Ukradlina upokarza Polskę

Parlament Ukrainy przyjął antypolską ustawę – tak w sensie historycznym, jak i współczesnym, pragmatycznym. To odrażające draństwo uwiarygodnił prezydent Bronisław Komorowski, który zaledwie godzinę wcześniej czapkował Ukraińcom i w swoim przemówieniu zrównał katów z ofiarami.
W obyczajach wschodniej dziczy istniała taka zasada: nie wystarczy wroga zabić. Wcześniej trzeba go upokorzyć, podeptać jego godność. Współcześni Ukraińcy zabijać Polaków nie mają już możliwości (ani potrzeby – w tym względzie UPA „wyczyściła” teren kilkadziesiąt lat temu). Zawsze jednak mogą – upokorzyć. I tak właśnie się stało w czwartek 9 kwietnia, kiedy Rada Najwyższa Ukrainy przyjęła ustawę „О правовом статусе и чествование памяти борцов за независимость Украины в ХХ веке (№ 2538-1)”, czyli o prawnym statusie i uczczeniu pamięci bojowników o wolność Ukrainy w XX wieku. Jak streszcza portal kresy.pl: „Akt prawny przewiduje odpowiedzialność dla obywateli Ukrainy i cudzoziemców, którzy publicznie okazują lekceważący stosunek do uczestników walk o niepodległość w XX wieku. Wśród formacji wymienionych w ustawie znajduje się też Ukraińska Powstańcza Armia.”
W ten sposób MSZ Ukrainy z siedzibą w Warszawie, al. Szucha “skasował” Rajd Katyński. A przynajmniej jego dojazd do Katynia i Miednoje.

— Marcin Hałaś (@Marcin_Halas) April 24, 2015
To ustawa antypolska. Nie tylko w wymiarze pamięci i prawdy historycznej. Także zagrażająca Polakom tu i teraz. Jeżeli wejdzie w życie – przestępcami mogą się okazać Polacy mieszkający na Ukrainie. Na przykład publicystka tygodnika „Polska Niepodległa” i redaktor naczelna Radia Lwów Maria Pyż może po wejściu ustawy w życie trafić do więzienia chociażby za opinię wyrażoną na portalu społecznościowym Facebook. I proszę nie myśleć, że to przesada – zdominowany przez neobanderowców aparat bezpieczeństwa na tzw. Ukrainie Zachodniej bez skrupułów może posunąć się do takiej prowokacji. Także dlatego, że posiada wiedzę, iż polskie służby dyplomatyczne – niestety – przełkną to bez reakcji. Idźmy dalej: tak sformułowane prawo nie precyzuje dokładnie, czy ścigany będzie popełnienie czynu pod nazwą„obrażanie pamięci” UPA na terenie Ukrainy, czy też także poza jej granicami. W drugim przypadku – okazać się może, że przestępcami według prawa Ukrainy okażą się setki polskich publicystów oraz historyków, nazywających upowców zbrodniarzami. Okażą się nimi także dziesiątki tysięcy obywateli RP, twierdzących – w zgodzie z prawdą – że UPA była formacją zbrodniczą, dopuszczającą się aktów ludobójstwa. Wystarczy, że taką opinię wyrażą np. na Facebooku, a bezpieczniacy z Ukrainy wychwycą te zdania. Fantazja? Jeszcze grubo przed Majdanem Służba Bezpieczeństwa Ukrainy wydała mi zakaz wjazdu na Ukrainę w odwecie za książkę wydaną na terytorium Polski.
Co powinien w takiej sytuacji (po 9 kwietnia) uczynić rząd Rzeczpospolitej Polskiej? Wezwać do MSZ ambasadora Ukrainy i przekazać mu notę z naszym ostrym stanowiskiem i protestem w tej sprawie. Gdyby zaś rzeczona ustawa została podpisana przez prezydenta Poroszenkę i weszła w życie? Wtedy należałoby odwołać z Kijowa naszego ambasadora i zamrozić wszelkie programy pomocowe dla Ukrainy. To byłaby reakcja normalna, pragmatyczna i logiczna. Co zamiast tego czyni polski rząd? Czapkuje tym, którzy nas upokarzają. I czapkuje (czyli zdejmuje czapkę, kłania się) gestem pierwszej osoby w państwie – prezydenta Bronisława Komorowskiego. Marna przy tym pociecha, że „Gajowy” jest tak samo godzien roli prezydenta RP jak Wojciech „Spawacz” Jaruzelski albo Aleksander „Kwach” Kwaśniewski.
Komorowski pojechał do Kijowa. Teoretycznie – wesprzeć państwo ukraińskie. Praktycznie – zrobić z siebie błazna i dać sobie napluć w twarz. Trudno powiedzieć, czy sam jest tak głupi, czy też na takie krowie łajno wsadzili prezydenta RP „fachowcy” z MSZ dobrani przez Radka Sikorskiego, dziś kierowani przez Grzegorza Schetynę (aczkolwiek zapewne sporą część z nich pozytywnie zweryfikował jeszcze Geremek). W każdym razie – wysłuchałem całego wystąpienia Komorowskiego w radzie najwyższej Ukrainy. Można to określić tylko jednym zdaniem: Polska upokorzona, Polska na kolanach.
Komorowski z wąsami przepraszał Żydów za Jedwabne. Wąsy zgolił, bo tacy np. Ukraińcy od przeprosin wolą lizanie tyłka. A wąs drapie…

— Marcin Hałaś (@Marcin_Halas) April 22, 2015
Podkreślam – dokładnie wysłuchałem przemówienia Komorowskiego. I mógłbym wynotować z zimną precyzją słowa, które nigdy nie powinny się w nim znaleźć. I tak: 4 minuta, 45 sekunda do 5 minuta 15 sekunda przemowy. Komorowski de facto wzmacnia ukraińskie pretensje do Chełma. O tym, że nacjonalistyczne środowiska na Ukrainie wciąż nie wyrzekły się pretensji terytorialnych wobec Polski napisał właśnie Grzegorz Wnętrzak w niezwykle ważnym tekście Cczy Ukraińcy wciąż chcą Zakerzonia” opublikowanym w poniedziałkowym (13 kwietnia – wciąż w dystrybucji) numerze tygodnika Polska Niepodległa. Tymczasem Komorowski niefrasobliwie (albo z głupotą) mówił w parlamcnie Ukrainy o pochowanym w Chełmie księciu Danielu Halickim oraz o urodzonym tam Michaile Hruszewskim – prezydencie tzw. Ukrainy z roku 1918. Szkoda, że nie powiedział o pochowanej we Lwowie Marii Konopnickiej („Nie rzucim ziemi skąd nasz ród…”) ani o urodzonym w Kuryłówce na Podolu Ignacym Janie Paderewskim, lub o obywatelu miasta Lwowa Janie III Sobieskim. Albo o Semenie Petlurze, dla którego projektu politycznego Piłsudski zajął Kijów. Jako żywo – Poroszenko w polskim sejmie nie mówiłby o nich.
Dalej było jeszcze gorzej – 7 minuta 40 sekunda przemówienia Komorowskiego. Właściwie zrównał on tam katów (Ukraińcy z UPA) z ofiarami (Polacy). Mówił bowiem, że tragiczne apogeum konfliktu polsko-ukraińskiego miało miejsce w czasie II wojny światowej, kiedy „przelało się tyle niewinnej polskiej i ukraińskiej krwi”. Proponuję Komorowskiemu, aby pojechał do Knesetu i tam oznajmił, że apogeum konfliktu żydowsko-niemieckiego nastąpiło w czasie II wojny światowej, kiedy przelało się tyle niewinnej krwi niemieckiej i żydowskiej (wszak Żydzi w warszawskim getcie zorganizowali samoobronę i strzelali do Niemców).
Nie wiem, czy Komorowski sam to wymyślił, czy też przemówienie to obciąża jego gabinet polityczny. W każdym razie upokorzył on państwo polskie. A zaraz potem zrobili to raz jeszcze – w myśl zasady wschodniej dziczy – Ukraińcy, przyjmując ustawę o uznaniu członków UPA za bohaterów walk o niepodległość. Ta zbieżność terminów nie mogła być przypadkowa. To była premedytacja.
W tej sytuacji jako pierwszy naruszam nowo uchwalone niesprawiedliwe prawo Ukrainy. Oświadczam publicznie: Ukraińska Powstańcza Armia nie miała żołnierzy, lecz bandytów – ludobójców, którzy przy wsparciu cywilnych nacjonalistów zamordowali co najmniej 120 tysięcy Polaków: kobiet, dzieci, starców. W porównaniu z rezunami UPA – dzisiejsi prorosyjscy separatyści działający w Donbasie to europejska dżentelmeneria. Wieczna hańba mordercom z UPA. Sława i cześć – sprawiedliwym Ukraińcom, którzy często z narażeniem życia ratowali, ostrzegali i ukrywali polskich sąsiadów przed nacjonalistami i ludobójcami z tzw. UPA.
W tym miejscu pozwolę sobie na trzy refleksje na marginesie:
* Obrażaliśmy się na Rosję, uznającą Katyń za zbrodnię kryminalną, a nie ludobójstwo. Ale Rosjanie chociaż tyle potrafili przyznać. Tymczasem przedstawiciele polskich władz i „elit” liżą tyłki „ukrom”,
* Swoją drogą: na Ukrainie przestępstwem będzie obrażanie morderców z UPA. W Polsce można bezkarnie obrażać pamięć bohaterów – Żołnierzy Niezłomnych (tzw. Wyklętych).
* UPA walczyła o wielką Ukrainę, SS o wielkie Niemcy, RONA o wolną Rosję. Ale tylko Ukraińcy mają dziś czelność czcić zbrodniarzy.
Niestety, do głosu dorwały się także głupie lub naiwne polskie karpie. Oto ich argumenty: „Żołnierze UPA zostali wymienieni wśród wielu innych osób broniących kraju. Ukraińska Armia Powstańcza została uhonorowana za swoje działania mające na celu przywrócenie Ukrainie niepodległości – nie za Wołyń.” Guzik prawda. Otóż eksterminacja polskiej ludności Wołynia była jednym z elementów strategii budowy “wielkiej” samostijnej Ukrainy, realizowanej przez OUN i jego zbrojne ramię – UPA. Przywrócenie niepodległości Ukrainy miało nastąpić m.in. dzięki „oczyszczeniu z elementu polskiego” ziem, które nacjonaliści uważali za etnicznie ukraińskie. Argumentacja karpi przypomina zdanie – “SS uhonorowano nie za Auschwitz, ale za dbanie o tężyznę fizyczną młodych Niemców.” Historia ocenia całokształt działalności danej formacji w danym czasie.
A dlaczego „polskie karpie”? Otóż organizowana jest w naszym kraju akcja „Jestem Polakiem – pomagam Ukrainie”. Jako żywo ten tytuł przypomina inne hasło: „Jestem karpiem – pomagam kucharzom przygotowującym Wigilię”. Obecnie (po przyjęciu w/w ustawy) każdy Polak, który da choć złotówkę na zakup wyposażenia dla armii ukraińskiej – będzie takim karpiem: naiwniakiem lub idiotą, albo świadomym agentem ukraińskiego naobanderyzmu.
Na koniec ważne zastrzeżenie: słusznie potępiając recydywę neobanderyzmu na Ukrainie – warto pamiętać, że nie można potępiać, czy obrażać całego narodu ukraińskiego. Wydał on także Sprawiedliwych, którzy z narażeniem własnego życia ratowali, ostrzegali bądź ukrywali polskich sąsiadów przed mordercami z OUN/UPA. Sulimir Żuk, Stanisław Srokowski to Polacy ocaleni przez ukraińskich sąsiadów. Mam wciąż nadzieję, że kiedyś na Ukrainie będą czczeni właśnie sprawiedliwi, a nie mordercy.
———————–
http://www.warszawskagazeta.pl/felietony/kroniki-tygodniowe/item/1433-ukraina-upokarza-polske

By piotrbein

https://piotrbein.net/about-me-o-mnie/