Opowieść Wigilijna

Wiesława (Vismaya): Największą naszą zdolnością uzdrawiania, reperowania świata jest nasze współczucie, którego nie można podrobić … ani kupić za żadne pieniądze… czasami tylko nasza myśl, ale płynąca prosto z czystego serca czyni cud… taka modlitwa w kilku słowach, nie trzeba tu leżeć godzinami pod ołtarzem w kościele… pamiętam, miałam takiego pacjenta … guz mózgu około 8 cm … był po jednej operacji, ale guz rósł jeszcze intensywniej  …. pacjent był już w agonii po wszystkich cudownych zabiegach klinicznych, lekarze wezwali rodzinę aby go pożegnała… on już był od kilku dni nieprzytomny.

Owszem kładłam na nim ręce, podawałam energię … ale wprzódy zanim to zrobiłam poprosiłam koleżankę, która wiem, że ma serce jakiego bym życzyła wszystkim ludziom … i poprosiłam ją  abyśmy wspólnie pomodliły się za tego człowieka …. i zrobiłyśmy to tak od serca, swoimi słowami… aż obie popłakałyśmy się ….
ale pacjent nie ożył, dalej leżał na marach, ale też nie umierał … coś go jednak trzymało przy życiu… a ja  dalej kładłam na nim swoje ręce … ku mojemu zdziwieniu w pewnym momencie złapał moją rękę i mocno trzymał, zaczął coś majaczyć … i znowu wpadł w swój kanał …. 2 dni później zabrano go do hospicjum aby tam skończył życie … a ten zrobił wszystkim wielką niespodziankę …. 3 godziny później odzyskał przytomność … leżał jeszcze 3 m-ce w hospicjum, bo lekarze nadal sądzili, że to tylko taki duszy kaprys przed odejściem …. ale kiedy stwierdzili, że tam nie ma guza w mózgu wywalili go do domu.  A co w tym wszystkim było najzabawniejsze, parę m-cy wcześniej kiedy usuwano pierwotnego guza usunięto również miejsce w mózgu, które było odpowiedzialne za jego chodzenie … wg lekarzy miał być już na wózku inwalidzkim do końca życia,  …. a on stanął na nogi i poszedł na spacer.
Jak widać człowiek jest większą tajemnicą niż my myślimy.
Toteż w naszym życiu oprócz powietrza, wody i chleba potrzeba jest więcej wiary.

Andrzej Szubert: Piotrek, nie chciałem Ciebie zdołować i nie uważam Ciebie za duchowego kalekę. Owszem, najpierw zareagowałeś pochopnie i bez przemyślenia tak a nie inaczej. Ale potem przemyślałeś i zrozumiałeś. A tego kaleka duchowy by nie potrafił. Szczodrych Godów i Pogodnych Świąt.

PB: Andrzej, masz rację… Co ja kaleka duchowy wiem o tym. To nie usprawiedliwienie, ale prymitywnie myślałem o spektakularnych uzdrowicielach takich jak Wiesia.

Michale, wybacz proszę, jeśli zrobiłem Ci przykrość. Ujęcie ręki potrzebującego, kładzenie rąk na kimś — to jest uzdrawiające, odnawiające energię życia… choćby tycio od jednej osoby, lecz dawane przez wiele osób przez cały dzień — dobre słowo tu, uśmiech tam, wyciągnięta ręka, gdy upadłem na rowerze — akumuluje się w dobry owoc od Stwórcy.
Michał. Twój podarek świąteczny zaowocował niespodzianie, dzięki Ci za to… a Andrzejowi — za bakcyl do refleksji. Wrzucam na blogi.
Szczodrych Godów i Wesołych Świąt (które częściowo wywodzą się z tych pierwszych)! — Piotr Bein

Andrzej Szubert: A ja nie traktuję opowieści Michała jako żart. Uważam jedynie takie przeżycia za tak osobiste, wręcz intymne, że wiedzę o nich powinno zabierać się ze sobą w zaświaty, do Nawii.

Mam natomiast zastrzeżenia do nazwy “opowieść wigilijna”.

Panie Michale, tytuł kojarzyć się będzie katolactfu z ichnim katolickim świętem, przywłaszczonym zresztą i treścią i datą od pogan. Szczodre Gody to odrodzenie czy kolejne coroczne narodziny Słońca – Swarożyca, boskiego syna Swaroga.

Kult świętych jest żenującą podróbą kultu niższych istot/bytów duchowych znanych w kosmogonii pogan – tych wszystkich duszek i nimf. Ponadto ma u owieczek kreować pożądaną postawę – “pobożność”, “bogobojność”, ślepą wiarę w orzeczenia wierchuszki o tym kto jest a kto nie jest “świętym” i posłuszeństwo.

Na marginesie – termin “bogobojny” używany jest pod adresem ludzi szczególnie gorliwie wierzących. Zdradza on jednak istotę instytucjonalnego krystowierstwa – bogobojny czyli bojący się boga. Nasi pogańscy bogowie nie byli takimi, których należy się bać A krystowierczego boga-ojca i jego syna bać trzeba się rzeczywiście – bo ciągle grozili karami, dopustami i wiekuistym potępieniem. Nawet w jewangeliach jest cała masa takich gróźb. Podaję przykłady:

Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła.

Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.
 

Tych “bogów”, jeśli w nich i w wymysły o piekle się wierzy, rzeczywiście bać się należy…

2017-12-23 15:48 GMT+01:00 Piotr Bein:

Twierdzenie o uzdrowieniu przez Michała traktuję jako żart.
Połączenie w artykule z przymiarką Wyszyńskiego do beatyfikacji jest nie na miejscu, gdyż nie ma porównania w działalności.
W prawosławiu jest trudniej o beatyfikację, zdaje mi się. Uzdrawianie nie wystarczy. Po pierwsze odkrywa się zwłoki po x latach — jeśli są wonne i nierozłożone, wszczyna się “dochodzenie”, w którym powołana komisja duchownych bada b. działalność delikwenta. To ostatnie roztrząsanie decyduje o świętości lub nie, bez wzgl. na stan zwłok po latach.
Co do uzdrawiania, trudno powiedzieć, czy Michał przywrócił do życia babcię Mirkę. Czy ma na koncie więcej przypadków i bardziej przekonywujących? Niech się porówna z Wieśką z Dąbrowskich (Vismaya) w Vancouver, która od lat przywraca do życia przypadki odfajkowane na śmierć przez rockefellerowski medyczny establiszment.
Co do anioła stróża. Każdy ma — popatrzmy na jazdę w ruchu drogowym lub chodzenie po mieście. Nie wiemy o większości pułapek, zagrożeń, które uniknęliśmy: mogła osunąć się obudowa głębokiego wykopu w chwili gdy przechodziliśmy obok, z dachu mogła spaść na głowę blacha czy kawał tynku… Auto z zasłabłym kierowcą mogło walnąć prosto w nas…
We wrześniu przechodziłem przez przełęcz w Pirenejach. Nagle rozszalała się burza gradowa z piorunami. Mógł jeden trzasnąć we mnie, po drodze były tylko nieliczne większe drzewa, które przyciągnęłyby piorun. Jeden walnął tak blisko, że nie zdążyłem zacząć liczyć czasu od błysku. Gdyby był jakiś szałas i skryłbym się w nim, piorun mógł trzasnąć w moją kryjówkę.
Nieszczęśliwe wypadki zdarzają się wtedy, gdy nasz anioł stróż “zagapi się”. Większość katolików modli się do anioła stróża swego. A niektórzy mimo to ulegają wypadkom.
Lata temu autobus otarł się o mego volkswagena na zakręcie. Noc, dzicz kanadyjska, ciemno jak u murzyna. Mógł uderzyć bardziej czołowo, albo obkręcić mój wóz do rowu czy na drzewo. Stanąłem jak ślepa krowa na środku drogi na zakręcie dość ostrym… światła zepsute uderzeniem, nadjeżdżające pojazdy mogły dokończyć zniszczenia.  A jednak udało mi się zepchać auto na pobocze, poodginać błotniki, naprawić światła i dojechać kilkadziesiąt km na policję.
Kierowca-idota zmusił kolegę do zjechania na pobocze przy pełnej szybkości… patrzy przed nim masywny znak drogowy stojący na bramce — przejechał równioutko między słupami o rozstawie nieco większym od szer. jego gabloty.
W okolicy kilka lat temu ukończono dom starców, położono chodniki, trawniki, ładne zjazdy dla wózków inwalidzkich… jeden prosto z wyjścia w dół na chodnik przy ruchliwym skrzyżowaniu, żadnych barierek. Niedługo potem zginął pod pędzącym autem staruszek, który nie zapanował nad wózkiem na spadku. Na tymże skrzyżowaniu, używanym co dzień przez dziesiątki osób, w ubr. było parę wypadkow śmiertelnych z przechodniami.
Parę lat temu, przy komisariacie RCMP policjanci pomyłkowo zastrzelili małolata. Matka właśnie wygrała proces o odszkodowanie. Podobnie było z Dziekańskim na lotnisku Vancouver lata temu. W br. w naszej dzielnicy para emerytów (spoko, nie Beiny, ale odtąd żona trzyma kija przy drzwiach) zatłukła kijem bejzbolowym bandytę, który wkradł się na rabunek. Policja znalazła wykrawawionego nieprzytomnego na zewnątrz, daleko nie uciekł. Mnie zaatakował na mojej posesji wściekły muślim, kto wie czy nie miał majchra w długich szatach.
Jeśli chodzi o strzelaniny w promieniu PARU km od naszego domu, to w ub. paru latach było ich ok. 8.
Niedawno po sąsiedzku w USA, dwa pociągi zderzyły się na estakadzie, spadły na ruch drogowy, pociągając więcej ofiar.
O nieszczęśliwych przypadkach głośno, bo są oczywiste po fakcie. Jest znacznie więcej przypadków potencjalnych wypadków i “szczęścia w nieszczęściu”.
Michał do: Piotr BeinAndrzej Szubert Dec 22 at 10:48 PM
Andrzej i Piotr !
Przesyłam Wam mój tekst, który się jeszcze nigdzie nie ukazał . Ja jutro opublikuję go na FB i u bruska. Jeśli chcecie też możecie go opublikować u siebie w terminie , ktory sami uznacie za stosowny   ze swoim komentarzen, którego nawiasem mówiąc, jestem ciekaw.  

Opowieść wigilijna – rzecz o uzdrowieniu /oparta na autentycznych faktach/

 W radio usłyszałem , iż kolejna osoba duchowna –chodzi o kardynała Stefana  Wyszyńskiego –ma być uznana świętą przez Watykan , proces jest na etapie udowodnienia faktu cudownego uzdrowienia innej osoby przez kardynała Wyszyńskiego. Jeśli kryterium świętości jest fakt uzdrowienia innej osoby , to ja jestem świętym. Rzecz w tym , iż ja nie chcę być świętym , ani za życia , ani po śmierci. Mam 66 lat , mam długą listę grzechów na swoim sumieniu, czego specjalnie nie przeżywam .

W dalszej przeszłości miałem już w swoim życiu fakt samouzdrowienia /samowyleczenia . Opisałem go tutaj.

Teraz przyszedł czas na uzdrowienie  przeze mnie  innej osoby  : miał on miejsce niedawno około 3 miesiące temu , a było to tak:  osobą uzdrowioną była moja 85-letnia sąsiadka, która w obecności mojej i swojego fizjoterapeuty nagle bardzo źle się poczuła. Zaczął ją strasznie boleć brzuch. Poprosiła bym poszedł z nią do toalety. Usiadła przy sedesie , usiłowała wymiotować, lecz nie mogła. Byłem przy niej . Usiadłem na krawędzi prysznica . Podałem jej swoją rękę i tak trzymałem ją do końca.

W pewnym momencie zobaczyłem , iż wywróciły się jej oczy na drugą stronę , a ona pochyla się na mnie bezprzytomnie . Powtórzyło się to trzy razy.  W trakcie każdego takiego zdarzenia mówiłem do niej samoistnie :  Mira ./ tak ma na imię / nie rób mi tego…wracaj…musisz ..to były słowa klucz , którymi się z nią komunikowałem ..ona nic wtedy nie mówiła ..nie była w stanie…ona była już nieprzytomna i bezświadoma….W tym czasie mój kolega –jej fizjoterapeuta zapytał mnie , czy ma dzwonić po pogotowie ? Odpowiedziałem mu , iż chyba już nie ma po co …bo ona już umiera….lecz dla spokoju ducha powiedziałem mu , by zadzwonił…w tym czasie cały czas przy niej siedziałem , trzymałem ją za rękę.. Kolega nerwowo poruszał się po przedpokoju.

Po trzech próbach odejścia z tego świata, a trwało to wszystko kilkanaście minut ,  poczułem , iż Mira odzyskuje przytomność ..udało mi się z nią nawiązać kontakt słowny.. była bardzo zmęczona …chciała się położyć na łóżko…przenieśliśmy ją tam.

Po około pół godzinie przyjechała karetka reanimacyjna w trzy osobowym skaldzie z młodą lekarką plus dwóch sanitariuszy-ratowników medycznych. . Mira cały czas  skarżyła się  na silny ból w podbrzuszu….ale żyła. .  Lekarka przeprowadziła badanie brzucha , zrobiła EKG., dała jej domięśniowo przeciwbólowy zastrzyk  z No-Spa . EKG nie wykazało zmian. Po zastrzyku ból zaczął jej  mijać. Poczuła się na tyle silnie, iż sama wstała z łóżka i poszła do drugiego pokoju i przyniosła podarek dla lekarki, która jednak odmówiła jego przyjęcia. Do szpitala nie chciała jechać , gdyż kilka miesięcy temu umarł w szpitalu jej mąż i twierdziła , że gdyby tam nie poszedł to jeszcze by żył.

Po tym zdarzeniu z nikim na jego temat nie rozmawiałem, gdyż uznałem, iż nie ma co wokół tej metafizycznej sprawy robić sensacji. Teraz z uwagi  na religijną wigilię przerywam milczenie. Świadkiem tego zdarzenia jest fizjoterapeuta z którym też na ten temat później nie rozmawiałem . Niemniej symptomatyczne było jego zachowanie jak go zobaczyłem któregoś dnia rozebranego z kurtki na balkonie Mirki –przyszedł ponieważ robotnicy naprawiali elewację  budynku – by im to umożliwić, któremu powiedziałem , ażeby się schował , bo się rozchoruje, na co on niedwuznacznie odpowiedział mi na to : ty mnie wyleczysz.  . Fizjoterapeuta ma klucze do mieszkania Mirki….ona wkrótce po tym zdarzeniu trafiła do prywatnego domu opieki społecznej .

Wcześniej dala mi- w zaufaniu i tajemnicy –  całą teczkę cennych numizmatów o dużej wartości materialnej,  po mężu  , którą jednak oddałem jej opiekunowi prawnemu –fizjoterapeucie nie czując się  uprawniony do skorzystania z tego prezentu. Dzisiaj , albo jutro odwiedzę MIrę w jej nowym miejscu pobytu , jestem ciekaw co mi powie -jest dzielną kobietą , przeżyla warszawskie powstanie, w swoim życiu była zawsze bardzo kategoryczna , a momentami apodyktyczna . W swoim czasie zupelnie zerwała kontakty ze swoją jedyną córką , którą rónież wydziedziczyła ,/ za co jej nie pochwalam, o czym jej powiedzialem , lecz zdania nie mieniła/   przepisując swój majątek w całości  na swojego fizjioterapeutę, którego jednocześnie zrobiła soim opiekunem prawnym . Co do zdarzenia, ktore razem przeżyliśmy , nie sądzę , by je pamiętała , ponieważ wtedy była nieprzytomna.

PS. w swoim dotychczasowym  życiu  miałem wiele zdarzeń, które  mogły być przyczyną mojej śmierci, niemniej zawsze dotychczas mi się udawało przeżyć nawet wydawałoby się w sytuacji beznadziejnej, na przykład :   gdy jako 3,5 letnie dziecko wpadłem pod konny wóz, który po mnie przejechał i dosłownie nic mi się nie stało, czy też jak wpadłem zimą , w nocy z kutra  do rzeki Dziwny w płaszczu wojskowym i udało  mi się dopłynąć do nabrzeża i wyszedłem tam na brzeg  po zawieszonych tam oponach., czy też gdy miałem czołowe zderzenie z innym samochodem podczas wyprzedzania /z mojej winy/ w efekcie którego miałem jedynie na czole niewielką rysę, czy też , gdy zostałem ugodzony nożem ratując się odruchowo podniesiona ręką ,wtedy nawet nie poleciała mi kropla krwi , a  rana była głęboka – bliznę na ręce o długości ok.5 cm mam do dzisiaj.  W tym ostatnim przypadku nie poszedłem od razu do lekarza.. Poszedłem dopiero na interwencję swoich dzieci, którzy mnie tam zawiozły –lekarz dał mi zastrzyk , lecz  nie chciał już tej głębokiej rany szyć, mówiąc , iż po tylu dniach  od zdarzenia tego się nie robi.  Tych zdarzeń w moim życiu było jeszcze więcej.

Dopiero niedawno kojarząc  te fakty  zrozumiałem , iż mam bardzo dobrego anioła stróża i mam wobec tych faktów dług do spłacenia wobec Boga, co staram się teraz zrobić jak potrafię najlepiej.

PS. wyprzedzając ewentualne następstwa tej opowieści informuję , iż  nie prowadzę i nie zamierzam prowadzić praktyki bioenergoterapeuty oraz nie zamierzam udzielić żadnych wywiadów na poruszony wyżej temat.

Wszystkim ludziom dobrej woli życzę wesołych świąt i Do Siego Roku. Dedykuję im również pieśń  Jaromira Nohawicy pt. Mam tylko bliznę…bo przy mnie stał oraz pieśń Czesława Niemena pt. Dziwny jest ten światWedług mnie – ta pieśń Czesława Niemena powinna być hymnem dla ludzi dobrej woli rozsianych po całym świecie i wieść ich ku jego naprawie ku chwale Boga

Jeszcz raz ,,,,,,,,,życzę Wam , by zdrowie Wam dopisywała i by nigdy nie zabrało  Wam energii  do tego , co dotychczas  zrobiliście….i co jeszcz zrobicie… Przekażcie też ode mnie życzenia dla swoich najbliższych.

Serdecznie pozdrawiam Michał

By piotrbein

https://piotrbein.net/about-me-o-mnie/