Powstanie Warszawskie: “Walczyli, na Boga, lepiej niż my” – list porucznika Wehrmachtu

Andrzej Szubert: Może i niezła jak na 1947 ale nieprawdziwa. Niemcy nie wycofywali się z Warszawy! Linia Wisła miała być zaporą przed Armią Czerwoną. A Warszawa była najważniejszym w tych planach węzłem komunikacyjnym. Owszem – przewalały się przez Warszawę hordy Wehrmachtu, ale stały garnizon pozostał nienaruszony. Liczenie na to, że Niemcy oddadzą Warszawę w ręce AK, aby ta przejęła stolicę przed nadejściem ACZ było szaleństwem kosztującym życie 200 tys. ludzi. I zniszeniem ponad milionowego miasta. Powstanie miałoby szansę jedynie na “Pradze” (prawobrzeżna Warszawa)  którą Niemcy opuszczali. Natomiast nie mogli oddać Warszawy na lewym brzegu, gdzie szykowali się do powstrzymania  marszu ACZ na zachód. A powstanie wybuchło właśnie po tej “niemieckiej” stronie.
Oddziałów AK, które opuszczały “honorowo” Warszawą po kapitulacji niewiele było. I wszystkie wybite w 90 %. Czy dla tego “honoru” warto było poświęcić dwieście tysięcy innych ludzi?
Ponadto Mackiewicz ani słowem nie wspomniał o rozbrojeniu warszawskiej AK przed wybuchem powstania. W takiej sytuacji wydanie rozkazu wybuchu powstania było zbrodnią przeciwko Warszawiakom i narodowi. A o tym tamten nic nie napisał.

PB: czemu tak surowo oceniłeś niezłą jak na rok 1947 analizę PW?

Andrzej Szubert: Ten tekst to koszmarne żydo-pisdzielskie antypolskie brednie.
Tragiczne rocznice…
Samobójczy patriotyzm
http://polishgazette.com/?p=1524629

………………………………………….

Powstanie Warszawskie – list porucznika Wehrmachtu

“Walczyli, na Boga, lepiej niż my”:
https://www.youtube.com/watch?v=7g4Mk4ltioE&list=PL7Ya_z08dGHn4nWbyw0q9Ttf8Mmz1kM_K&index=13

Opublikowany 30.07.2013

http://www.youtube.com/playlist?list=… — “Walczyli, na Boga, lepiej niż my”: POWSTANIE WARSZAWSKIE — Peter Stölten, 22-letni porucznik Wehrmachtu, Listy — przez prawie całe Powstanie pisał listy do rodziny i narzeczonej. Nie ukrywał w nich swego uznania dla walczących Polaków ani krytycyzmu wobec działań SS. Przez kilkadziesiąt lat listy były nieznane.

Na listy Stöltena przypadkiem natrafiła podczas studiów niemiecka historyczka Astrid Irrgang i opublikowała je w swojej pracy doktorskiej. później książce “Leutnant der Wehrmacht Peter Stölten in seinen Feldpostbriefen”

Z nie do końca zniszczonych budynków zabiera się to, co najpiękniejsze, rzeźby, sofy, gobeliny. Wkrótce wszystko spłonie. Już teraz wszystko jest zdemolowane. Grzęźnie się po kolana w domowych sprzętach, śmieciach, skorupach naczyń i brudzie! Niewyobrażalne, wstrząsające spustoszenie. Tak, tak, nosiciele kultury europejskiej. Już oni coś wyniosą! Często widziałem tu mieszkania o wysokim standardzie i piękne, nowoczesne meble. Wydaje się, że małe, przede wszystkim słowiańskie narody mają w tym kierunku pewien szczególny zmysł. Może to znak ich wielkiej przyszłości? Niemcy oczywiście nie potrafią im dotrzymać kroku, podobnie jak stara i całkiem zakurzona Francja. Policja puszcza z dymem ostatnie nienaruszone kamienice. O SS nie chcę pisać. To zbieranina ludzi na specjalnych prawach. (…) Którejś nocy zachodzę do lazaretu, by nawiązać łączność z kompanią SS. Capi tam strasznie, a w izbie, w której nocuje dowódca kompanii i 20 żołnierzy SS, jeden z nich stoi w kącie i leje. Tuż przy drzwiach drugi „znosi jajko”. Złożyłem raport z zajścia dowódcy batalionu SS. Ten odpowiedział: „W dupie to mam, niech sobie nawet szczają do oczu!”.
(List do rodziców, 16 września 1944)

Dziś przedzierałem się i czołgałem wzdłuż Wisły, docierając do naszych przednich linii. Obrazy, które trudno zapomnieć. Wśród ruin domów na odcinku operacyjnym jednej kompanii na jednego zabitego żołnierza przypadało dziesięć trupów mieszkańców, mężczyzn i kobiet. Cuchnące, pokurczone zwłoki. Ze zgliszcz i ruin zionął nieprawdopodobny odór. Jak taki Bosch przeniósłby na płótno swoje fantazje z piekła rodem, gdyby mu przyszło zobaczyć ten widok?
(List do narzeczonej, 23 września 1944)

W stojących jeszcze kamienicach brnie się po zdemolowanych mieszkaniach niczym w błocie po kolana. Wszystko zostało bezsensownie zniszczone i szczęka pod stopami. Pomimo zgliszcz jednak można zobaczyć, jak żyli tu ludzie, a po rozrzuconych wyrobach rzemieślniczych i dziełach sztuki — ich wysoką kulturę osobistą. Ale nic tak nie chwyta za serce jak porzucona fotografia dziecka o blond włosach, z loczkami. Daj Boże, by nic mu się nie przytrafiło, wyrwało się równocześnie z ust moich i stojącego obok mnie porucznika.
(Z listu do siostry, 24 września)

Warszawa z całą ostrością pokazuje przede wszystkim prawdziwe oblicze wojny (…). Do widoku ciał mężczyzn jestem przyzwyczajony, już od dawna są częścią naturalnego porządku. Ale kiedy w rozerwanych szczątkach kobiet
widzi się kwitnące niegdyś wdzięki i zupełnie inne, pełne miłości, beztroskie życie albo kiedy widzi się dzieci, których niewinność obdarzam — bez względu na język, jakim się posługują — najsilniejszą miłością, nawet w tych koszmarnych czasach. (…)
Pisząc do ojca, wspomniałem o dziewczynie, o której się mówiło w naszej kompanii. Nigdy jej nie widziałem, znam ją jednak z opowiadań, a ponieważ w mojej pamięci pozostały niezapomniane ramy, tło, otoczenie innych wydarzeń, mógłbym z pewnością nazwać to moim najpiękniejszym przeżyciem („piękny” jest oczywiście wątpliwym określeniem, lepiej powiedzieć głębokim przeżyciem, inaczej pod pojęciem „piękny” rozumie się coś wstrząsającego). Kiedy zdobywano bank emisyjny, od wielu dni sztukasy, działa przeciwlotnicze, moździerze, gazy zapalające używane były do zdobywania tego jednego budynku. Kiedy szereg działek szturmowych z lufami na wysokości piersi człowieka podjechał pod same piwnice, większa część ludności cywilnej poddała się. Wychodzili ze śladami gruzu i przeżywanego bez przerwy strachu. Pełzali po ziemi wśród gwizdu granatów nad ich głowami, błysku strzałów i huku działek szturmowych, skamląc jak opętani. Ta dziewczyna stała wyprostowana ze spokojnym, poważnym wyrazem twarzy, lekko tylko kiwając głową nad tym szalonym zachowaniem wywołanym strachem o życie znajomych i obcych. Stała w ogniu, w obłąkaniu, nietknięta.
(List do narzeczonej, 28 września 1944).

— Porucznik Peter Stölten zginął pod Olsztynem 5 miesięcy po PW…

By piotrbein

https://piotrbein.net/about-me-o-mnie/