Tak o Powstaniu Warszawskim nikt by nie napisał!

http://niezalezna.pl/57954-tak-o-powstaniu-warszawskim-nikt-nie-napisal-malo-znany-tekst-jozefa-mackiewicza

Tak o Powstaniu Warszawskim nikt by nie napisał! Mało znany tekst Józefa Mackiewicza

Dodano: 02.08.2014 [21:00]
Tak o Powstaniu Warszawskim nikt by nie napisał! Mało znany tekst Józefa Mackiewicza - niezalezna.pl

foto: Jarekt; en.wikipedia.org/wiki/Public_domain

Przypominamy tekst Józefa Mackiewicza „Powstanie warszawskie z innej strony”, który został opublikowany w 1947 r. w „Wiadomościach”. Warto go przeczytać choćby z jednego tylko powodu – tak zdroworozsądkowej analizy Powstania Warszawskiego trudno doszukać się u współczesnych historyków i publicystów. Bo Mackiewicz nie ocenia, Mackiewicz właśnie analizuje. I wyciąga wnioski. Jakże trafne!

Nasze publicystyczno-literackie pamiętnikarstwo wojenne ma w sobie coś z opowieści Gogola „Wij”. Krąg zarysowany kredą święconą, poza który sami sobie nie pozwalamy wykroczyć. Stąd deptanie na miejscu w otoczeniu licznych „tabu”, zamykających umowne horyzonty. W takim kręgu obraca się m.in. temat powstania warszawskiego, który wciąż nie schodzi ze szpalt i prawdopodobnie przez długi czas nie zejdzie. Żadne jednak z ujęć tego tematu nie będzie całkowite, dopóki nie będzie wolno mówić o pewnych sprawach. Tymczasem wszechstronna ocena ostatniej bitwy o Warszawę jako o stolicę suwerennej Polski musi wyjść z założenia właśnie tej suwerenności, tzn. uznania, że najeźdźca sowiecki (jeżeli nawet przyjmiemy, że nie był gorszy) był równy najeźdźcy niemieckiemu. Od czasu do czasu wyrwie się to komuś, ale zazwyczaj odskakuje się od tego prostego stwierdzenia w pląsach i ukłonach, a koniec końców, Bogiem a prawdą, nikt nie dał dokładnej definicji: czy Sowiety są naszym wrogiem, czy wrogiem nie są? Są najeźdźcą, czy nie? Odebrały nam niepodległość, czy nie odebrały? Czy „Kraj” to jest „Polska”, czy tylko obca okupacja? Czy panowie Mikołajczyk-Bierut-Osóbka-Cyrankiewicz to quislingi, czy też jakieś pośrednie zjawisko: mieszanina „dobrej woli” z agentem NKWD, według fantastycznej recepty rosyjskiego kawału: „smies popa s wiełosipiedom”?

Sytuację tę zrodził sofizmatyczny termin „sojusznik naszych sojuszników”, nadany Związkowi Sowieckiemu jeszcze w r. 1943. Ta nieszczera i dziwaczna definicja mści się na nas do dziś.

Jeżeli natomiast wyjdziemy z założeń prostych, jasnych, ogólnie zrozumiałych i za „dobrych przedwojennych czasów” powszechnie przyjętych, określających mianem wroga każdego, kto najeżdża naszą ojczyznę, to i na powstanie warszawskie będziemy mogli popatrzeć obydwoma oczami, a nie, jak dotychczas, przymrużając jedno dyskretnie.

Na tej fatalnej sytuacji r. 1944 trudno zrozumieć, dlaczego ogół Polaków potępia akcję, której najoczywistszym celem było restytuowanie suwerennej stolicy z suwerennymi władzami i suwerennym wojskiem, wtedy, gdy rzecz ta była łatwa do zrobienia? Jeden wróg odchodził, drugi nadchodził. Pomiędzy tych dwóch wrogów wstawić niepodległy skrawek, ba, centrum Polski! Co w tym było głupiego albo zbrodniczego? Oczywiście, że nic, gdyby sprawę można było jasno postawić. Złożyło się jednak tak, że jeden z wrogów nie tylko odchodził, ale dogorywał. Natomiast tym drugim, który nadchodził, były Sowiety. A zatem ostrze akcji samo przez się skierowane by być musiało przeciwko nim. „Skandal!” „To by nas kompromitowało w oczach demokracji!”… Umówiono się zatem, żeby powstanie przedstawić w innym świetle, i w ten sposób spaczono jego sens od początku do naszych dni.

A jak położenie wyglądało naprawdę?

Odwrót armii niemieckiej był w pełnym toku. W ostatnich dniach lipca osiągał swój punkt szczytowy, a wraz z nim nieuchronny bałagan. O żadnej mobilizacji mężczyzn pod pretekstem robienia fortyfikacji nie było mowy. Głośniki radiowe nadały surowy rozkaz, aby „wszyscy zdolni od lat 16 itd.” zgłosili się z łopatami na wyznaczonym szeregu punktów zbornych, skąd ludzi zabiorą ciężarówki. Byli przekonani, że nie zjawi się nikt. Tymczasem tu i ówdzie poprzychodziło po kilkadziesiąt osób. Sam widziałem, jak na wyznaczonym m.in. pl. Narutowicza zebrało się ok. 70 (!) ludzi z łopatami, którzy daremnie czekali na przyjazd samochodów. Jednego z takich naiwnych spotkałem jeszcze o 11.30 na ulicy Filtrowej, gdy wracał z łopatą zniechęcony i zawiedziony (obiecano przecie wyżywienie i zapłatę).

W piątek i sobotę okna pobrzękiwały od dalekiej kanonady. Radio Londyn nadało wiadomość, że marszałek Rokossowski przeniósł swą kwaterę w orbitę widoczności Warszawy, i że stamtąd spogląda gołym okiem na stolicę Polski. 30 lipca al. Jerozolimskimi wycofywały się ostatnie tabory niemieckie, a później zaczęły iść czołgi za Wisłę. Na ulicach wisiały nie zrywane obwieszczenia delegatury podziemnej. Żałuję, że nie miałem aparatu, gdyż sfotografowałbym następujący dokument historyczny. Na rogu Brackiej i Widok, wokół obwieszczenia Delegatury Rządu, naklejonego na słupie, zebrał się tłum ludzi. W tłumie tym stało czterech „granatowych” policjantów i dwóch żołnierzy Wehrmachtu. Była 10 rano. Żołnierze ci pytali o drogę, a zwabieni zbiegowiskiem, zainteresowali się, co plakat zawiera, i odeszli następnie obojętnie. O 11 byłem na Pradze. Niemcy palili dworce i składy, jak się normalnie pali przed oddaniem terenu w ręce wroga. Powracając, na moście Kierbedzia zauważyłem, że jakiś spotniały kolejarz krzyknął do samochodu, którym jechali z Pragi (widocznie z frontu) kurzem okryci żołnierze:

– Wie weit?!

Żołnierz, pokazując dwa razy po dziesięć palców, odkrzyknął:

– Zwanzig Kilometer!

31 lipca z jednego tylko Dworca Zachodniego usuwano resztki wagonów. Nie było już ani porządku, ani kontroli. Każdy, kto chciał, mógł siadać i jechać bez żadnej przepustki. W takich warunkach powstanie, które wybuchło dopiero 1 sierpnia po południu, mogło liczyć na zupełny sukces i minimalne straty, co najwyżej w potyczkach z cofającymi się strażami tylnymi. Formalnie, przed świtem, Warszawa wyzwolona by była przez wojska polskie, a wkraczającego nowego najeźdźcę powitałyby suwerenny sztandar, zatknięty w suwerennej, wolnej stolicy. Otóż tego bolszewicy chcieli uniknąć za wszelką cenę. Czy można się było spodziewać takiego ich stanowiska? Do pewnego stopnia tak. Na czym więc polegał błąd w rachunku powstańców, który doprowadził do straszliwej katastrofy Warszawy?

Nie wiem, czy w ogóle można tu mówić o błędzie w rachunku logicznym. Bo jeżeli można było się spodziewać, że takie stanowisko zajmą Sowiety, niepodobieństwem było przewidzieć bezmiar zaślepionej, zaciętej tępoty Hitlera. Nawet po wszystkich doświadczeniach okupacji, nawet po zetknięciu się z tymi szaleństwami maniaka, który zatracił wszelkie poczucie rzeczywistości, nawet po tym całym krwawym tańcu epileptycznej polityki na ziemiach naszych i nie naszych. Jakkolwiek sytuacja Niemiec była już wtedy beznadziejna, to choćby dlatego, że czepiały się one rozpaczliwie każdej pozostałej jeszcze możliwości, powinny się były uchwycić oburącz okoliczności, że na drodze marszu Armii Czerwonej stawała suwerenna Polska, nie uznawana i znienawidzona przez Sowiety. Że powstała możliwość nowych incydentów i powikłań w obozie sojuszniczym. W każdym razie z punktu interesu niemieckiego nic nie przemawiało za utrzymaniem ogniska powstania na tyłach swego frontu, a wszystko za pozostawieniem go oko w oko z Armią Czerwoną. Nawet gdyby z tego zetknięcia nie miało być chleba… Manewr Rokossowskiego był tak przejrzysty co do swego celu, iż nie mogli go nie spostrzec Niemcy. Rzecz była oczywista, nie podlegająca dyskusji.

Znam osobiście ludzi o głośnych i patriotycznych nazwiskach, którzy próbowali pośredniczyć w sprawie pozostawienia przez władze niemieckie zbytecznej broni. Pośrednictwo to zostało odrzucone, zarówno przez stronę niemiecką, jak polską. Z jednej strony emocjonalna zaciekłość przeważała nad interesem politycznym, z drugiej obawa przed cieniem nawet „współpracy” przeważała nad obawą i troską o dobro ojczyzny.

Krew, zalewająca oczy Hitlera, pomieszała mu resztę rozsądku. Wiadomo już dziś, że Warszawa to była jego osobista sprawa, jego „Angelegenheit”. W ten sposób, najmniej oczekiwany i nieprawdopodobny, podobnie jak w r. 1939, odnowił się antypolski pakt sowiecko-niemiecki, nie pisany wprawdzie i nie podpisany, ale niemniej namacalny, a bardziej krwawy. Hitler nazwał zupełnie słusznie powstanie „drugim Katyniem”. Gdyż podobnie jak pierwszy, doszedł do skutku wyłącznie w interesach sowieckich, z tą tylko różnicą, że wykonany nie rękami enkawudzistów, ale Niemców. Był to z ich strony obłęd dosłowny i, doprawdy, trudno jest winić kierowników powstania, że go nie przewidzieli.

Charakterystyczne jest to, że dotychczas nie została poddana poważniejszej analizie raptowna zmiana stanowiska niemieckiego przy końcu powstania. A przecież rzecz rzucała się w oczy. Skreśleni zostali przez cenzurę „die polnischen Banditen”; powstańcom przyznano prawa armii regularnej. Wiadomo również, że wymaszerowujące po kapitulacji oddziały Armii Krajowej witano orkiestrą, i że gen. Bora zaproszono na liczne rozmowy, podczas których wysłuchiwać miał nowych propozycji. Oczywiście zrobiono to wszystko niezgrabnie, za późno i wciąż z tym tępym uporem i brutalną „herrenvolkowością”, która charakteryzowała politykę hitlerowską, a która odzierała wszystkich ich sojuszników z postawy suwerennej godności i spychała do roli posłusznych rabów, w rodzaju bałtyckich i ukraińskich oddziałów SS. Z tego punktu widzenia nie jest ważne, czy gen. Bór podczas tych rozmów pił herbatę, jak chce prasa bolszewicka, czy jej nie pił. Propozycje niemieckie odrzucił kategorycznie – i słusznie: gdyż w tym położeniu nie przedstawiały one żadnej rzeczywistej korzyści dla Polski. Ale ta kardynalna wolta w stanowisku niemieckim potwierdza w całej rozciągłości fakt, że gdy minął atak prywatnego szału Hitlera, odsłonił się zarys innej drogi, po której mniej więcej potoczyć by się winny wypadki, gdyby Hitler podobnym atakom szału nie podlegał i był w stanie kalkulować. Niewątpliwie przebieg powstania wyglądałby wtedy inaczej.

Naturalnie słowo „gdyby” nie jest w rozważaniach nad wypadkami minionymi słowem popularnym. Nie znaczy to jednak, ażeby dla zdobycia popularności wyzbywać się rozsądku. Cała sprawa powstania zwekslowana jest dziś na jednotorową propagandę i przedstawiana w ten sposób, jakby chodziło o to, że garstka bezbronnych szaleńców rzuciła się w niepoczytalnym stanie podniecenia i patriotyzmu na opancerzonego kolosa i za straty, jakie wywołała skutkiem swej lekkomyślności, powinna ponieść odpowiedzialność. Tak wcale nie było.

Powstanie warszawskie spowodowało potworne straty materialne. Straty te są do powetowania. Nie do powetowania są straty w zabytkach, dziełach sztuki, pomnikach itd. Co się tyczy strat w ludziach, wyglądają one inaczej, niż to przedstawia powszechnie przyjęta wersja. Himmler, ażeby odstraszyć Polaków od prób nowej akcji zbrojnej, oświadczył, że liczba ofiar wynosi ćwierć miliona. Dla tych samych celów bolszewicy podtrzymali tę cyfrę. Z naszej strony próbowano ją nawet wyśrubować do – trzystu tysięcy! Jeden z najznakomitszych polskich statystów wojennych, który był w powstaniu (nie mogę wymienić nazwiska ze względu na jego obecny pobyt w kraju), utrzymywał, że straty Armii Krajowej łącznie z ludnością cywilną w żadnym wypadku nie przekraczają pięćdziesięciu tysięcy.

W świetle tego wszystkiego trudno mówić o „błędzie” gen. Bora, który dał do niego hasło. Zastrzeżenie mogłoby budzić raczej jego obecne stanowisko. Gen. Bór przebywał w Ameryce i kilku krajach Europy i wszędzie, gdzie mówił albo udzielał wywiadów podkreślał, jak to Polacy wspomagali Armię Czerwoną w akcji, a jej dowódców podejmowali w Polsce śniadaniami i bankietami. Trudno zaprzeczyć, że w tradycji przywykliśmy do innych zwyczajów, które zresztą utrzymywane są w większości krajów. Nie zwykło się wrogów podejmować śniadaniami, gdy wkraczają, by odebrać terytorium i niepodległość. Toteż wydaje się, że niejeden cudzoziemiec, mniej zorientowany w subtelnościach politycznych labiryntów Polski, może wyrazić zdziwienie w taki np. sposób: „Skoroście im tak pomagali w opanowaniu własnego kraju i podejmowali śniadaniami na powitanie, dlaczego się skarżycie, że u was pozostali?!”.

Opinie użytkowników

undefined

Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Uwagi i reklamacje kierowane do nas należy kierować na adres: straznik(at)niezalezna.pl Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz “miłości”, ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych. Komunikaty ukazujące się na blogu Morusa są rozwinięciem niniejszego regulaminu.

Polacy sowieckiej wladzy nie chcieli.

Co do liczby ofiar powstania podanych w artykule – jest duże prawdopodobieństwo, że jest dobrze oszacowana.

Do ogólnej liczby ofiar cały czas są wliczane ofiary OBOZU ZAGŁADY (Vernichtungslager) KL Warschau. Sędzia Maria Trzcińska, która prowadziła śledztwo w sprawie KL Warschau oceniała je na ok. 200 tysięcy !!!

Warto przeczytać jej książkę “KL Warschau. Obóz zagłady w centrum Warszawy” – niestety jest to już biały kruk. Ostatnio jednak została wydana książka Aldony Zaorskiej “KL Warschau”, która też dobrze przedstawia fakty (dokumenty Niemieckie, zeznania świadków!!!)

Najważniejsze jest to, że KL Warschau to nie była tylko Gęsiówka tak jak to jest napisane w wikipedii…

– krąg pierwszy – lager na Kole, w forcie Bema
– krąg drugi – 2 lagry w okolicach Dworca Zachodniego (+ komory gazowe w tunelach pod dworcem przez które
codziennie przejeżdżają tysiące samochodów !!!)
– krąg trzeci – 2 lagry w byłym getcie

“mapa Hoessa”, “Plan Pabsta”, “Księga Arolsen” – warto sprawdzić

W głównych mediach cytowany jest Bogumił Kopka, który odrzuca ustalenia Marii Trzcińskiej – twierdzi, że był tylko jeden lager – na Gęsiówce (ocenia liczbę ofiar na ok. 20tys.), ale przy okazji odrzuca zeznania świadków.

prof. dr hab. inż. Włodzimierz Bojarski:

“Z dwudziestu dokumentów, dowodów istnienia komór gazowych i masowej zagłady Polaków w KL Warschau, zamieszczonych w moim referacie (…), książka B. Kopki podaje tylko trzy, a pomija wszystkie pozostałe.”

Nawet IPN w końcu odciął się o treści książki B.Kopki, którą sam wydał…

Braveheart Waleczne serce czyli William Wallace i jego armia, (film Mela Gibsona “Braveheart. Waleczne serce”) uznany zostałby przez Zychowicza za obłędnego dowódcę i skazany. Zresztą wyrok wykonano (zdradzony). Po co Szkotom taki bohater – według zychowiczo-podobnych? A jednak do dzisiaj kręci się o nim filmy stawiające go w dobrym świetle (też w Hollywood) i stawia pomniki. Szkoci nie mają Zychowiczów. Nie wiedzą co tracą… (ironia).

W dniach 21 – 22 lipca 1944 roku wśród niemieckiej administracji w Warszawie wybucha panika. Kto żyw opuszcza stolicę.
24 – 26 lipca 1944 roku zapada decyzja OKW, że Warszawa będzie broniona.
27 – 28 lipca 1944 roku – przez Warszawę przemaszerowywuje słynna Dywizja Pancerna SS „Hermann Goering” a za nią pierwszorzutowe jednostki niemieckiej 9 Armii. Do Warszawy powraca gubernator Ludwig Fischer a wraz z nim cała niemiecka administracja.
31 lipca 1944 roku w godzinach popołudniowych, w/w niemieckie siły rozpoczynają kontratak na sowiecką kolumnę pancerną, okopaną na przedpolach Warszawy. Sowieckim czołgom po ponad tysiąckilometrowym natarciu (od Orszy aż do Warszawy – operacja pk. „Bagration”), brakuje paliwa i amunicji. Ich załogi nie są w stanie podjąć równorzędnej walki z przeważającymi siłami Niemców. Nie są w stanie nawet wycofać swoich czołgów z pola walki.
1 sierpnia 1944 roku w Warszawie było wystarczająco dożo niemieckich żołnierzy i esesmanów, aby atak sił powstańczych na najważniejsze obiekty w stolicy załamał się. Największe straty dobowe, ponieśli powstańcy właśnie pierwszego dnia – zginęło ponad dwa tysiące najlepiej wyszkolonych i uzbrojonych żołnierzy.

Trudno nie zgodzić się, że liczby ofiar podawane przez władze ZSRR i powojennej polski były wyolbrzymione. Ale z dzisiejszej perspektywy widać wyraźnie, że nie służyło to zastraszeniu Polaków, lecz nieproporcjonalnemu (poza wszelkie prawdopodobieństwo) wyolbrzymieniu liczby ofiar zbrodni niemieckich, aby zbrodnie radzieckie stały się przy nich małe i niewinne, możliwe do przedstawienia jako “mniejsze zło”
Przywódcy komunistyczni liczyli się poza tym z koniecznością przeprowadzenia masowych mordów wśród ludności cywilnej krajów Europejskich, a wyolbrzymianie liczby ofiar III Rzeszy pozwalało przerzucić odpowiedzialność i wyjaśnić niezgodności w demograficznej arytmetyce.

Cały artykuł, choć ciekawy pomija jedną kluczową sprawę: otóż w ciągu wojny Polska – początkowo ofiara niemiecko-sowieckiej napaści, przedzierzgnęła się w 1941 roku w sowieckiego kolaboranta (przy czym całkowicie jasne było, jak komuniści sowieccy traktują swoich kolaborantów). Dzięki temu Armia Czerwona wkraczała do Polski jako sprzymierzeniec, a nie okupant. Pozostała na długo, a cena za to była bardzo wysoka.

Co zaś do samego powstania. Po kilku pierwszych dniach, stało się jasne, że o Niemcy postanowili podjąć walkę, i żadna potęga, w szczególności ZSRR nie przeszkodzi im w tym. Wtedy powinna nastąpić kapitulacja. Zwycięstwo było niemożliwe, a otwarcie wrogi stosunek ZSRR do Powstania nie pozostawiał wątpliwości, że jeżeli Niemcy nie stłumią Powstania, to zrobią to komuniści. Tak czy owak cel nie zostanie osiągnięty.

Dziś oczywiście wiemy więcej, znamy historię Węgier z 1956 roku, gdzie ZSRR zupełnie nie zajmowało się kwestiami legalności, zamiast tego postawiło na siłę propagandy. Radziecka agentura od lat 30-tych dominowała w światowych mediach, i oddała nieocenione przysługi już w czasie hiszpańskiej wojny domowej. W 1956 roku prasa zachodnia ukazywała Powstanie Węgierskie jako bunt “zoologicznych antykomunistów” o faszystowskiej proweniencji, którzy biednych żydowskich działaczy wieszają na latarniach.

Pan zapomina o najważniejszej okoliczności: AK w tym czasie nie miała praw wojennych, była uznawana przez dowództwo niemieckie za bandytów, ergo; jedyna mozliwośc – kara smierci dla buntowników. Ich liczba nie miała znaczenia. Walki przedłużały się właśnie dlatego, że Bór negocjował status walczących. Tylko dlatego duża część poszla do niewoli, a nie zostala rozstrzelana na miejscu. Do tego momentu każdy schwytany żołnierz był mordowany, podobnie ranni oraz ludność cywilna (Wola, Ochota). Zostawmy demagogię, myślmy o tym, do czego wykorzystać obecnie tamten zryw i tamtą ofiarę.

Henryk Elzenberg

War­tość wal­ki nie tkwi w szan­sach zwy­cięstwa spra­wy, w imię której się ją podjęło, ale w war­tościach tej sprawy.

Bardzo zawiła sentencja. Facet chyba nie był mocny w języku polskim. Lud mówi o takim sposobie wyrażania myśli, że jest to sięganie do lewego ucha przez prawe ramie.
PS. Czy prof. Marek Elzeberg i Henryk Elzeberg, wspomniani powyżej są braćmi? Z różnych ojców?

Ogromna wypowiedż o Powstaniu, to wypowiedzi w ZŁEJ WIERZE , oparte na świadomym kłamstwie , albo wypowiedzi IGNORANTÓW . Polecam – wypowiedż uczestnika Powstania , sędziwego , lecz absolutnie intelektualnie sprawnego profesora WITOLDA KIEŻUNA !

Rosjanie zawsze bali się i boją się Polaków jako wiecznych powstańców. Powstanie Warszawskie jeszcze raz im uświadomiło, że ten naród nie podda się tak łatwo woli obcego najeźdźcy, dlatego musieli wymyśleć mix komunonarodowy, z zachowaniem pewnych elementów, które nawet w innych demoludach ( a co dopiero republikach sowieckich ) nie istniały jak drobna własność rolna czy Kościół Katolicki. Przy realizacji tej koncepcji wykluczona była pełna sowietyzacja, konieczna przy 17-stej republice. Także dzięki Bohaterskim Powstańcom Warszawskim prztrwali idywidualni rolnicy, drobne prywatne rzemiosło oraz, przede wszystkim, Kościół Katolicki. Przterwała nasza flaga, hymn a orzełka nam tylko nieznacznie zmienili. No i przede wyszystkim rosyjski nie stał się językiem wykładowym w szkołach. A z profesora Iwanowa, niestety, wychodzi Wielkorus. Natomiast zatrzymanie Stalina kilka miesięcy na linii Wisły miało taki skutek, że Sowieci doszli tylko do Berlina, a nie Atlantyku, co miało kolosalne znaczenie na przyszłość.

Józef Szczepański

Czerwona zaraza

Czekamy ciebie, czerwona zarazo,
byś wybawiła nas od czarnej śmierci,
byś nam Kraj przedtem rozdarłwszy na ćwierci,
była zbawieniem witanym z odrazą.

Czekamy ciebie, ty potęgo tłumu
zbydlęciałego pod twych rządów knutem
czekamy ciebie, byś nas zgniotła butem
swego zalewu i haseł poszumu.

Czekamy ciebie, ty odwieczny wrogu,
morderco krwawy tłumu naszych braci,
czekamy ciebie, nie żeby zapłacić,
lecz chlebem witać na rodzinnym progu.

Żebyś ty wiedział nienawistny zbawco,
jakiej ci śmierci życzymy w podzięce
i jak bezsilnie zaciskamy ręce
pomocy prosząc, podstępny oprawco.

Żebyś ty wiedział dziadów naszych kacie,
sybirskich więzień ponura legendo,
jak twoją dobroć wszyscy kląć tu będą,
wszyscy Słowianie, wszyscy twoi bracia

Żebyś ty wiedział, jak to strasznie boli
nas, dzieci Wielkiej, Niepodległej, Świętej
skuwać w kajdany łaski twej przeklętej,
cuchnącej jarzmem wiekowej niewoli.

Legła twa armia zwycięska, czerwona
u stóp łun jasnych płonącej Warszawy
i scierwią duszę syci bólem krwawym
garstki szaleńców, co na gruzach kona.

Miesiąc już mija od Powstania chwili,
łudzisz nas dział swoich łomotem,
wiedząc, jak znowu będzie strasznie potem
powiedzieć sobie, że z nas znów zakpili.

Czekamy ciebie, nie dla nas, żołnierzy,
dla naszych rannych – mamy ich tysiące,
i dzieci są tu i matki karmiące,
i po piwnicach zaraza się szerzy.

Czekamy ciebie – ty zwlekasz i zwlekasz,
ty się nas boisz, i my wiemy o tym.
Chcesz, byśmy legli tu wszyscy pokotem,
naszej zagłady pod Warszawą czekasz.

Nic nam nie robisz – masz prawo wybierać,
możesz nam pomóc, możesz nas wybawić
lub czekać dalej i śmierci zostawić…
śmierć nie jest straszna, umiemy umierać.

Ale wiedz o tym, że z naszej mogiły
Nowa się Polska – zwycięska narodzi.
I po tej ziemi ty nie będziesz chodzić
czerwony władco rozbestwionej siły.

jedyna moja uwaga do Powstania Warszawskiego było pozostawienie ludności w mieście, może powstanie powinno uwzgledniać ewakuacje starszych, kobiet i dzieci. Nie wiem tylko czy taka akcja mogla byc przeprowadzona nie zylam w tych czasach. Poza tym koncepcja kilkudnowego powstania była koncepcją opatą na wspołpracy miedzynarodowej i poległa w gruzach w oparciu o Wielka Zdrade. Inna sprawą bya obecność wojsk węgierskich w Warszawie i ich brak zaangażowania w wolność europy. Tutaj jednak zgadzam sie z opinią powstańca Mariana Augustyniaka (r 1925) że należało Wegrów rozbroic. Nie wiem na co liczono. Zgubiła AK współpraca z organizacjami komunistycznymi, ktorych kierownictwo współpracowało z hitlerowcami i sowietami oraz przesyłało wszystkie dane osobowe ą jakie wpadły w ich ręce. Praktycznie od zamachu m ajowego zawsze jeszcze mozemy stanac przeciwko sobie. Mój Tato zawsze powtarzał że żona w. gomołki wydała najwieksza ilość ą-owcow jaka była tylko mozliwa, nikt tylu nie potrafił. Zdrada wiec na każdym kroku i Polska pozostawiona samotnie na dorzynki. Straty poniesione w tej bitwie narodowej byly przeolbrzymie, ale pamietajmy że w innych miejscach w piecach krematoryjnych ginelo codziennie tysiace niewinnych ludzi, palonych pozniej w piecach krematoryjnych Śladu po nich nie ma. Powstanie w Getcie, szkoda ze tak pózno czy tak wcześniej pokazalo plany niemieckie na tereny polskie. Tam zaczeli walczyc policjanci wpierw wysyłajac swoja ludność do krematoriow—–tego nikt nie krytykuje. Tutaj miasto bylo systematyczne mordowane przez 4 lata, do powstania zamordowano juz 500 tysiecy ludności jedna trzecią, codzienne łapanki i rozstrzelania systematycznie zabijały miasto—najlepszych, najsilniejszych i najłabszych. Miasto było mordowane. hitler sprowadził do Warszawy najgorsze oddziaLy miedzynarodowych zwyrodnialców i bandziorów i za mord nikt tak naprawdę nie został ukarany. Być moze Grot zamordowany byłby lepszym dowodcą na Warszawę niż Bór-Komorowski ponieważ znał to miasto, no więc został zdradzony, wywieziony i zamordowany w obozie. Zdrada była definitywna i powinien sie prawdopodobnieodbyć miedzynarodowy proces o tej zdradzie. Być może można było dalej walczyć gdyby nie ludność. Tutaj Bór-Komorowski wykazał sie wielkim rozsadkiem podpisując kapitulację. On świetnie zdawał sobie sprawe w co został wpakowany. Walcząca Warszawa była całkowicie usidlona ze wszystkich stron ale walczyła. Dzieki ci Warszawo za to że nie poszłaś do gazu tylko walczyłaś. dzieki temu Polska jeszcze żyje. ani hitlerowcy ani sowieci nie dbali o ludność Warszawy, armia czerwona przeceiz mogła postarać się o pezejście ludności na druga stronę Wisły. Xchodziło o to aby nas wybić. I NIE WYBITO, WARSZAWA JEST I BĘDZIE.

Niech będzie. Byleby nie była stolicą.

spotkanie z prof. Iwanowem – Rosjaninem, który opisał powstanie warszawskie na podstawie dokumentów moskiewskich:

Powstanie warszawskie, według prof. Iwanowa, nic by nie zmieniło w stosunkach polsko-sowieckich po wojnie. Decyzja o sowietyzacji Polski która podjął Stalin już zapadła, ci co zginęli w powstaniu i tak zginęliby prawdopodobnie po wojnie, jak i inni żołnierze wyklęci. Interesujące pytanie jest o udział żołdaków, którzy brali udział w natarciu na Warszawę w 1920 r., w późniejszym zgrupowaniu wojsk sowieckich czekających na upadek Warszawy po powstaniu warszawskim.

mówi tez o obecnej sytuacji na Ukrainie…

http://www.pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=5597

Stalin mógł nam zrobić republikę sowiecką full wypas. M.in. Powstańcy Warszawscy przed tym go powtrzymali.

Dzięki za ten artykuł!
Głos człowieka , który z autopsji ocenia to o czym spora z nas wie z historii.
Miałem to szczęście , że mieszkałem z Powstańcem Warszawskim w jednym bloku.
On miał dzieci , z którymi się przyjaźniłem, dzięki temu była sposobność na niejedną rozmowę.
Oczywistym , że nowy okupant( soviet) podpuszczał..
Zdaje się, że linia Wisły była negocjowana jako -granica wpływów.
To by tłumaczyło wiele spraw..
Inną sprawą jest podstawa aliantów..nie do końca “po naszej myśli”..
Byliśmy III-cią armią aliancką.
Mówi się : – Polacy uratowali Londyn , Anglię..
ale, w paradzie zwycięstwa w tymże wolnym Londynie -zabronili wziąć udziału , nam Polakom!
Belgia , Holandia..myśmy ich, gen Maczkiem i nie tylko -wyzwalali!
Włochy..Francja…ale i Niemcy…
Tak , tak – Niemcy..bowiem , ci głoszą do tej pory, że alianci – ich wyzwolili, od Hitlera..
Zatem; MYŚMY ich też -WYZWALALI !!
Oto NARÓD-POLSKA..
zapragnęła być u siebie , być WOLNĄ>..
I to był “błąd” -jak ośmielają się mówić niektórzy..Wolność dla Polski – jest błędem ..tak twierdzą..

To mi przypomina GAZ ŁUPKOWY , ropę z łupków..
która JEST !!! ale , gazrura i inne “uwikłania międzynarodowe” robią -, że- jej nie ma!!!!
Jest ale ZAGRANICA bliska i daleka – NIE POZWALA..
Naród który chce i ZASŁUŻYŁ SOBIE -aby być u siebie..

Oto Komorowski..na temat Powstania Warszawskiego:parafrazą..
“Myśmy Komorowskie – Borem Komorowskim w Powstaniu udział brali”..
głosi ten “hrabia” z NKWD i *członek*- solidarności..
I dodaje ..”Tak ! Tak ! NALEŻY SIĘ SPIERAĆ(!!!!) o powstanie”..
“Należy, dyskutować i spory będą zapewne trwać długo””..-tak mówi Nie wierzycie – posłuchajcie..
A śp Lech Kaczyński -wybudował muzeum Powstania Warszawskiego..
Jest różnica, pomiędzy: zachęcaniem do SPORÓW /dziel i rządź/..a konkretem w postaci
wspanialej placówki..
Oto RÓŻNICA , nie jedyna..której, tak szukano /gdzie zysk? gdzie zmiana?/ po tragedii Smoleńskiej..
Coś to robi…
Narracja komunistyczna na temat Powstania Warszawskiego , jest przez OBECNĄ władzę -kontynuowana..
ONI, z obrzydzeniem podali, że; Senat USA uczcił wysiłek Powstańców , jak za komuny..
Z WIELKIM OBRZYDZENIEM…to podali..i po czasie . Rezolucja była podjęta PRZED uroczystościami..
Jak władza OKUPACYJNA..co to; boi się oświecić okupowany naród!!!

Młodzież spiera się z Zychowiczem: https://www.youtube.com/watch?v=hRsUY1U9HBA

Niemcy i Rosjanie maja to w genach od setek lat. Nawet jak sa wrogami beda dzialac preciwko Polakom. Jak sie dogaduja, byt panstwowosci polskiej jest w smiertelnym niebezpieczenstwie.

Cytat: “podobnie jak w r. 1939, odnowił się antypolski pakt sowiecko-niemiecki, nie pisany wprawdzie i nie podpisany, ale niemniej namacalny, a bardziej krwawy.”
——
Militarnie nic nie przemawialo za powrotem Niemcow i zwiazaniem sie w walce z powstancami, niszczeniem Warszzawy i mordowaniem i wysiedleniem ludnosci cywilnej. Nietknieta AK w Warszawie mogla stanac na drodze sowietom i dac troche oddechu wojskom niemieckim na wschodnum froncie. Nikt nie przewidzial stopnia nienawisci Niemcow do Polakow.

Józef „Cat” Mackiewicz nie miał dostępu do Komendy Głównej AK, a tym samym do danych operacyjno – rozpoznawczych. Niemcy postanowili bronić Warszawę nie po wybuchu powstania, tylko przed jego wybuchem – 27 sierpnia 1944 roku zaczęła swój przemarsz przez Warszawę Dywizja Pancerna SS „Hermann Goering”. Za nią podążały jednostki 9 Armii Wehrmachtu. Kontratak w/w sił niemieckich na przedpolach Wołomina, rozpoczął się późnym popołudniem 31 lipca 1944 roku. W międzyczasie – w dniach od 27 do 30 lipca – powróciła do Warszawy niemiecka administracja cywilna, z gubernatorem Ludwigiem Fischerem na czele. Wbrew temu co pisze Mackiewicz, Niemcy utrzymali w Warszawie – mimo gwałtownych ataków sił powstańczych – wszystkie strategiczne obiekty, a zwłaszcza dworce kolejowe – mosty, które zaminowali.
Błąd „Bora” polegał właśnie na tym, że nie poczekał na meldunek z rozpoznania, który przywiózł ze sobą płk Bokszczanin. Meldunek ten dotyczył wspomnianego niemieckiego przeciwuderzenia w rejonie Wołomina. Oznaczało to ni mniej nie więcej, że Sowieci nie będą zdolni przyjść powstańcom z natychmiastową (do maksymalnie trzech dni) pomocą. Zresztą nie zamierzali oni (Sowieci) atakować Warszawy od czoła. Na Wiśle utworzyli dwa przyczółki: pod Puławami i warecko – magnuszewski. Zamierzali okrążyć Warszawę od południa – co zresztą zrobili w dniu 15 stycznia 1945 roku. Dwa dni później Niemcy w obawie przed okrążeniem, opuścili „Festung Warschau”. To właśnie 15 stycznia 1945 roku powinno wybuchnąć powstanie. Tak jak zakładał to plan „Burza”: atakowanie tylnych oddziałów straży tylnej. Niestety: 1 sierpnia 1945 roku słabo uzbrojeni powstańcy, zaatakowali pierwszorzutowe oddziały Wehrmachtu. Na tym polegał błąd „Bora”.

Jak można pomylić Stanisława Cata Mackiewicza z jego młodszym bratem Józefem Mackiewiczem ?! I coś źle z datami.
Co do reszty, to takie dyskusje nie mają sensu. Lepiej warto poczytać na ten temat prace różnych autorów mających różne i dobrze gdy odmienne zdania i samemu wyrobić sobie osąd. Na tej liście dorobek Józefa Mackiewicza dotyczący Powstania Warszawskiego jest nie tyle mizerny, co zwyczajnie całkiem sprzeczny z faktami. Nie ma sensu tego ciągnąć.
Bohaterstwo szeregowych żołnierzy było gigantyczne, ale samobójcze, gdyby przeżyli bylibyśmy dziś wolni. Dowodzenie fatalne, żeby wspomnieć wywózkę broni z Warszawy tuż przed wybuchem powstania, a potem błagalne monity do Londynu o zrzuty broni, czy np. fakt, że bardzo dużo skrytek z bronią w ogóle nawet nie otwarto. Rozpoznanie też było fatalne, odmowna odpowiedź na niemiecką propozycję o czasowym rozejmie, potworne straty na wstępie, a następnie przejście do rozpaczliwej obrony, itp. Naiwna wiara, że Rosjanie pomogą w sytuacji wiedzy, jak „pomogli” we Lwowie i Wilnie, to jest jakaś samobójcza paranoja.
Wydaje się, że podobnie, jak to było z wieloma wcześniejszymi awanturami powstaniowymi, nie licząc zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego 1918, szło po prostu o sprowokowanie Polaków do możliwie jak największego wykrwawienia i samobójstwa.
Nawiasem mówiąc istnieją wiarygodne dokumenty, że Niemcy usiłowali sprowokować również powstanie w Krakowie, ale na szczęście im się nie udało. Zwolennicy Powstania Warszawskiego powinni się tym kolosalnie martwić, bo co prawda zginęło by jeszcze następne z pół miliona Polaków i zburzyli by również wszystkie zabytki krakowskie i całą zabudowę miejską krakowską, ale za to byłoby “patriotycznie”, no i “byśmy im wszystkim pokazali”!!
Wrogowie Polski działają bowiem zawsze zgodnie z zaleceniem Fryderyka Nietzschego: “Najlepszą bronią przeciwko wrogowi jest inny wróg”. A Polacy zawsze dają się na to ciągle nabierać, wchodzą do wojny jako pierwsi zamiast w ostateczności na końcu i jeszcze z tej najgłupszej prędkości są dumni, najczęściej nieprzygotowani zupełnie, licząc na prowizorkę, że “jakoś to będzie”, potem już tylko pozostaje “honorowe trzaśniecie drzwiami” i następnie kolejny raz odgrywanie roli ofiary losu, sławienie porażek i stawianie pomników poległym bohaterom, często dzieciakom. Tym, którzy co rusz żądają daniny polskiej patriotycznej krwi w beznadziejnej walce skazanej od początku na porażkę, radzę: zawsze zaczynajcie Waszmościowie od samych siebie! Polakom zaś dajcie szansę wreszcie „odkuć się” i okrzepnąć i przestańcie prowokować do samobójstw.

Mało znany…
Ciekawe dlaczego?

Relacja z obchodów 70 Rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego – Powązki Wojskowe

Udział w Powstaniu wspomina i opowiada na Powązkach po uroczystościach, Ireneusz Marek Rudnicki z Batalionu “Kiliński”

oraz Wojciech Górski “Nałęcz”

Jeszcze wczoraj większość z aktywnych na tym forum krzykaczy wylewając kubły pomyj na krytyków powstania, m.in. prof. Cenckiewicza (jeśli Cenckiewicz to agent, to waszym bohaterem jest Bolek), a zarazem – zacytuję za Cenckiewiczem – na bohaterów Powstania, takich jak Stanisława Kuszelewska, Janusz Bokszczanin, Janusz Zawodny, Jan M. Ciechanowski, ks. Józef Warszawski czy matka Ewy Matuszewskiej – argumentowała, że nie było innego wyjścia, bo Niemcy zmusiliby do kopania rowów 100 000 Warszawiaków.

Rację ma też prof. Andrzej Nowak. Powstanie Warszawskie jeszcze się nie zakończyło. Ciągle walczymy o niepodległość między dwoma napierającymi imperiami. Można dopowiedzieć, że ofiary, choć nie masowe, ciągle się zdarzają, a i kraj podlega zniszczeniu. Przecież w całej Europie nie ma tak masowej zarobkowej emigracji!!!! Co to jest??? W połączeniu z zapaścią demograficzną kolejna wielka klęska.

mnie zaskoczyly slowa Czlowieka z lopata: “obiecywali wyzywienie i zaplate”…….jakze swojsko te slowa brzmia dzis, 70 lat po Tamtych Dniach !!!!!!

A macie pozwolenie na cytowanie tekstów Mackiewicza? Bo zdaje się że cały jego dorobek wraz z prawami autorskimi przejęła sitwa A. Michnika?

UWAGA
Rosyjskie trolle boja sie ze Polacy moga dostac do rak bron.
http://wiadomosci.wp.pl/sort,9,kat,1356,title,Zblakana-kula-trafila-3-latke-podczas-zabawy-Dziecko-zmarlo,wid,16794540,wiadomosc.html#opinie

Popatrzcie na komentarze pod artykulem. Robia wszystko zeby przerobic Polakow, ze bron jest zla. Udaja Polakow, ze niby Polacy nie chca broni skw_syny jedne.

Nie wierze ze WP nie bierze w tym udzialu, te sukinkoty caly czas pomagaja mieszac w Polsce!!!

NIE DAJCIE SIE ZROBIC W KONIA!!!

Statystycznie wiecej sob ginie w wypadkach samochodowych niz z powodu uzycia broni.
To nie oznacza, ze trzeba wszystkim zabrac samochody , albo im ich nie dawac.

Bron = Demokracja = Niepodleglosc

male pytanko,mieszkam za granica,ile kosztuje w kiosku w polsce ,gazeta polska?

niech ten dureń, pożyteczny idiota i nieuk _ Zychowicz – historyk okrągłostołowy przeczyta

By piotrbein

https://piotrbein.net/about-me-o-mnie/