powiesiliście to pamiętajcie co on symbolizuje. Strzeżcie się  aby w imię Krzyża nie zapalać stosów dla czarownic. Jest to bowiem największa krzywda, jaką człowiek może wyrządzić Bogu  Maria Magdalena Żaboklicka , Wrocław (…)
Jak się okazało ostrzeżenie miało proroczy charakter.  M. Zaboklicka

Istotnie „Solidarność”  zapaliła stosy dla nieprawomyślnych Polaków i stosy te płoną nadal  pod tym samym szyldem.

P.S Teraz każdy uczciwy człowiek, każdy prawy obywatel nie powinien popierać tych, którzy wyrządzili  świadomie taki ogrom szkód i krzywd  Polsce i Polakom, że nawet przewyższyli sprawców Rozbiorów, hitlerowskich i stalinowskich okupantów, rządców nadanych przez zbrodniarza Stalina   i zbirów  III RP o korzeniach SB i Solidarności . L.
Leszek Skonka

– B. działacz opozycji  przed sierpniem 1980 ( Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela-  ROPCiO), organizator Wolnych Związków Zawodowych  (WZZ) na Dolnym Śląsku, współorganizator i  współ kierujący strajkiem w sierpniu 1980 roku we Wrocławiu, członek Prezydium w pierwszym składzie  Zarządu Regionu  Dolnośląskiego NSZZ, organizator i prowadzący pierwsze kursy ( jeszcze w czasie strajku)   na temat organizowania i działania związkowego, a następnie  w MKZ po zakończeniu strajku, dla działaczy i  organizatorów nowych związków.

Sprzeciwiał się wprowadzaniu KOR-u i upolitycznieniu nowego ruchu pracowniczego, zrywaniu Umowy Gdańskiej, awanturnictwu politycznemu. Chciał by związek nie wychodził poza  swój Statut. Za swą postawę pomówiony  został przez kierownictwo „Solidarności” publicznie bez jakichkolwiek podstaw o rzekome sprzyjanie PZPR, działanie na szkodę Związku, współpracę z SB. Usunięty ze  wszystkich funkcji, również ze Związku, którego był współtwórcą, spotwarzony publicznie, bez prawa do obrony, skazany na karę śmierci cywilnej przez „Solidarność” kierowaną przez Karola Modzelewskiego i Władysława Frasyniuka.  Założyciel i przewodniczący  istniejącego od 1988 roku Komitetu Pamięci Ofiar Stalinizmu w Polsce oraz Instytutu Badań Stalinizmu i Patologii Władzy, zbudował  w 1989 roku pierwszy w Polsce i na świecie Pomnik Ofiar Stalinizmu  stojący od ponad 20 lat w centrum miasta.

Dr Leszek Skonka

………………..

Adres kontaktowy: Leszek Skonka 50-O46  Wrocław , Sądowa 10/7

tel. 691 830350, fax 71 7809081

E-mail: [email protected]

Konto: Deutsche Bank, Leszek Skonka 97 1910 1048 2944 2803 6405 0001

Norwid miał rację pisząc:
Cóż to za Kraj

Tu o sprawiedliwość
kamienie wołają.
Tu spryt się nagradza
a wyszydza prawość.
Tu depcze się prawdę
i krzyżuje świętość.
Tu kpi się z proroków,
patriotów, mędrców.
Tu dużo się krzyczy
a robi niewiele.
Tu wyznaje
jedynie w kościele.
Tu podcina się skrzydła
wielkim ideałom.
Tu życie poświęcić
to jeszcze za mało!
Tu honor, wstyd, dumę
odesłano w baśnie.
– A cóż to za kraj?
– A to POLSKA właśnie!
Z tomiku: “Dotknąć nieba…”
P.S Dlatego Polacy tak nie lubią Cypriana Kamila Norwida i wszystkich, którzy im  mówią  gorzką  prawdę o ich wadach . W Polsce każdego kto wytyka błędy rodacy gotowi ukamienować  a ubóstwiać każdego kto prymitywnie ale słodko kłamie, prawi im fałszywe komplementy: jacy są  doskonali, odważni , ofiarni, zdolni, mądrzy, patriotyczni ….

By piotrbein

https://piotrbein.net/about-me-o-mnie/