Do jakich bandyckich wymuszeń doszliśmy w Polsce — Gdzie znaleźć nadzieję?

Krzysztof Kornatowicz, 3.9.2020

Zbliża się ostateczny termin rozprawy przeciwko mnie, o odebranie mi prawa do prowadzenia działalności gospodarczej na 10 lat z powodu “uporczywego” niewywiązywania się z wypłacaniem narzuconych siłą “prawa” haraczu podatkowo-ZUSowskiego, na które zwyczajnie moja nędzna i nie rokująca firma nie zarabiała. Nic nie szkodzi, że zarabia ona na godne, choć skromne moje życie, na mój “chleb” bez proszenia państwa, czy kogokolwiek o jałmużnę, o wsparcie – to nie ma znaczenia. Zwyczajnie – nie płacisz państwowego haraczu, nie masz prawa żyć z pracy twoich utalentowanych rąk – takie stosowane jest w “polskich” sądach prawo!

No, gdybym ja się nazywał Jan Matejko, gdybym kończył pracę nad Bitwą Pod Grunwaldem, ale ja się nazywam inaczej, więc nade mną górę będzie brało nikczemne prawo i nikogo ze zjadaczy chleba w Polsce to nie interesuje.

Udało mi się przeciągnąć ten proces już o 2 lata, ale cóż, dalej już się nie da. Martwię się. Liczyłem na to, że lada chwila wystąpię z wnioskiem o upadłość mojej “firemki”, którą szybko przeprowadziwszy, wstrzymam ten proces (w wyższych instancjach odwoławczych po niekorzystnym wyniku). Niestety, dziś wreszcie zdobyłem informacje, które nie pozostawiają złudzeń – nawet gdyby udało mi się doprowadzić do upadłości, co jest ewenementem w polskim systemie prawnym, o czym niewielu wie (tyczy upadłości firmy, a nie konsumenckiej), to i tak nie będzie to rzutowało na odebranie mi prawa do dalszej działalności gospodarczej.

Żartów nie ma. W moim wieku (prawie 65 lat) nikt mnie nie zatrudni, a jeśli tak, to na głodowej stawce, na stróża, a ja mieszkając w TBS mam wysokie koszta mieszkaniowe, czego zmienić nie mogę.  Moja “firemka” dopiero teraz zaczyna generować właściwe zyski. Ale słowo “zaczyna”, nie oznacza, że już takowe się pojawiły. Tak też taki zakaz skaże mnie na kompletną katastrofę ekonomiczną.Władze na Polskę wywindowały na taką wysokość daniny, że wielu z tego polskiego gospodarczego planktonu polskiego społeczeństwa nie jest w stanie tym wymogom sprostać, a to uprawnia charty tych władz do rozszarpania bidaka i pozbawienia, a właściwie wycięcia “zgodnie z prawem” tych słabeuszy, którzy przecież swoimi rękoma zarabiają na swój skromny kawałek chleba, nie prosząc państwa o wsparcie, a te chuje w majestacie prawa na to nie przyzwalają.

Tym samym czynią z nas współczesnych niewolników, którzy nie mogą prowadzić skromnych, samodzielnych działalności gospodarczych, kiedy z nich nie da się opłacić haraczu dla właścicieli Polski. Wszystko jest zgodne z nikczemnym prawem, choć niezgodne z prawem naturalnym do prowadzenia spokojnego, normalnego samodzielnego życia. Jest przeto niezgodne ze sprawiedliwością, która winna górować nad prawem.

No tak, ale co z tego, skoro w Polsce społeczeństwo ten wyzysk swoją biernością i brakiem należytej uwagi o stan państwa  akceptuje? Skoro “Polacy” nie buntują się, są na tę krzywdę ludzką obojętne, to przyzwalają na takie ludożercze, niewolnicze praktyki! Są nieświadomymi współuczestnikami zła, bo nikt o nim im w Tel Awiw-zji, ani w kościele o tym nic nie mówi!

Używając dużej przenośni – zgodnie z obowiązującym prawem wrzucą mnie do płonącej stodoły” (tak, jak zgodnie z prawem wrzucili do płonącej stodoły rodzinę Ulmów). W tej polskiej cywilizacji zwykły człowiek nie ma już prawa generować środków na swoje życie z pracy swoich własnych rąk, jeśli nie płaci haraczu właścicielom Polski. Gdybym był młodszy, gdyby uprzedzono mnie o tych ludożerczych praktykach 30 lat temu, kiedy zapraszano takich jak ja w USA do powrotu do tego dziadostwa udającego Polskę, to bym był świadomy, na co się godzę. Z

Ale zostałem podstępem ściągnięty do tego obozu wyzysku, w którym na strażników zatrudniono bandziorów w togach. Zmarnowano mi 30 lat starań, a teraz, na starość, swoim “legalnym” działaniem chcą mnie doprowadzić do samobójstwa. Już stałem się partyzantem, którego ściga to “prawe” państwo”!   

Wszystko to dzieje się w oparach “propagandy szczęścia”, powszechnej wrażliwości i pomocy dla krzywdy psów na łańcuchach uwiązanych do budy. “Polacy” stali się wrażliwi nawet na los kury rosołowej i zadbali o powiększenie ich klatek. Nawet karpie muszą mieć odpowiednie warunki do transportu, sprzedaży i zabicia, przed świętami.

Rodzinom, emerytom, dzieciom – no, wszystkim ludziom się pomaga, tylko człowiekowi nie bardzo. To dziadostwo udające Polskę, to kraj powszechnej szczęśliwości, kraina miodem i mlekiem płynąca, w której w ostatnich latach każdego roku (według dostępnych policyjnych danych) popełnia samobójstwa z przyczyn ekonomicznych kilka tysięcy zadręczonych ludzi. Ale który z “Polaków” by się tym interesował, skoro o tym nie bębnią w kościołach, ani w Tel Awiwzji?!
https://www.youtube.com/watch?v=rxsTp-L-Fgw

………………

PB: Kornacie, Artykuł potrzebuje pozytywnego zakończenia, zostawia czytelnikowi poczucie beznadzieji. Wystarczy przytoczyć monumentalny protest berliński 29.8. br. Niejeden zapyta, czemu Pan Przedsiębiorca Kornat nie wziął udziału w tym.

Krzysztof Kornatowicz: Co do dołączenia materiału i zarzutów  o braku mojej obecności — wielokrotnie uczestniczyłem w takich zgromadzeniach, wydając faktycznie ostatni grosz na pociąg! Jak widzimy, na tym zgromadzeniu jest mniej ludzi, niż u mojej cioci na skromnych imieninach. Tak nie można robić, aby organizować wiece, na których nie ma mas. To zniechęca nawet tych, którzy chcą na nie chodzić.

Skoro organizatorzy nie mieli sposobności dostarczyć informacji o wiecu, to powinni byli spotykać się u siebie w domach i dyskutować jak pociągnąć za sobą masy? Jak poinformować o proteście większość Krzyśków?! Nie może być tak że Krzysiu wyda ostatnią przeznaczona na chleb stówke na bilet kolejowy do Warszawy, aby wziąć aktywny udział w “proteście”, a tam na nim 10 osób! To chore jest!

Jak jest już nas zaledwie 10 chętnych, to należy poddać Redutę Ordona, czasem i się na niej wysadzając. I ja się “wysadzam” w powietrze, kiedy bez zamaskowania, otwarcie, bez przyłbicy atakuje jak oszalały system zła. Ja popełniam specyficzny rodzaj cywilnego samobójstwa.

Robię to dlatego właśnie, że nie widzę już, poza tymi “dziesięcioma” chętnych do powiedzenia “NIE”! Dosłownie przedwczoraj umówiłem miejscowych bojowników na spotkanie robocze, celem przedyskutowania podjęcia działań dla tworzenia Siły Mas – przybyły trzy panie.

Pozostawiam to bez komentarza. Tu w Polsce już nie bardzo jest z kim walczyć. Jestesmy ostatnimi dinozaurami, którzy gasza światło. To już koniec! ja sam chodzę na swoje sprawy, choć zapraszam 20 osób i nagłaśniam i na fejsie i w miejscowych ogłoszeniach o sprawie. Z “tak zaangażowanymi bojownikami” to już jest koniec, krople się skończyły, a skały nie wydrążyły!

.

Krzysztof Kornatowicz [widząc publikację swoją]:

Dziękuję bardzo Panie Piotrze, za tę publikację. Niewiele ona da, ale jest jakimś śladem. Może gdzieś, za 100 lat po naszej śmierci, ktoś zacny będzie kopał w tych treściach, szukając informacji do swojej pracy magisterskiej, może wtedy przez sekundę jaką o mnie i o Panu wspomną – i o to chodzi! 
Tacy jak my, my nie chcemy kopać się z koniem. Nas zwyczajnie koń wyzwał na pojedynek. My nie chcemy, ale musimy. Jak to rzekł słynny Bolek (ten Bolek, który twierdzi, że nie jest Wałęsą) “nie chcem, ale muszem”. Muszem, bo mój imperatyw moralny wskazuje mi, którą drogą powinienem prowadzić swoje życie dla szlachetności mojej duszy, dla mojego człowieczeństwa, żeby “zachowywać się jak trzeba” w obliczu zła. Zła się nie ulęknę, bo wierzę, że wszystko ma swój sens. A zatem, nawet jak nie ma owoców z moich, z naszych starań, to trza się starać, jak się chce chodzić w aureoli człowieka myślącego.
Jeszcze raz bardzo dziękuję i pozdrawiam

By piotrbein

https://piotrbein.net/about-me-o-mnie/