Andrzej Szubert: Zadyma o Plac Synagogi w Pforzheimie

Zadyma o Plac Synagogi w Pforzheimie

Andrzej Szubert, 3. do 6.11.2022

Drobne edycje i śródtytuły Piotr Bein

W Pforzheimie, gdzie mieszkam jako uchodźca polityczny z Polski, demonstracje antypicdemiczne zaczęły się w kwietniu 2020. Były to cotygodniowe, stacjonarne protesty na rynku przed ratuszem. Trwały do początku czerwca 2021. Okresowo przychodziło na nie nawet ponad 300 osób, okresowo 50-70, a niekiedy nawet mniej.

Późną jesienią (przełom października i listopada) 2020 obok sobotnich demonstracji na rynku wystartowały prawie równocześnie “ruchome” demonstracje w poniedziałki i środy. Startowaliśmy spod siedziby Pforzheimer Zeitung, obchodziliśmy centrum miasta i kończyliśmy demonstracje pod tą samą redakcją. Trwające ok. 1,5 godziny, “ruchome” demonstracje były niezbyt liczne, przez co Ordnungsamt (urząd w ratuszu odpowiedzialny m.in. za demonstracje) nakazywał nam chodzić wyłącznie po chodnikach, a nie po jezdni. Już zimą 2020/2021 podczas tych ruchomych demonstracji zaczęliśmy urządzać po drodze dwa lub trzy postoje po 10-15 minut każdy, w tym ZAWSZE na Placu Synagogi (ponadto na placu przed głównym dworcem kolejowym). Zawsze też towarzyszył nam przynajmniej jeden bębniarz.

Demonstracje środowe zakończyły się na początku czerwca 2021. Poniedziałkowe trwały nadal, lecz od grudnia 2021 zmienił się ich charakter. Przez ponad rok poniedziałkowych (i 7 miesięcy środowych) demonstracji nikt nas nie krytykował za to, że zatrzymujemy się na Placu Synagogi i bębnimy. Także lokalne media o tych “małych” demonstracjach ani razu nie wspomniały choćby jednym słowem.

13. grudnia

13 grudnia 2021 pierwszy raz, ostro i krytycznie o poniedziałkowych demonstracjach napisał Pforzheimer Zeitung. Dla mnie była to data pamiętna i ze względu na stan wojenny w Polsce wprowadzony w roku 1981 także 13 grudnia. Zdjęcia z początku i końca demonstracji robiono z siedziby tej gazety. Tutaj stoję tyłem na brzegu chodnika, z plecakiem na plecach, a tu widać mnie na lewo od znaku drogowego z megafonem w ręku. Pod pierwszym zdjęciem gazeta pisała o “tuzinach demonstrantów” choć było nas ok. 300 osób. Reporter celowo robił zdjęcia tak, by ująć tylko część demonstrantów.

Była to pierwsza od ponad roku poniedziałkowa demonstracja, podczas której na propozycję policji szliśmy ulicą a nie po chodniku. Dowodzący policją powiedział do mnie przed startem: na chodniku wasza demonstracja będzie dłuższa niż kilometr, idźcie ulicą. Była to też ostatnia demonstracja startująca pod siedzibą gazety. Było tam dla nas już za mało miejsca. Zmianę miejsca startu demonstracji zaproponował mi ówczesny szef Ordnungsamtu. Kolejna poniedziałkowa demonstracja wystartowała z placu pod teatrem, tuż obok centrum miasta.

Od 13 grudnia nie robiliśmy więcej postojów na Placu Synagogi z tego względu, że demonstrowaliśmy na ulicy a nie na chodniku, jednak nasza trasa przemarszu przechodziła bezpośrednio obok placu, widocznego po lewej stronie ujęcia.

Początki zadymy

Medialne ataki na nasze demonstracje w zw. z Placem Synagogi zaczęły się w styczniu 2022, gdy przychodziły tysiące ludzi, a udział brało już ponad 20 bębniarzy. Zaczęto pisać, że nasze demonstracje przypominają co niektórym (także członkom żydowskiej gminy w Pforzheimie) defilady-przemarsze oddziałów SA w III Rzeszy. Tak pisały Pforzheimer Zeitung i Pforzheimer Kurier (BNN).

Jeden raz, 31 stycznia, miała miejsce próba zorganizowania kontr-demonstracji na placu pod teatrem. Do udziału nawoływały gazety, różne organizacje i instytucje, pforzheimscy parlamentarzyści z SPD, CDU i Zielonych, kościoły, związki zawodowe itp. Organizatorzy kontrdemonstracji ośmieszyli się tylko. Mimo zmasowanej agitacji, wsparcia medialnego, partyjnego i instytucjonalnego na ich spęd przyszło wg oficjalnych danych pięćset osób, a na naszą, bez żadnego medialnego i instytucjonalnego wsparcia — pięć tys. osób wg oficjalnych danych. Wg naszych danych było nas ok. 8 tys..

Skończyć z bębnieniem

Więcej kontr-demonstracji nikt w Pforzheimie nie próbował urządzać. Były natomiast naciski, abyśmy przynajmniej przechodząc obok Placu Synagogi nie bębnili. O to zwrócił się do mnie m.in. ówczesny szef Ordnungsamtu. Wyjaśniłem mu, że nie jesteśmy ani neonazistami, ani antysemitami, a ponadto demonstrujemy i bębnimy w obronie naszej wolności i naszych praw ludzkich i obywatelskich. Także w obronie tych praw dla członków żydowskiej gminy w Pforzheimie.

W związku z tym nie widzę powodów, dla których mielibyśmy przerywać bębnienie przechodząc obok tego placu. Ataki na nas o bębnienie tam w końcu ucichły i przez szereg miesięcy nikt nas nie zaczepiał. Dopiero w ostatnich dniach ataki na nas gwałtownie nasiliły się. Wszystkie największe frakcje rady gminy chcą wymusić na burmistrzu zakaz jakichkolwiek demonstracji w pobliżu Placu Synagogi.

A przecież demonstrujemy tam już bez przerwy od dwóch lat — na samym placu, bądź obok niego. I nagle komuś zaczęło to przeszkadzać. Naturalnie nie zamierzamy rezygnować z naszych demonstracji, ani z naszej stałej już trasy przemarszu. W razie konieczności w wypadku zakazu maszerowania obok tego placu wystąpimy na drogę sądową.

Z szeregowca wodzem

Kieruję poniedziałkowymi demonstracjami od końca kwietnia 2021, czyli od 1,5 roku. Wcześniej przez kilka miesięcy kierownictwo przechodziło z rąk do rąk. Od wiosny 2020, jako zwykły uczestnik brałem naturalnie co tydzień udział w sobotnich demonstracjach na rynku. Uczestniczyłem też we wszystkich demonstracjach środowych i poniedziałkowych startujących spod siedziby Pforzheimer Zeitung. Nie zamierzałem przejmować kierownictwa demonstracjami, nie miałem aspiracji przywódczych. Od początku demonstracji na rynku widziałem siebie jako “wojownika” walczącego w pierwszym szeregu, ale nie jako “wodza”.

Gdy kierujący poniedziałkowymi demonstracjami poprzednik pod koniec kwietnia 2021 poinformował, że rezygnuje z tej funkcji, nikt nie chciał zgłosić się na jego następcę. Ja także nie czułem się “wodzem”. On sam zwrócił się do mnie mówiąc: jeśli ty nie przejmiesz kierowania poniedziałkowymi demonstracjami, to będzie ich koniec. A ponieważ nie chciałem, by te demonstracje dobiegły końca, ostatecznie zgodziłem się na przejęcie ich zgłaszania i kierowania nimi. I tak jest do dzisiaj.

Obecnie w Pforzheimie mają miejsce także demonstracje w środy i soboty, jak i w różnych dzielnicach Pforzheimu lub w jego okolicach w piątki. Podczas tych demonstracji pełnię funkcję zastępcy kierujących nimi osób. Niemniej najważniejsze i najliczniejsze są tu nadal demonstracje poniedziałkowe.

Moją pozycję lidera ruchu oporu w Pforzheimie wzmocniło i ugruntowało przyznanie mi przez prezydęta Dódę Obłudę na początku 2022 najpierw Krzyża Wolności i Solidarności, a następnie Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski, oba za działałność w Solidarności. Poinformowałem o tym grono najbliższych znajomych, co doszło i do lokalnej gazety. A jeszcze bardziej wzmocniła moją pozycję odmowa przyjęcia tych odznaczeń, której niemieckie tłumaczenie im przesłałem. Wielu, wielu współorganizatorów i demonstrantów mówiło mi, że jestem dla nich wzorem bojownika o wolność.

Wniosek do burmistrza

Sygnowany od redakcji czyli anonimowo, 28 października br. artykuł w Pforzheimer Kurier, “podzespole” regionalnej gazety BNN, podaje, że frakcje rady gminy (ich szefowie) zwrócili się do burmistrza z wnioskiem, by doprowadził do zakończenia demonstracji obok placu Synagogi. Przyczyną ich wniosku są trwające nadal nasze antyrządowe demonstracje przechodzące obok tego placu.

Link artykułu podesłał mi jeden ze znajomych. E-pocztą na adres wydawcy Kuriera, burmistrza (do niego skierowany był apel frakcji rady gminy) i szefowej Ordnungsamtu przesłałem 29 października polemiczne z artykułem sprostowanie. Moja e-poczta pozostała bez odpowiedzi. 2 listopada na te same adresy (i dodatkowo na adres naczelnego redaktora regionalnego BNN) wysłałem ponownie moje polemiczne sprostowanie, zaznaczając w nim, że rozważam podjęcie kroków prawnych na wypadek odmowy publikacji mojej polemiki:

Redakcja, Pforzheimer Kurier (BNN)

Westliche Karl-Friedrich-Straße 24, 75172 Pforzheim

E-listem 29.11. 2022 wysłałem Redakcji Pforzheimer Kurier moje polemiczne sprostowanie (Załącznik).

Niestety moje sprostowanie nie zostało do teraz opublikowane, chociaż artykuł w gazecie zawierał oszczerstwa i fałszywe stwierdzenia odnośnie naszych demonstracji. Zgodnie z paragrafem 11 Krajowego Prawa Prasowego redakcja Pforzheimer Kurier jest zobowiązana opublikować sprostowanie odnoszące się do opublikowanych przez nią fałszywych stwierdzeń.

Jeśli to nie nastąpi, rozważę podjęcie kroków prawnych.

Andrzej Szubert, Organizator poniedziałkowych demonstracji w Pforzheimie

Negacjoniści covida

Już po godzinie od jednego z redaktorów Kuriera dostałem e-odpowiedź. Całą moją z nim korespondencję wysłałem do najbliższych współorganizatorów naszych demonstracji, nie chcąc za ich plecami komunikować się z przedstawicielem łże-mediów. W kolejnej jego e-poczcie (ciut ponad 3 godz. po mej e-poczcie), poinformował mnie redaktor Pfotzheimer Kurier, że redakcja dokonała zmian w internetowej wersji artykułu, usuwając z niego m.in. obrzydliwe określenie nas jako “Corona-Leugner”, co przypomina określenie “Holokaust-Leugner” i ma deprecjonować i dezawuować osoby tak nazywane. Redaktor usilnie nalegał i napraszał się, bym zgodził się na “oficjalne” rozmowy z nim odnośnie rzeczonego artykułu i naszych demonstracji. Odrzuciłem jego propozycje pisząc, że nie rozmawiam z przedstawicielami mediów, które piszą o nas oszczerstwa i kłamstwa.

3. listopada wysłałem na poprzednie adresy nową wersję polemicznej krytyki rzeczonego, już lekko skorygowanego artykułu. Ten sam redaktor co poprzedniego dnia poinformował mnie, że redakcja nie opublikuje moich polemicznych wyjaśnień:

Wielce szanowny panie Szubert

serdeczne dzięki za pańską ponowną pocztę. Po rozmowie z kierownictwem redakcji mogę panu zakomunikować niniejszą odpowiedź. Redakcja nie widzi spełnienia kryteriów do opublikowania przeciw-oświadczenia. Jeśli panu przeszkadzają wypowiedzi frakcji cytowane przez nas, proszę zwrócić się do nich. Z naszej strony ponownie  proponuję panu  przytoczenie pańskiego stanowiska w naszych dalszych relacjach w tej sprawie. Możemy w tym celu spotkać się w piątek w redakcji, jeśli pan się na to zgodzi. Np. o 11:30 lub 12:00.

Ponadto nadal aktualny jest pomysł, o którym kiedyś rozmawialiśmy z panią Wolf, abyśmy towarzyszyli jej podczas demonstracji, by wyjaśnić kim jesteście i dlaczego demonstrujecie. Także ta propozycja jest nadal aktualna.

Z uprzejmym pozdrowieniem

Przy czym ponownie i to dosyć nachalnie napraszał się na rozmowę  ze mną. Naturalnie odrzuciłem te jego propozycje:

Wielce szanowny panie Ronge,

Ponieważ pańska redakcja odmawia publikacji mojego przeciw-oświadczenia, dalsza wymiana E-listów między nami stała się bezprzedmiotowa. Na pańską propozycję spotkania się w redakcji powtórzę jeszcze raz: nie zamierzam rozmawiać z przedstawicielem gazety, której redakcja publikuje oszczerstwa i kłamstwa na nasz temat. A na pańską ostatnią  propozycję odpowiem tak: nazywam się Andrzej Szubert a nie pani Wolf. Dlatego nadal jestem organizatorem i liderem poniedziałkowych demonstracji.

Z uprzejmym pozdrowieniem

Tak zakończyłem rozmowę z redaktorem Kuriera. No i zastanawiam się, czy jest sens wnoszenia sprawy do sądu. Gazeta upichci kolejny artykuł, w którym zacytuje kilka fragmentów mojego sprostowania i powie, że w pierwszym artykule cytowała tylko krytykująca nasze demonstracje frakcje, a kolejnym “obiektywnie i bezstronnie” przytoczyła fragmenty z mojej polemiki.
Niemniej myślę, że samo zmuszenie załganej gazety do usunięcia obraźliwego epitetu “Corona-Leugner” z internetowej wersji artykułu i tak było moim sukcesem. No i gazeta będzie teraz bardziej uważała pisząc o naszych demonstracjach.

Frau Wolf

Pierwszy raz zauważono ową “Frau Wolf” z e-poczty do mnie podczas naszych demonstracji w połowie grudnia 2021, b. późno, biorąc pod uwagę fakt, że nasze demonstracje zaczęły się już w kwietniu 2020. W styczniu 2022 potrzebowaliśmy nową osobę jako mojego zastępcę do zgłaszania demonstracji w Ordnungsamcie – poprzednik wyleciał za reklamowanie własnej politycznej organizacji. Chętnych niestety nie było, gdyż zgłaszanie demonstracji wiązało się z ryzykiem ponoszenia odpowiedzialności za ich przebieg, co w obliczu surowych restrykcji i tysięcy demonstrantów (do 8 tys. pod koniec stycznia 2022) wiązało się z możliwością ponoszenia odpowiedzialności prawnej za ewentualne zamieszki.

I wtedy właśnie “Frau Wolf” wspierana przez jednego z radnych koncesjonowanej partii opozycyjnej zgłosiła się jako moja zastępczyni, współzgłaszająca  demonstrację. Od lutego zaczęła powoli siać intrygi próbując skłócić kilka najważniejszych dla naszego ruchu oporu ludzi. W połowie sierpnia wyleciała z grona organizacyjnego. Próbowała mnie jeszcze przekonać do siebie, insynuowała współpracę z bezpieką (Verfassungsschutz) jednego z moich najbardziej zaufanych współorganizatorów, przez co tym bardziej wydała się mi podejrzana. Od tamtego czasu po prostu znikła z pola widzenia.

Radykalna prawica na doczepkę

W artykule była mowa o tym, że czasami w naszych demonstracjach biorą udział członkowie “Identitäre Bewegung”. Jest to luźny związek młodych ludzi zaliczanych przez bezpiekę do radykalnej prawicy. W Pforzheimie zorganizowani są w ruchu “Revolte Pforzheim”, szpiclowanym przez bezpiekę. I już tylko to, że czasami przyłączają się do nas, jest pożywką do me(n)dialnej nagonki na nasze demonstracje.

Kolejne demonstracje poniedziałkowe (przechodzące obok placu Synagogi w dniach 07.11 oraz 14.11 już zameldowałem i Ordnungsamt zatwierdził je bez zastrzeżeń, podobnie jak zameldowaną na najbliższą sobotę stacjonarną demonstrację na placu Synagogi (jestem w niej zastępcą organizatora).

Na koniec dwie migawki z naszej ostatniej poniedziałkowej demonstracji, krótka poniżej i długa:

Nadużycie symbolu?

Pforzheimer Kurier opublikował kolejny artykuł o naszych demonstracjach. Siląc się na bezstronność autor stawia znak zapytania: czy bębniarka mogła przeoczyć “Gwiazdę Dawida” na bębnie. Chodzi o nalepkę, zakwalifikowaną przez władze Dojczlandii jako sianie nienawiści na tle etnicznym. Zdjęcie do artykułu wykonał mój e-“rozmówca”. Widać że jest oddelegowanym do szpiclowania naszych demonstracji.

Sanny, oskarżona, twierdzi, że nalepki nie zauważyła. I faktycznie w zimie wielu bębniarzy bębniło na wypożyczanych bębnach. Przywoził je taki jeden cwaniaczek i pobierał opłaty za wypożyczenie. Sanny mogła faktycznie przeoczyć tę nalepkę. Ponadto zakwalifikowanie tych nalepek jako “Volksverhetzung” jest piramidalną bzdurą i przesadą. Ale tak już jest w zniewolonej Dojczlandii.Dodam tu, że rano byłem przed sądem. Niestety adwokatka Sanny uznała, że lepiej będzie, jeśli na widowni nie będzie nikogo, gdyż często sędziów irytuje obecność widzów – zwłaszcza w procesach politycznych. Zapytałem Sanny i jej męża, czy mam iść jako widz na rozprawę, czy nie; decyzja należy do was. Odpowiedzieli – lepiej nie. Jak wypadł proces, nadal nie wiem.

Walka o wolność trwa!

Jak z powyższego widać, szkalowani i zwalczani jesteśmy medialnie, z urzędu (wszystkie liczące się frakcje rady gminnej) i sądowniczo. Mają miejsce próby rozbijania nas od środka.

Nie poddajemy się jednak. Walka o wolność trwa!

By piotrbein

https://piotrbein.net/about-me-o-mnie/