Idea Wielkiej Lechii — krok w przód, dwa wstecz

Piotr Bein, 23.10.2021

Spis treści

Zmyła fotoszopem

Ciemnogród kontra słowiańszczyzna

Turbolechizm

Turbo-Mela

Sarmacja i Scytia wg Meli

Zamienić ciołka na białego orła

Zastrzeżenie: Odnośniki do Wiki służą orientacji w terminologii. Absolutnie nie znaczy to, że zawierają one prawdę historyczną.

Dariusz Kosiur zapytał potomka Słowian polabskich, Andrzeja Szuberta: Jeśli przyjąć, że Lechia nie istniała, to jak wytłumaczyć granicę między państwem Słowian zwanych dzisiaj Polską a Świętym Cesarstwem Rzymskim na poniższych mapach [z ok. 1000 r. i z 1789 r.]? 

Andrzej wskazał na rolę Połabian w strefie buforowej Karolingów, słabość państwa germańskiego i wystarczającą siłę Mieszka I. Zaś w XVIII w. polskie państwo dobite zostało przede wszystkim przez katolicki fanatyzm, „nawracający” protestantów i prawosławnych tumultami, szykanami i wykluczaniem z życia społecznego i publicznego oraz podporządkowanie racji stanu państwa interesom kk. Nie było to żadną zasługą niemiecką. Tyle że Niemcy z tego skorzystali – i to i Prusacy, jak i katoliccy Habsburgowie. I Niemka na rosyjskim tronie.

Mimo postępu w odkrywaniu etnogenezy Słowian (krok wprzód), zgiełk ignorancji i mistyfikacji (dwa kroki wstecz) wśród patriotów przeszkadzają w poznawaniu i korekcie naszej historii.

Zmyła fotoszopem

Mapa “Imperium Lechickiego” na tle Europy zach. i Cesarstwa Bizantyńskiego VI w. nosi opis:

Europa i Cesarstwo wschodniorzymskie, 533 – 600

[symbol] Siedziby patriarchatów

Granice patriarchatów odpowiadają mniej więcej czasom Grzegorza I (590 – 604). Kolory środkowej części mapy mają szczególnie zaznaczyć: 1. luźną zależność Bawarczyków od Państwa frankijskiego, 2. podział terytorium Turyngii, 3. stopniowy napór Awarów na terytoria Gepidów i Longobardów

Nie ma żadnych Longobardów ani Gepidów na tej mapie, bo to fałszywka mapy Europe and the East Roman Empire, 533-600, na której figurują oba ludy. Wyjąwszy Bałtów, fałszywka pokrywa się z granicami na filmiku Janusza Bieszka (od min. 2:20, apogeum expansji w V w. do VII w.): od Niderlandów i Bałkanów, po południowy Kaukaz, rzekę Ural, Nadwołże i ziemie nowogrodzkie:

Dalsze 15 sekund pokazuje terytoria podległe Lechitom w Burgundii, Italii, Hiszpanii i Płn. Afryce. Od VII do początku IX w. zasięg na Bałkany kurczy się do linii Dunaju, na zachodzie Lechia traci Wezerę, a na wschodzie ziemie przed-uralskie aż po nowogrodzkie.

Na mapie Cesarstwa Bizantyńskiego w 555 r. granica na Bałkanach obejmuje dwa razy większy obszar niż na mapie-fałszywce i w filmiku Bieszka. Serbsko-chorwacka Wiki pokazuje mapę Bałkanów ok. 700 r. opanowanych przez chanaty awarsko-słowiański i bułgarski, Rumunów (Wallachia), a w zach. i płd. części — Słowian. Nazwa Sclavinia (z greki Σκλαβηνίαι) dotyczy Słowian płd. — Sklawinów.

Turbolechicka mapa nie jest więc aż tak turbo w regionie Bałkanów. Brak tam jednak śladu terminu “Lechia”.

Ciemnogród kontra słowiańszczyzna

Mętlik turbolechicki odzwierciedlają kłótnie badaczy po ubu stronach barykady. Racjonalny argument niełatwo przebić przez ignorancję, emocje, ambicje i ego związanych z pra-historią Słowian. Przykładem jest konflikt Szubert – Kosiński, w którym ten ostatni obficie używa ad personam w odpowiedzi na rzeczowe kontry, ignorując połabskie pochodzenie, osiągnięcia badawcze i publicystyczne oraz tożsamość kulturową Szuberta.

Niemniej jednak Tomasz Kosiński potrafi być krytyczny wzgl. niektórych elementów turbolechizmu, np. pisze o mapie-fałszywce:

kto uwierzył, że ta mapa może być jakimś starożytnym źródłem czy dowodem jest mało rozgarniętym ignorantem. To turbogermanie na siłę próbują z tej mapy zrobić główny dowód na istnienie Lechii, aby ośmieszyć temat i odwrócić uwagę od argumentów, z którymi nie potrafią polemizować. Próbują tym samym wmówić ludziom, że argumenty turbolechitów oparte są na kłamstwie. Nie zdziwiłbym się też, gdyby owa mapa została zrobiona przez jakiegoś germanoszura, właśnie dla beki.

Wojnę ideologiczną z udziałem elementu obcego widać też w manipulacyjnym paszkwilu, w którym Mateusz Fafinski upchał na turbo-Słowian nacjonalizm i narodowy kompleks niższości, światowy mesjanizm i cierpiętnictwo z poczuciem boskiego pochodzenia, Biały supremacjonizm i alt-right, jak i kolonialistyczny i xenofobiczny sarmatyzm obok ruskiego panslawizmu. Fafinski piętnuje wiarę w korzenie ariańskie (sugeruje hitlerowskie podobieństwo, linkuje do “swastyki” pro-słowiańskiego bloga). Syczy na unio-, ruso- i germanofobie. Picuje o świetnej edukacji historii w Polsce i wytyka nasze obwinianie Niemiec, Rosji i Watykanu o fałszowanie historii — jednym tchem z oskarżeniem o ignorancję historyczną, przyznając nudne jej nauczanie.

Kosiński wita przebudzenie świadomości Polaków:

miłośników Lechii przybywa z każdym nieudolnym atakiem na tę ideę, bo ludzie zaczęli interesować się historią, sięgają sami do źródeł i widzą, że ktoś nimi do tej pory manipulował, no bo czemu ktoś zmienia nazwy i zapisy kronik oraz pisze głupoty o dzikich Słowianach znad Dniepru, którzy jak bomba populacyjna pojawili się u schyłku starożytności w Europie. […] takie działania i prostackie teksty atakujące idee odkrywania prawdy, szacunku wobec dumnej przeszłości i tworzenia nowej, lepszej rzeczywistości, wypromują zapomnianą oraz przekłamaną historię Polski i Lechii, która nie jest alternatywną, ale odkrywaną i prawdziwą wersją zdarzeń.

Umysłowa klamra pęka od przykręcania śruby absurdu, więc szechterówko zabiera się do rewizji mantry “rok 966”. Mamy o 100 lat cofnąć oficjalny początek historii Polski, bo na Ostrowie Lednickim wdrożono skomplikowany logistycznie i trudny technicznie program inwestycyjny, którego sprawna realizacja świadczy o doświadczeniu i determinacji jego pomysłodawców i organizatorów.

Czyżby “lechiccy” zarządcy celowali w zdobywaniu funduszy z ówczesnej unii i ściągali majstrów z Germanii? Raczej wykonali projekt własnymi silami. Ślady i wykopaliska w dzisiejszych Niemczech także świadczą o starych korzeniach Słowian i o ich kunszcie inżynierskim.

Turbolechizm

Popularyzacja zbłądzonych badań szkodzi krzewieniu wiedzy o naszych przodkach. Takie niestety są Bieszka interpretacje poczetu jasnogórskiego książąt i królów lechickich (Szubert wylicza absurdy w tym poczecie, a inne turbolechickie bzdury w nowszym artykule), gdzie pod Nr 2 zainteresowały mnie szczególy w opisie domniemanego króla Kodana:

Był założycielem miasta portowego u ujścia Wisły Kodan (póżniej Codanum, dziś Gdańsk). Potwierdza to także powyższa mapa Pomponiusza Meli oraz inne źródła, gdzie miasto te nosi nazwę Codanovia. Półwysep Helski był jak widać wówczas zbiorem wysp a nie półwyspem, co jest dodatkowym dowodem na starożytność tego zmapowanego w starożytności rejonu i autentyczność Kroniki Prokosza. Kodan tradycyjnie dla ówczesnych zwyczajów był stolicą Sarmacji.

Mela nie sporządził żadnych map, tylko opisał geografię jakby w kolejności ukazywania się żegłarzowi. Nie on żeglował, tylko zerżnął z rozmaitych prac, w tym relacje żeglarzy i przewodniki morskie dla kapitanów i admirałów. Jakie banialuki żeglarz usłyszał w portowej knajpie o lądowym zapleczu widoku z okrętu, takie przeszły do źródeł Meli.

Nieważna dla tamtych autorów była też matematyczna i kartograficzna dyscyplina. Frank Romer we wstępie do swego tłumaczenia (1998 r.) traktatu Meli podaje w przypisie 14: Meli w ogóle nie interesują dokładne odległości ani proporcje np. na lądzie. Dodaje: tekst Meli najwyraźniej nigdy w starożytności nie zawierał mapy, więc może wystąpić znaczna odchyłka na mapie sporządzonej dla ilustracji jego dzieła.

Na jednej takiej mapie, Wisła (Vistula) biegnie na płn. od Dunaju (Istre) jako wsch. granica kraju Sarmatia. Codanovia jest wyspą przy granicy Germanii i Sarmacji, a nie portem u ujścia Wisły. Na zachód w kier. Łaby (Albis) zamieszkują na skraju Germanii Hermiones, a dalej Teutones i Cimbri.

“Płynąc” wzdłuż wybrzeża Germanii ku Sarmacji, Mela opisał to tak (tłumaczę z Romera, część 3, s. 109):

31. Po drugiej stronie Łaby, ogromną Zatokę Codanus [Bałtyk, wg Romera] wypełniają wyspy małe i duże. Dlatego w miejscu, gdzie zatoka przyjmuje morze [M. Północne?] w swe zgięcie, nigdy właściwie nie wygląda jak morze otwarte szeroko, tylko jest rozproszone i chaotyczne jak rzeki, a woda płynie to w tym, to znów w tamtym kierunku. Zanim spotka ląd, przed linią wybrzeża morze natrafia na brzegi wysp, równo oddalonych praktycznie wszędzie. Tam morze płynie wąskim nurtem jak cieśnina, a zaraz potem zakręcając dostosowuje się do długiego skraju lądu. 32. Nad zatoką żyją Cimbri i Teutoni; dalej na skraju Germanii — Hermiones.

Turbo-Mela

Prawdopodobnie chodzi o Cieśninę Kattegat z jej zmiennymi prądami i mieliznami z powodu wysp i pływów Atlantyku. Ogromna zatoka to Bałtyk, dokąd żeglarz wpływa z morza (M. Północne) zgięciem przez Skagerrak i Kattegat. Codanovia Bieszka byłaby zatem Półwyspem Jutlandii, największą wyspą Kattegatu lub końcem Płw. Skandynawskiego, a nie portem u ujścia Wisły.

W odcinku 54 trzeciej części traktatu Mela opisuje wyspy na Bałtyku:

[…] siedem wysp Haemodae [Dania, wg Romera] leży naprzeciw Germanii w wymienionej już Zatoce Codanus [Bałtyk, wg Romera]; największą z nich jest Scandinavia [tu Romer odsyła do źródeł etymologicznych], nadal w rękach Teutonów, wyróżniająca się wielkością i żyznością. 55. Wskutek odpływów i przypływów powodujących wypełnienie przestrzeni między wyspami to falami to gołym gruntem, widok dla Sarmatów wydaje się raz wyspami, a innym razem ciągłą masą lądu. 56. Obok przekazów legendarnych, znajduję u autorów, którym nie wstydzę się wierzyć, że na wyspach tych występują [legendarni ludzie] Oeonae [Romer: z greki Ptaki Drapieżne] żywiący się tylko owsem i jajkami ptaków z mokradeł i że Hippodes [Romer: z greki Konionodzy] ze swymi kopytami końskimi też tam są, jak i Panotti [Romer: z greki Wielkouszni], którym za odzienie służą duże uszy tak szerokie, że owijają ich całe ciało (poza tym są nadzy).

W rozumieniu Rzymian i Greków, granica Sarmacji z Germanią przebiegałaby gdzieś między Odrą a Łabą, skąd ówcześni Połabianie widzieliby wyspy Kattegatu z pobrzeża czy swych łodzi. A może na nich mieszkali?. Banialuki o dziwacznych wyspiarzach (Scandinavia może oznaczać koniuszek Płw. Skandynawskiego) świadczą o ignorancji greckich/rzymskich obserwatorów, z których Mela skopiował.

W przypisie 93 do drugiej części traktatu Meli, opisującej wyspy regionu śródziemnomorskiego, nota bene najbliższego rzymskim geografom, Romer pisze: Rzymskie mapy nie wyglądały jak współczesne i zawierały bardziej rażące błędy niż nasze mapy. Zatem trudno dziś czytelnikowi wyobrazić sobie, jak rzymska mapa ogólnie wyglądała, np. że wyspy Echinades i Strofady leżą u wybrzeży Epirusu. Przez cały okres starożytny tradycja geograficzna wymagała systematycznej korekty poprzednich informacji i wyjaśnień i była budowana na tym, więc w zasadzie nie powinno dziwić znajdywanie tak dużych błędów na mapach i w dyskusjach technicznych.

Sarmacja i Scytia wg Meli

W części trzeciej traktatu Meli czytamy:

33. Sarmację, szerszą wgłąb lądu niż na wybrzeżu, oddziela od miejsc dalej opisanych Wisła, a tam gdzie rzeka sięga wgłąb, dociera do Dunaju. Ubiór i broń Sarmatów są bardzo zbliżone do tych u Partów [ang. Parthians], ale im surowszy klimat, tym bardziej grubiańskie ich usposobienie. 34. Nie mieszkają w miastach ani nawet w stałych domostwach. O ile przyciągnęły ich psastwiska czy wysiedliły ich ucieczka lub napór wroga, żyją cały czas w obozowiskach i taszczą swój dobytek i majątek. Są wojowniczy, wolni, niepokonani i tak brutalni i okrutni, że ich kobiety wojują ramię w ramię z mężczyznami; więc aby przysposobić kobiety do walki, prawą ich pierś przyżegają zaraz po urodzeniu. W rezultacie pierś ta, już obnażona i gotowa na wytrzymanie uderzeń, rozwija się jak pierś mężczyzny. 35. Łucznictwo, jazda konna i łowiectwo są zajęciem dziewcząt; obowiązkiem wojskowym kobiety jest zabić wroga do tego stopnia, że nie wyeliminować go uważają za skandal, pociągający dla tych kobiet karę staropanieństwa.

36. Następnie Scytowie, niemal wszyscy nazywani jednym pojęciem Belcae, zamieszkują azjatyckie rubieże, za wyjątkiem obszarów wiecznej zimy i chłodu nie do wytrzymania. Na przybrzeżu azjatyckim znajdują się w pierwszej kolejności Hiperborejczycy, umiejscowieni dalej na północ niż siedziba wiatru północnego, za Górami Ryfejskimi i pod tymże biegunem gwiezdnym, gdzie wschodzi słońce, ale nie codzień jak u nas, tylko pierwszy raz w równonoc wiosenną i gdzie w końcu zachodzi w równonoc jesienną. Toteż przez sześć miesięcy nieprzerwanie trwa tam dzień, a przez kolejne sześć — noc. 37. Ziemia jest wąska, wystawiona na słońce i spontanicznie owocna. Jej mieszkańcy żyją w najbardziej możliwy sprawiedliwy sposób, dłużej i szczęśliwiej niż jacykolwiek śmiertelnicy. Zaiste, ponieważ rozkoszują się swymi zawsze uroczystymi rozrywkami, nie znają wojen ani sporów i głównie poświęcają się świętym obrzędom Apolla. Wg tradycji posyłali swe pierwsze plony do Delos [tutaj?] rękoma własnych dziewic, a później łańcuchem przesyłu poprzez inne ludy. [Przypis Romera wymienia przekaz wg Herodota o szlaku handlowym z regionu śródziemnomorskiego do Europy Płn.] Długo zachowali ten zwyczaj, aż do czasu świętokradczej profanacji przez tych ludzi. Hiperborejczycy zamieszkują gaje i lasy, a kiedy nachodzi ich poczucie nacieszenia się życiem (a nie poczucie nudy), ochoczo spowijają się w kwiaty i naprawdę rzucają się do morza ze specjalnego urwiska. Jest to dla nich rytuał śmierci ostatecznej.

Zatem Mela nie podaje żadnego miasta u ujścia Wisły, a jego opis Sarmatów może zawierać takież banialuki greckie i rzymskie, co jego charakterystyka ludu poza-północnego. Bieszk konfabuluje nt. Gdańska, więc jak ufać jego interpretacji Kroniki Prokosza, o której Kosiński pisze:

należy traktować tę pracę jako ciekawostkę, którą należy poddać wnikliwym badaniom oraz weryfikacji pod kątem zgodności historycznej i kulturowej. Mając na uwadze wszystkie omawaiane powyżej wątpliwości, moim zdaniem, do całości tego „dzieła” należy podchodzić z wielką ostrożnością.

Zamienić ciołka na białego orła

Janusz Bieszk szkodzi popularyzacji historiografii Słowian, upierając się przy swych wymysłach. Możnaby go równie dobrze pomówić o agenturalność, gdy szechterówko zaczyna cofać początek lechickiego schodzenia z drzew. Aż dojdą do żydowskich Adama i Ewy w puszczach Polin? Kosiński zauważa:

Nie wiedzieć czemu Bieszk, gloryfikujący Kronikę Prokosza, nie wspomina o tym, że w jej tekście jest informacja o żydowskim pochodzeniu imienia Lech. Lelewel jednak dostrzega to w tekście rękopisu „Zrazu zajmuje go Lech, który według Prokosza był prawnukiem Jawana i wraz po potopie panował. Jakoż, mówi nasz kompilator: podobieństwo wielkie, ponieważ to jimie jest pure hebrajskie, jakto widać z księgi paralipomenon cap. IV, v. 21 (p. 19), gdzie wymieniony jest między Izraelitami do ziemi obiecanéj wracającemi, Lech żyd z pokolenia Juda. Lech ten po potopie panujący, zmienił w herbie ciołka na orła białégo.” Jest to oczywiście usilna próba wyprowadzenia rodowodu Polaków z Biblii, a jedyną możliwością jest odwołanie się do jakiegoś żydowskiego potomka tam wymienionego.

Szubert wytknął dwa inne nawiązania do łączenia słowiańskości z żydowskością, oba przez Kosińskiego. Pierwsze:

Może też idea powrotu Żydów do macierzy, czyli do Polin, nie odnosi się tylko do czasów pośredniowiecznych, ale wcześniejszych. Dla ścisłości słowo „Polin” po hebrajsku i w języku jidysz oznacza „Polska”, ale również „tutaj odpoczniesz”.

I drugie:

Nazwa Betlejem oznacza wg Wikipedii dom chleba od bet (Dom) i lehem (chleb). Samo słowo chleb pochodzi od leh, często pisane także lechem, jak to było pierwotnie. Lechem czyli chleb pochodzi od Lech, czyli od Boga. […] Słowo lech jakimś dziwnym trafem w wielu językach oznacza Pan, Bóg. Choćby w arabskim, leh, lah oznacza bóg. Dlatego ten bóg oznacza Al lah. Zatem Betlechem równie dobrze można przetłumaczyć jako dom Boga (Lecha), ewentualnie bez turbosłowiańskich naleciałości – dom Pana Boga (…).

By piotrbein

https://piotrbein.net/about-me-o-mnie/